„Lwowski ptak” – Piotr Tymiński (#MamaDropsaCzyta)

Read More
 

 

Piotr Tymiński, Lwowski ptak, Wydawnictwo Novae Res 2019.
#MamaDropsaCzyta
 
Ultra-krótka recenzja blogerki Alexy Lawendy powieści historycznej „Lwowski ptak” Piotra Tymińskiego oraz krótka rozmowa z jej Autorem skłoniły mnie do sięgnięcia po książkę. Zwykle lubiłam powieści z historią w tle, ale stroniłam od tych wojennych, pełnych zbyt przejmujących, emocjonalnych, brutalnych wręcz obrazów. Postanowiłam to wreszcie zmienić, bowiem powieściami historycznymi interesują się mąż i dzieci. To właśnie mąż, miłośnik historii, zaszczepił w nich miłość do historii. Mimo wszystko przede mną trudne zadanie.
 
Do powstania powieści „Lwowski ptak” zainspirowała Autora lektura zbioru opowiadań „Orlęta” Artura Schroedera, wspaniałego obrazu zmagań lwowskich dzieci (wyd. 1930 r). W ten sposób Piotr Tyminski oddał hołd 439 obrońcom Lwowa, w tym 109 uczniom, którzy polegli w listopadzie 1918 roku w obronie polskiego Lwowa. Bohaterką powieści jest Antonina, czyli Tońka, postać fikcyjna. Uczestniczy ona w walkach  obok postaci  i wydarzeń autentycznych. Bohaterkę poznajemy w chwili, gdy pisze w swoim pamiętniku list do brata Franka – żołnierza, dzieląc się z nim radością o restytucji naszej Ojczyzny, „Polska złączy się w całość i powstanie z popiołów”. 31 X 1918 roku spadła na Polaków wiadomość jak grom z nieba, że Rusini, czyli Ukraińcy nocą okrążyli miasto. Słychać było okrzyki i strzelanie na wiwat: „Sława Ukrainie! Precz z panami Polakami!” Na wieży ratusza i ważniejszych budynkach powiewały niebiesko-żółte chorągwie. Przyklejony na murze przy ulicy Bema plakat był proklamacją państwa ukraińskiego ze stolicą we Lwowie. Ponadto legitymowanie Polaków na ulicach, głupie okrzyki, oddawanie strzałów do niewinnych mieszkańców napawało złością, niepokojem wręcz strachem o jutro. Lwowianie szykowali się do zrywu, do walki o polski Lwów. Gdy koleżanka Krysia została ciężko ranna, Tońka postanowiła przyłączyć się do walczącej młodzieży. W ten sposób pragnęła wyrazić  swój protest przeciwko zawładnięciu polskim Lwowem przez Ukraińców. A zaczęli działać od wezwania patriotów do walki. „Do boju! Młodzież już walczy! Nikomu nie wolno podnosić ręki na nasz Lwów”. Dowództwo uważało, ze dziewczyny mogły być co najwyżej sanitariuszkami. Zdeterminowana Tońka, którą brat nauczył strzelać z karabinu, nie zamierzała się poddawać. Pragnęła z potrzeby serca walczyć z bronią w ręku i to tam, gdzie było najbardziej gorąco, niebezpiecznie. W drodze do mamy po zgodę wzięła udział w obronie szkoły Sienkiewicza Domu Techników, za co uzyskała pochwałę od dowódcy. Mimo aresztu domowego udało się jej wydostać, by móc spełnić swój patriotyczny obowiązek – stanąć do walki o polski Lwów.
 
Przez dwadzieścia dwa dni obrony Lwowa towarzyszyłam Tońce. Akcja powieści toczy się wartko, dzięki współczesnemu językowi i krótkim wtrętom z języka ukraińskiego. Dzięki narracji pierwszoosobowej bohaterska obrona Lwowa jest widziana oczami dziewczyny, co czyni obraz jeszcze bardziej przejmującym. Książka mnie pochłonęła do tego stopnia, że byłam obok Tońki i razem z nią moje serce wyrywało się do walki. Determinacja Tońki i wzywanie innych a zwłaszcza oficerów do wytrwałości w podjętym czynie niezwykle mnie wzruszyło. „Walczyć, walczyć na śmierć” – krzyczała Tońka. Na początku dziewczyna z uwagi na doskonałą znajomość terenu była kurierem, przenosiła rozkazy, meldunki. Garstka walczących młokosów zadawała poważne straty Ukraińcom. Zaatakowana przez pijanego siczowca, którego zabiła w obronie własnej, Tońka przebrała się za mężczyznę, ścięła na krótko włosy, założyła mundur gimnazjalny brata i pod przybranym imieniem Hipolit A. (od Hipolita Amazonka, mityczna królowa) dostała się do liniowych oddziałów. Nie dała się zastraszyć! Chciała stać się kobietą waleczną jak Joanna Żubr, Emilia Plater, Anna Pustowójtówna czy Wanda Gertz. Z czasem przylgnęło do Tońki przezwisko i funkcjonowało jako nazwisko Szpak, bo niemalże fruwała, wszędzie jej było pełno. Towarzyszyłam więc walecznej Tońce a następnie Hipolitowi i obrońcom stacji radiowej, zdobyciu Dworca Głównego, stacjonowałam w Pałacu Sapiehów, w natarciu na cytadelę, staniu na czujce czy w pracy łącznika, po wielu próbach i zmaganiach zajecie Poczty Głównej Przyjaciele młodzi Staszek, Ziutek i inni „takie szczeniaki a leźli w ogień jak do zabawy”. Z każdej strony młodzi obrońcy dzielnie odpierali ataki Rusinów i kontruderzeniami zajmowali coraz więcej terenu. Niestety, ponosili też i straty Wielkim świętem dla dziewczyny było wręczenie legitymacji polskiego żołnierza, złożenie przysięgi na obronę Lwowa do krwi ostatniej i piękny orzełek na czapce, „siedzi groźnie na tarczy Amazonek.” Ciągle prosiła dowódcę o pozwolenie powrotu na linię. A jak poradziła sobie Tońka z kwestią zabijania? Na początku bardzo przeżywała, ale z czasem nie robiło to na niej większego wrażenia. Miała świadomość, ze strasznie zobojętniała. „Nie myślałam wcześniej, że wojna zezwierzęcić może człowieka. A jednak tak. I z jednej strony to mnie przeraża, a z drugiej budzi moją nienawiść”. Przejmujące  w powieści są opisy strzelaniny, walki – opisy sytuacji naszpikowane onomatopejami, epitetami i metaforami, które oddziałują na nasze różne zmysły: „okolica huczała”, „kule zaczęły świszczeć”, „zajazgotały karabiny maszynowe”, „huknęły granaty ręczne”, „zaterkotał kaem”. „Błyskawicznie zaczęłam strzelać, trzy ciała zaległy na jezdni. Kule przelatywały wokół mnie, tłukły w cegły i zasypywały mnie czerwonym miałem. Czułam się jak w transie”. I nie ma mowy o żadnym strachu, panice bohaterki mimo całego płaszcza żołnierskiego w dziurach. Doskwierało bohaterom, młodzikom jedynie zmęczenie.  Wzruszył mnie też wspólny śpiew pieśni powstańców styczniowych Ukraińców i Polaków przy wtórze mandoliny. A wiatr ją niósł po okolicy. „Ta sama melodia, te same słowa, oni po ukraińsku, a my po polsku. Ale ten świat przewrotny.” Bezcenne dla Tońki są chwile, w których może odwiedzić chorą przyjaciółkę i spotkać się z mamą. Mogła się wreszcie poskarżyć mamie, że dobiła jeńca. Mama o wojnie: „Nawet wojna o piękne ideały jest brudna i pełna złych decyzji.(…) Najważniejsze, by nienawiść nie zawładnęła twoim sercem”. Ogarniały też bohaterkę chwilę zwątpienia, gdy na cmentarzu przybywało mogił. Przecież Lwow był polski od pokoleń, to nie jest ukraińskie miasto. Dlaczego w tej sprawie nie można było dojść do porozumienia z Rusinami? Rozmowa się toczy za pomocą karabinów i granatów. Na szczęście do bohaterskich obrońców Lwowa docierały krzepiące wieści o tym, że Polska powstaje. A wojsko polskie przybędzie do Lwowa z odsieczą. Napawało to bohaterów podupadłych na duchu, umęczonym walką ogromną nadzieją. W jakie tarapaty wpadła Tońka i czy dostała  szansę na rehabilitację? Czy odnalazła Franka wśród żołnierzy na dworcu? Czy marzenie bohaterskiej Tońki o naszym , polskim Lwowie się spełniło?  
 
Na koniec przytoczę opinię Komendanta Obrony Lwowa o postawie walczącej młodzieży:
 
„Bardzo dzielni wy wszyscy jesteście, ile wy, dzieci polskie, trudów znosicie dla naszej kochanej Ojczyzny. Jeszcze trochę, jeszcze odrobinę wysiłku i odzyskamy miasto i Polskę”.
 
Panie Piotrze, warto było towarzyszyć bohaterskiej dziewczynie przez dwadzieścia dwa dni Obrony Lwowa. Moim skromnym zdaniem udało się Panu doskonale przybliżyć obraz dawnego polskiego Lwowa. Dziękuję bardzo za wspaniałą lekcję historii. Moim i Męża kolejnym marzeniem będzie wizyta na Cmentarzu Orląt Lwowskich na Łyczakowie. Książka powinna znaleźć się na liście lektur kl. VIII.
 
Ps. Wierzę, że Antonina żyje, bowiem tę bardzo sugestywną okładkę można różnie interpretować. Biało-czerwone upierzenie szpaka – symbolu…
Dziękuję z całego serca Piotrowi Tymińskiemu za przysłanie książki do recenzji. 

 

„Żona na zamówienie” – Nina Majewska-Brown (#MamaDropsaCzyta)

Read More
 

 

Nina Majewska-Brown, Żona na zamówienie, Wydawnictwo Edipresse 2019.
#MamaDropsaCzyta
 
Żona na zamówienie Niny Majewskiej-Brown to kontynuacja świetnie przyjętej przez czytelniczki powieści Mąż na niby. Opowiada o tym, czy warto zacząć wszystko raz jeszcze. Czy w uczuciach trzeba dawać drugą szansę sobie i innym? Przecież mówi się, że nie wchodzi się po raz drugi do tej samej rzeki…
 
Zosia, zdradzona przez niby idealnego męża, próbuje ułożyć swoje życie na nowo. To, co zrobił Paweł, jest niewybaczalne. Jednak wraz z upływem czasu mimo tęsknoty i mocno doskwierającej samotności Zosia powinna uporządkować relacje z prawie byłym mężem, wystąpić o rozwód, co jest najtrudniejsze, bo wciąż go kocha i brakuje jej Pawła, ale tamtego, z którym była szczęśliwa. Jedyne oparcie ma w córce Poli, bowiem toksyczna matka o wszystko ją obwinia i nie udziela żadnego wsparcia. Mało tego, matka przygarnęła Pawła pod swój dach i umieściła w pokoju Zosi. Jak dobrze, że ta postać została przestawiona przez Pisarkę w iście groteskowy sposób. Jak ona mnie denerwuje i w tej powieści! Teściowie też długo  nie akceptowali synowej. Przy Poli jedynie załamana Zosia znajduje w sobie dość siły i zakłada maskę silnej kobiety. Ale z czasem samotna kobieta, która ma tyle na głowie, musi wyjść kryzysu i cieszyć się choćby drobiazgiem. Tak bardzo jest potrzebna córce, która ma problemy w szkole z koleżankami. Niefajne relacje zaczynają się odbijać na zdrowiu Poli, która zaczyna chorować Teściowa z kolei wciąga Zosię do realizacji uknutego planu, ażeby wybić z głowy Elżbiecie, siostrze Pawła, niechcianego zięcia – Ahmeda z Kenii, z którym Ela ma zamiar wyjechać do murzyńskiej wioski. Przecież Ahmed w duchu jest Europejczykiem! W szczerej rozmowie kobiety obiecują sobie wsparcie. Jak dalej potoczy się wątek Elżbiety i Ahmeda? Co zrobi Zosia, jak zareaguje na propozycje Pawła? Czy można dać niewiernemu mężowi drugą szansę, kiedy tak trudno uwierzyć w jego zapewnienia, obietnice? „Trudno mi uwierzyć w to, że można kochać, na moment zawahać się, odkochać i wreszcie pokochać na nowo”. Czy potrafi mimo wszystko wybaczyć, uwierzyć, zaufać? Zachęcam do sięgnięcia po książkę, która wywołała we mnie wiele emocji.
 
Chyba nie da się jednoznacznie udzielić odpowiedzi na mnożące się pytania w związku z lekturą powieści. Czyta się ją bardzo szybko, dzięki bardzo dobrze wykreowanym bohaterom, lekkiemu stylowi, świetnemu językowi z domieszką humoru, sarkazmu, ironii i całej gamy emocji. Ale i wraca się do pewnych fragmentów, wertuje strony, by pomóc Zosi znaleźć odpowiedź na dręczące ją pytania i wątpliwości. Powieść zmusza do refleksji nad tym, czy ja w swoim prawie 34-letnim małżeństwie realizuję się jako „żona na zamówienie” i czy jestem szczęśliwa. Jaka jest ta moja definicja szczęścia? Czy podlegała weryfikacji, zmianom? Co na to miało wpływ? Czy ufam zawsze mojemu mężowi? Co tak naprawdę cementuje nasz związek? Niewątpliwie powieść Niny Majewskiej-Brown jest przyczynkiem do ważnych refleksji, dywagacji o szczęściu w małżeństwie i o szczęściu samej ze sobą. Na koniec powtórzę za bohaterką:
 

„Jestem natomiast przekonana, że powinnam zostawiać sobie większy margines bezpieczeństwa, mieć własne plany i pomysł na niezależność, w razie gdyby znowu nas coś poróżniło. (…) nabrałam przekonania, że jeśli będę szczęśliwa w głębi duszy, będę dobrze się czuła ze sobą i sama dla siebie stanę się interesująca, trudniej będzie innym mnie zranić”.

 
Dziękuję Pisarce za możliwość przeczytania jej najnowszej powieści. Podziękowania kieruję także dla Wydawnictwa Pascal.