„Połów” – Ove Logmansbo

Na Połów czekałam długo. Poczta Polska
ćwiczyła moją cierpliwość ponad dwa tygodnie. W końcu egzemplarz dotarł i z
wielką ciekawością wyruszyłam w podróż na Wyspy Owcze. Na początku
„delektowałam się” powieścią, czytając po kilka rozdziałów dziennie. Jednak od
dwusetnej strony, nie potrafiłam, nie chciałam się zatrzymać. Nie zważając na
to, że bus, którym przemierzałam trasę Rzeszów-Warszawa, zbliżał się do stacji
końcowej, pochłaniałam kolejne strony, nie mogąc doczekać się zakończenia.
Finał, delikatnie mówiąc, bardzo mnie zaskoczył. Ove Logmansbo zagwarantował swojemu czytelnikowi emocje na
najwyższym poziomie.
Połów to
doskonały przykład polskiego kryminału skandynawskiego. Dosłownie! Autor jest synem Polki i rodowitego Farera. Biegle
posługuje się językiem polskim. Jego pierwszą publikacją w ojczystym języku
matki była Enklawa – pierwsza część
cyklu z Wysp Owczych, w której poznaje się bohaterów Połowu. Choć nie czytałam
Enklawy (jeszcze!), nie miałam
żadnych problemów z odbiorem najnowszej powieści Logmansbo.
Akcja Połowu rozpoczyna się od
pierwszych stron. Raz do roku mieszkańcy Wysp Owczych urządzają grindadrap –
tradycyjny połów grindwal. Jedno z upolowanych zwierząt budzi grozę i zmienia
życie Farerów. W żołądku ssaka rybacy odkrywają makabryczne znalezisko – ludzką
czaszkę… Na wyspę przybywa duńska policjantka, Katrine Ellegaard, dobrze znana
czytelnikom Enklawy. Razem ze świetną
technik kryminalistyki Fridą Skovmand oraz oficerami lokalnej policji próbuje
ustalić motyw, odnaleźć zabójcę i przede wszystkim zidentyfikować ofiarę.
Głowę Katrine zajmuje nie tylko
prowadzone dochodzenie. Niczym bumerang wraca do niej sprawa sprzed roku, w
której pojawiają się nowe fakty. Skazany za zabójstwo Hallbjorn Olsen odwołuje
się od wyroku do Sądu Najwyższego… Jaką rolę odgrywa Hall w bieżącym
dochodzeniu?

Mimo że nie znam historii z Enklawy, zrozumienie wątku Olsena i jego
przeszłości, nie stanowiło dla mnie żadnego problemu. Autor wprowadza
czytelnika w świat byłego wojskowego – zarysowuje jego sytuacje rodzinną i
przede wszystkim wątek kryminalny. Stopniowo dowiadujemy się, dlaczego trafił
do więzienia i co łączy, a właściwie łączyło go z jedną z bohaterek.  Choć w oczach lokalnego społeczeństwa jest
zbrodniarzem i czarną owcą, ja poczułam do niego sympatię i kibicowałam mu z
całych sił.
Połów to
nie tylko śledztwo i życie prywatne twardej i doświadczonej przez los
policjantki. Ove Logmansbo ciekawie
prezentuje panoramę społeczną Wysp. Choć opisywani przez niego mieszkańcy są do
siebie podobni, intrygują, bo każdy skrywa jakąś tajemnicę.
Ove
Logmansbo
to mistrz stopniowania napięcia. Sprawa rozwija się
powoli, ale do czasu. Gdy na jaw wychodzą kolejne sekrety z życia społeczności
wysp, tempo przyspiesza i to kilkakrotnie. Ostatnie kilkadziesiąt stron
czytałam z szeroko otwartymi oczami. Autor naprawdę mnie zaskoczył. Ciekawym
zabiegiem jest to, że czytelnik wie więcej niż prowadzący dochodzenie
oficerowie. I to od samego początku…
Cieszę się niezmiernie, że Wydawnictwo Dolnośląskie zaufało mi i
przysłało egzemplarz do recenzji. Dziękuję za możliwość odbycia podróży na
Wyspy Owcze. Podróży, która trzymała w napięciu do ostatniego zdania. Jeśli z
jakichś powodów boicie się sięgnąć po skandynawski kryminał, myślę, że Połów
to dobry początek przygody z tym gatunkiem. Mnie nie odstraszył, a wręcz
przeciwnie. Chcę więcej.
Za egzemplarz recenzencki
serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu
J

„Pierwsza przychodzi miłość” – Emily Giffin

 
Agata,
Daniela i Tosia z serii „Czary codzienności” mojej ulubionej autorki Agnieszki
Krawczyk mogą być dla Czytelniczek wzorem do naśladowania. Nie tylko się
kochają, ale także i przyjaźnią. Wspierają się i kibicują na każdym kroku. Dla
siebie nawzajem są gotowe na wielkie życiowe zmiany. To idealne siostry. Jednak
w literaturze, jak w życiu, nie zawsze jest idealnie. Emily Giffin w swojej powieści Pierwsza przychodzi miłość udowadnia,
że więzi nie gwarantują wzorowych relacji. Potrzebne są: szczerość, chęci i
zrozumienie. I przede wszystkim miłość.
Głównymi
bohaterkami historii są siostry, Josie i Meredith. Kilkanaście lat temu
przeżyły traumę – ich starszy brat Daniel, wzór do naśladowania i duma rodziny,
zginął w wypadku samochodowym. Od tamtej pory życie sióstr jest dalekie od
ideału. Tragedia i niewyobrażalna strata zamiast zbliżyć do siebie żałobników, ich
podzieliły. Rodzice się rozwiedli, a siostry nie potrafią się porozumieć. Wydaje
się, że oprócz genów i wspólnych wspomnień z dzieciństwa niewiele je łączy.
Josie
jest zbliżającą się do czterdziestki bezdzietną singielką. Pracuje w szkole
jako nauczycielka w pierwszej klasie. Mieszka z przyjacielem Gabe’em i psem
przygarniętym ze schroniska. Choć robi to, co chce i nikt, i nic jej nie ogranicza,
nie czuje się szczęśliwa. Rozpamiętuje zakończony przed laty związek i marzy o
dziecku. Wierzy, że wraz z malutką istotką w jej życiu wreszcie pojawi się
szczęście. 
Meredith
wyszła za mąż za przyjaciela zmarłego brata i urodziła córeczkę. Choć śniła o
karierze aktorskiej, ostatecznie została prawnikiem. Wydaje się, że wiedzie
szczęśliwe i ustabilizowane życie. To tylko pozory, świat wykreowany na
portalach społecznościowych. Meredith w przeciwieństwie do siostry robi to, co
należy, a nie to, czego pragnie. Regularnie korzysta z usług psychoterapeutki i
biernie patrzy, jak jej małżeństwo się rozpada. 
Relacje
sióstr i ich życie osobiste mogą naprawić tylko szczere rozmowy i powrót do
przeszłości. Przeszłości ściśle związanej z bratem i jego tragiczną śmiercią.
Przeszłości, o której nie mówią i której unikają. Czy zdecydują się stawić
czoło wspomnieniom? Czy zdecydują się powiedzieć prawdę, która tak bardzo boli?
Powieść,
oprócz prologu z narratorem wszechwiedzącym, pisana jest w pierwszej osobie
liczby pojedynczej. Raz narratorem jest Josie, raz Meredith. Taki zabieg pozwala
poznać historię z obu stron. Dzięki temu czytelnik poznaje punkt widzenia i
jednej, i drugiej siostry. 
Choć
Pierwsza
przychodzi miłość
czyta się szybko, to nie jest łatwa i lekka historia.
Przysłowie mówi, że „z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu”. To zdanie
świetnie odzwierciedla relacje bohaterów powieści. Moim zdaniem autorka w
fenomenalny sposób opisała kobiece, niekiedy skrajne emocje i skomplikowane
relacje międzyludzkie. Udowodniła, że nie można budować przyszłości bez
zamknięcia przeszłości, a spełnienie marzeń nie zawsze jest źródłem szczęścia.
Szczęście daje miłość – rodzinna lub/i partnerska. Bez niej każda życiowa
układanka prędzej czy później się rozpada. Choć nie zawsze przychodzi pierwsza,
jest najważniejsza.
liczba stron: 436