„Niedokończona baśń” – Dorota Gąsiorowska (recenzja przedpremierowa!)

Read More

Dorota Gąsiorowska, Niedokończona baśń, Wydawnictwo Znak 2019.

Jak wiecie (albo i nie), w moich social mediach październik jest miesiącem poświęconym twórczości Doroty Gąsiorowskiej. Ogromie cenię tę pisarkę za oryginalne pomysły – historie z tajemnicą i nieoczywistym zakończeniem, a także za szacunek do naszego ojczystego języka i operowanie przepiękną polszczyzną zarówno w dialogach, jak i opisach. Cieszę się więc, że to właśnie na ten miesiąc przypada premiera jej najnowszej książki – Niedokończona baśń trafi na półki w księgarniach w najbliższym tygodniu.
Praca spełnieniem (francuskich) marzeń
Główną bohaterką powieści jest Julia. To absolwentka romanistyki. Przeprowadza się z Krakowa do Poznania. Po śmierci ukochanego samotnie wychowuje pięcioletnią córeczkę, Basię. Nie może liczyć na wsparcie rodziny. Jej relacje z siostrą są dalekie od ideału, a matka częściej ją denerwuje niż pomaga, narzucając swój (zakłamany) styl życia. Po zmianie miejsca zamieszkanie los uśmiecha się do niej – i to szeroko! Zostaje asystentką popularnej i zarazem swojej ulubionej francuskiej pisarki, Suzanne Bonit. W żyłach starszej pani płynie polska i francuska krew. Julia od lat jest jej fanką. Praca marzeń? Niby tak, ale…  Pierwsze dni na nowym stanowisku nie są łatwe. Autorka potrafi pokazać humorki, przez co każdy dzień wydaje się dla Julii niewiadomą. Kolejna sprzeczka sprawia, że kobieta podejmuje decyzję o porzuceniu pracy. Ostatnim obowiązkiem służbowym ma być wspólna podróż do Francji. I Julia, i Suzanne nie mają pojęcia, ile wyprawa do krainy akwitańskich zamków zmieni w ich życiu…
Po co Julii Romeo? Wystarczy… Basia!
Bo Emil mówi, że ma w sobie takie światełko, które go ogrzewa i rozwesela. I nawet jak jest mu smutno, to tylko na chwilę, bo zaraz robi mu się wesoło.
Basia, str. 22.
Po śmierci Miłosza Julia została samotną matką. Basia stała się jej całym światem. Każdą wolną chwilę poświęca córeczce. Basia to niezwykle rezolutna kilkulatka – mądra, ciekawska i, w moim odczuciu, bardzo dojrzała jak na swój wiek. Zadaje mnóstwo pytań. Jest dzieckiem, więc nie ma w sobie hamulców przed szczerymi reakcjami. Bezpośredniość to drugie imię Basi. Dziewczynka trafnie ocenia otaczającą ją rzeczywistość i w swoich ocenach nie ma litości dla podejmujących niezrozumiałe decyzje dorosłych. Z mojego króciutkiego opisu może wynikać, że córka Julii to poważna kilkulatka. Nic bardziej mylnego! Dziecięca beztroska, kreatywność, wyobraźnia bez granic czy ufność – tłumaczka zadbała, by dzieciństwu Basi nic nie brakowało. Czytając powieść, widziałam w małej… siebie. Też byłam taką gadułą (no dobra, dalej jestem), uwielbiałam ludzi (do dziś bywam zbyt ufna), a wyobraźnia pozwalała mi się przenosić w najdalsze zakątki globu – oczywiście bez wychylania noska z pokoju 😉 Basia jest takim słoneczkiem w pochmurne dni – zarówno dla mamy, jak i dla Suzanne. Kilkulatka bowiem wyrusza we francuską podróż z Julią i jej pracodawczynią. Dziewczynka szybko – zresztą z wzajemnością – zjednuje sobie starszą panią, budząc w niej uśpione uczucia. Jej dziecięca bezpośredniość i ciekawość świata stają się słodkim lekarstwem na gorzkie problemy francuskiej pisarki związane z tragiczną wręcz przeszłością.
A może jednak ten Romeo jest potrzebny…?
W Niedokończonej baśni Dorota Gąsiorowska podjęła bardzo trudny i zarazem ważny oraz niezwykle aktualny w dzisiejszych czasach wątek – samotnego macierzyństwa. Julia, niczym tysiące polskich kobiet, łączy życie z zawodowe z wychowywaniem córeczki. Mała nie ma babć czy sztabu niań. Ma tylko mamę… Myślę, że każdy z nas ma w otoczeniu taką dzielną superbohaterkę – samotną matkę. Dorota Gąsiorowska przypomina jednak, że na macierzyństwie świat kobiety się nie kończy. No właśnie, przecież jest jeszcze kobiecość… Przez wiele pań uśpiona, zepchnięta na bok, pozornie niepotrzebna. Jak pisarka przedstawiła ten wątek w powieści? Przechodzę do konkretów! Jak już wspomniałam, to Basi Julka podporządkowała całe życie. Ojciec dziewczynki obdarował ją niezwykłą miłością, a pustka, którą po sobie zostawił, w żaden sposób i przez nikogo nie może zostać zapełniona. Julia jest zdana na siebie. Zmienia się to nieco po przeprowadzce. W sąsiadce i równocześnie mamie najlepszego kolegi Basi zyskuje powiernicę i przyjaciółkę. Sama, ze względu na małżeńskie problemy Majki, może odwdzięczyć się dobrą radą, wsparciem czy służyć ramieniem. Czy w tym babskim i uporządkowanym życiu Julki jest miejsce dla mężczyzny? Ona uważa, że nie. Do momentu, aż poznaje Maćka. To architekt i krewny Suzanne. Jego pracownia sąsiaduje z mieszkaniem pisarki. Przypadkowe, ale częste spotkania; dobre rady czy niezobowiązujące rozmowy stają się początkiem wzajemnej fascynacji. W Julii – odpowiedzialnej, nieco zaborczej matce i sumiennej pracownicy, budzi się… kobieta. Brzmi jak zapowiedź romansu? Cóż, jest jeden problem, i to dość poważny. Maciej ma bowiem… narzeczoną. Partnerki nie ma za to francuski adorator Julki, Thibault. Mężczyzna, który w oczach wielu pań osiągałby miano ideału, nie jest ideałem Julki, co zdecydowanie utrudnia rozwój ich relacji. Którego Romea wybierze? A może ostatecznie postanowi poświęcić się tylko wychowywaniu dziecka i karierze zawodowej? I pobyt we Francji, i jesień w Poznaniu będą dla Julii czasem poważnych życiowych decyzji – także tych sercowych.
(Nie)dokończona baśń
Nigdy z tego nie rezygnuj, wyobraźnia to jeden z najcenniejszych darów, jakie otrzymał człowiek, ma pettite – odpowiedziała Suzanne z powagą. – Tylko dzięki niej można odkryć obszary, których nikt jeszcze nie odwiedził. Można stworzyć coś nowego, a nie podążać ślepo za tym, co narzuca świat.
Suzanne do Basi, str. 281.
Dorota Gąsiorowska dba o to, by zabierać swoje czytelniczki w dalekie podróże – do najpiękniejszych zakątków naszego kraju lub świata. Tym razem wraz z bohaterkami powieści trafiamy do Francji, do magicznej Akwitanii. Zamki z tajemniczą przeszłością, rodzinne sekrety, niewyjaśnione konflikty czy… tytułowa niedokończona baśń – pobyt we Francji jest bardzo intensywny. Postaci, a wraz z nimi oczywiście czytelniczki, odkrywają kolejne tajemnice – dotyczące rodziny i przeszłości Suzanne, a także te związane ze średniowieczną księgą. Pisarka, wspierana przez swoją asystentkę, próbuje rozwikłać zagadkę zapierającej dech w piersiach baśni o niespełnionej miłości, która od stuleci czeka na szczęśliwe zakończenie. Kto dopisze jej finał?
Baśń, zwana życiem, opisana pięknym językiem
Tajemnice ukryte w księgach i murach francuskich zamków, a także poznańska jesień – wszystkie wydarzenia w powieści są opisane cudnym językiem. Wyszukane metafory i porównania nie przytłaczają narracji – wręcz przeciwnie, wprowadzają w klimat literatury i sekretów. Dorota Gąsiorowska z najwyższą starannością dopieszcza każde zdanie, wypowiedź, myśl. Lektura Niedokończonej baśni to niekończąca się uczta.
Niedokończona baśń – weź nie pytaj, weź ją dokończ!
Nie pytajcie, jak mogę w jednym zdaniu polecić tę powieść. By zanurzyć się w jej klimacie, nie wystarczy kilka cytatów czy ta (przydługa) opinia. Trzeba poznać Julię, Basię, Suzanne i pozostałe postaci. Trzeba udać się w podróż do Francji i… w głąb własnego serca. Tak, uparcie będę powtarzać, że Dorota Gąsiorowska zabiera czytelniczki (a może i panów sięgających po literaturę obyczajową) także w taką drogę. Opisując często niełatwe, momentami wręcz tragiczne życie bohaterów, zmusza czytających do refleksji, do odpowiedzi na niekiedy fundamentalne pytania – o miłość, tęsknotę, wiarę… Tym razem zachęca też do kreowania szczęśliwych zakończeń. W końcu życie każdego z nas to niedokończona baśń. Jej finał? Zależy tylko od nas!
Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

Przepisy Joli Caputy – recenzje Mamy Dropsa

Read More
Przepisy Joli można znaleźć na stronie internetowej:
https://przepisyjoli.com/
Jola Caputa, W rodzinnej kuchni, Wydawnictwo Edipresse 2019.
#MamaDropsaCzyta
„W rodzinnej kuchni” to kolejna przepięknie wydana książka z serii „Przepisy Joli” – kultowej blogerki i bohaterki mediów społecznościowych. Jola Caputa do wspólnego gotowania zaprosiła córkę Sylwię i syna Grzegorza. Dzięki temu obok prostych przepisów na domowe dania znajdujemy bardziej zdecydowane smaki z nutą Orientu u Grzegorza i pomysły Sylwii na słodkości. Książka zatem jest podzielona na trzy części, każdą  rozpoczyna krótka charakterystyka autorów przepisów.
Kuchnia Joli jest „tradycyjna, domowa, mamina pyszna”. Do gotowania Jolę zainspirował ojciec, a ona z kolei przekazała swoim dzieciom zasadę, że przygotowywanie posiłków, czas spędzony w kuchni to przede wszystkim radosne zajecie, przyjemność, sposób wyrażenia siebie i okazanie domownikom miłości. kuchnia jest bowiem sercem domu, okazją do spotkań rodzinnych przy wspólnym stole – rozmów, radości z obecności bliskich i na końcu delektowania, raczenia się pysznym jedzeniem. Jako strażniczka kulinarnych tradycji Jola zawsze dba o to, żeby „kuchnia żyła, pachniała, zapraszała”. Wśród wyczarowanych przez Jolę pysznych potraw znajdujemy przepisy na: zupy, rolady, mięsa, drób, sałatki, przystawki. W swojej kuchni Grzegorz natomiast podtrzymuje tradycje dziadka, czyli przygotowuje mięsa w każdej postaci. Wśród zamieszczonych przepisów królują wiec : stek, burger, schab krewetki, udka, pierś kurczaka, kaczka drinki oraz deser oraz proste dania jak makaron z szałwią. Ponadto ceni sobie szybkie dania, wyraziste smaki i ciekawe połączenia. W tym celu dużo podróżuje, by poznać nowe smaki, oryginalne potrawy i gotować potrawy z ludźmi z różnych stron świata. W Przepisach Joli oprócz wspólnego gotowania zajmuje się robieniem zdjęć. To nie lada wyzwanie. Sylwia natomiast ma wielką słabość do słodkości i prowadzi słodkiego bloga. Zadebiutowała murzynkiem. W swojej części poleca przepisy na serniki, tort, tartę, Brownie, eklerki, ciasteczka przekładane masą z białej czekolady, miodownik z kremem, jabłecznik. Najsurowszym jurorem przepisów jest jej synek. Uwielbia ich wspólne chwile w kuchni tak jak kiedyś jej z mamą.
Każdemu przepisowi w książce towarzyszy cudna fotografia. Widok potraw, ciast sprawia, że się jest głodnym, cieknie ślinka i ma się ochotę udać do kuchni, by coś dla bliskich wyczarować. A przepisy są tak zredagowane, że wprost zachęcają, aby z nich korzystać. Jest także miejsce zarezerwowane na notatki.
Lubię gotować dla najbliższych, na co dzień robię to sama. Nie mogę się doczekać na powrót Męża z pracy, by razem z nim usiąść przy stole , jeść obiad i rozmawiać. Cenię sobie też bardzo wspólne chwile w kuchni z Dziećmi – wspólnie gotujemy, rozmawiamy, wspominamy, żartujemy, zajadamy. Zgadzam się z Jolą Caputa, ze kuchnia istotnie jest sercem domu i doskonałym sposobem na okazywanie sobie miłości.
 
Jola Caputa, Złote przeboje, Wydawnictwo Edipresse 2019.
#MamaDropsaCzyta
Pragnę się podzielić opinią o cudownie wydanej trzeciej już książce „Złote przeboje. Wszystko, co najsmaczniejsze – wybrali czytelnicy” z serii Przepisy Joli, w której Jola Caputa zebrała przepisy cieszące się największą popularnością wśród jej fanów. „To kulinarne hity – najlepsze i sprawdzone receptury, które uwielbiamy ja i moja rodzina, dlatego goszczą na naszym stole od lat” – czytamy we wstępie. Jola zaprasza więc czytelników do kuchni – serca domu i do wspólnego gotowania, a potem usiąść przy stole, biesiadować i cieszyć się sobą. Niech domowa kuchnia stanie się dla nas cudownym światem!
Przepisy są podzielone na: przekąski, obiad, na słodko, sałatki i surówki, słoiki – domowe przetwory i alkohol – domowe nalewki. Autorka udziela także cennych wskazówek – Jola radzi, np. jak uniknąć zakalca? Na końcu znajduje się notes – miejsce na zapiski, uwagi. Sprawdzone przepisy są podane w sposób niezwykle klarowny i  proste w wykonaniu. Pod każdym z nich zamieszczona jest opinia Czytelnika. Przecudnej urody zdjęcia potraw wykonał Grzegorz Caputa, którego fotografowanie jest pasją.
Będę często zaglądać do tych cudownych książek, które zostaną moją kulinarną rodziną. A w niedzielę ugotuję zupę krem z dyni według przepisu Joli dodatkiem papryki żółtej. Dodawałam do tej pory pomidory oraz z przypraw kurkumę i curry.
Polecam z całego serca książki z serii Przepisy Joli i zapraszam do udziału w rodzinnych kulinarnych spotkaniach.
Bardzo dziękuję wydawnictwu Edipresse za egzemplarze do recenzji.