„Okno z widokiem” – Magdalena Kordel (#MamaDropsaCzyta)

Read More
okno z widokiem

Magdalena Kordel, Okno z widokiem, Wydawnictwo Znak 2020.
Seria: „Uroczysko”
#MamaDropsaCzyta

W jednym z wywiadów z Magdaleną Kordel znalazłam takie definicje „Malowniczego”:

„Malownicze jest tam, gdzie mogę oddychać pełną piersią, gdzie czuję, że życie cudownie smakuje, a dni, które upływają, nie są stracone , a zyskane”.

Prywatne „Malownicze” Magdaleny Kordel znajduje się w górach, w Dukli, miejsce zapamiętane z dzieciństwa, mające w sobie magię, spokój, wewnętrzny czar. Drugie „Malownicze” jest w Sudetach – na szlakach i w Kłodzku, gdzie z rodziną znajdą swój wymarzony dom. Trochę dalszym „Malowniczem” jest Toskania pachnąca ziołami, pomidorami, kawą, oliwkami. Seria „Uroczysko” zaczęła powstawać w momencie, w którym cały świat Magdaleny i męża zawalił się im na głowę. Rzeczywistość ich dopadła. Postanowiła więc napisać książkę – zaklęcie, która sprawi, że do jej rodziny znowu zawita szczęście a los się odwróci. I święcie w to uwierzyła, ponieważ wydawca zaproponował współpracę. Zaklęcie więc zadziałało.

„Okno z widokiem” powraca!

Powieść „Okno z widokiem” ukazała się drukiem po raz pierwszy w 2011 roku, a została wznowiona 27 stycznia 2020 roku. Przenosi nas do Malowniczego – miasteczka położonego wśród sudeckich gór. Tu przeszłość miesza się z teraźniejszością, a skrywane od lat sekrety rodzinne wychodzą na jaw. Dla głównej bohaterki Róży Malownicze było od zawsze ostoją, bowiem zawsze czekała tu na nią jej ukochana Babcia Matylda, która była jej opoką. Wnuczka zbudowała z babcią lepsze więzi niż z matką. Tu po babci odziedziczyła znajomości z diabłem, który stał się jej obsesją. Na szczęście szybko została z niej wyleczona. Wpadła jednak w drugą, bowiem diabła wymieniła na św. Antoniego, którego figurka stała w kapliczce na rozstajnych drogach. I zaczęła ubijać interesy ze świętym. Lubiła siedzieć pod kapliczką i rozmyślać pod czujnym okiem Antoniego o różnych sprawach. A w rodzinie aż huczało z powodu skandali, za które była odpowiedzialna oczywiście babcia. Po latach pojawił się i zamieszkał z Matyldą narzeczony Julek, wyczekiwany zakazany owoc, którego Róża bardzo polubiła. Okazał się najwspanialszym dziadkiem na świecie. Jego niezwykłą historię poznajemy w powieści. Po latach dorosła Róża, archeolog na uniwersytecie, w związku ze skandalem, pewną aferą na uczelni uciekła do Malowniczego, które w dzieciństwie było jej ostoją. Jak zawsze czekała na nią babcia Matylda ze swoim niemężem, która wyczuła od razu, że stało się coś naprawdę poważnego. I tu czekała na nią wstrząsająca wiadomość – pewien inwestor chce zrównać z ziemią teren, na którym stoi uwielbiana przez różę kapliczka św. Antoniego. Oczywiście wiązało się to z usunięciem zabytkowej kapliczki. Miałoby już nie być Antoniego na rozstajnych drogach? Ani samych rozstajnych dróg, po których, jak wiadomo, błąkają się licha i czarty? Czułam się tak, jakby ktoś miał mi wyrwać kawałek serca. Róża postanowiła więc zawalczyć o ten piękny sentymentalny zakątek – jej raj na ziemi. Jako pracownik naukowy, archeolog, wreszcie jako osoba twardo stąpająca po ziemi poczyniła szybko pewne plany i postanowiła zaangażować niemal każdego, kto stanął jej na drodze. Zaczęła od rozmowy z księdzem proboszczem, który również upodobał sobie to miejsce. I to on przypominając historię tego miejsca, podsunął Róży pomysł, co konkretnie zrobić. Pod kapliczką mogły spoczywać średniowieczne szczątki zapomnianej karczmy. Do pomocy włączył się archeolog z prawdziwego zdarzenia, wyjątkowy człowiek, profesor Rajtczak z uczelni, który z grupą studentów podczas wakacji prowadził prace badawcze. Przyjazd do Malowniczego byłby dla dociekliwej i pełnej energii do działania grupy czymś frapującym. Miejscowy historyk pasjonat również włączył się do działania. Burmistrz przyrzekł również pomoc. Chodziło o to, żeby zaskoczyć kapliczkowego agresora. Profesor z proboszczem dopuścili się nawet „oszustwa w imię nauki”. Ale to tajemnica! Czy plan Róży i jej przyjaciół się powiódł? Czy udało się im ocalić ukochaną ostoję? A jak potoczy się życie prywatne bohaterki?

Powieść jest pełna ciepła, bo pokazuje nam, jak ważne w naszym życiu są relacje, więzi międzyludzkie, przyjaźń, miłość. Prawdą też okazało się stwierdzenie, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, a tych ostatnich garstka, bo garstka, ale się jednak ostała. To dawało nadzieję, a jak wiadomo, kiedy tli się nadzieja, chce się dalej żyć. Babcię Matyldę i Różę łączy wspaniała miłość. Bohaterki świetnie się dogadują, chociaż nie brakuje między nimi utarczek słownych. Także Julek okazał się najlepszym dziadkiem na świecie. I to on opowiedział Róży historię św. Antoniego, któremu też wiele zawdzięczał. Poznajemy tez wzruszającą historię miłości Matyldy i Juliusza. Różę odwiedziła przyjaciółka Patrycja, która znalazła się w trudnej sytuacji wyrolowana przez nieformalnego wspólnika. Pokochała Malownicze, w którym znalazła swoje miejsce i sposób na życie. Rozmowa przyjaciółek sprawiała, że nie było dla nich rzeczy niemożliwych, wszystko można załatwić i że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Rysiek, przyjaciel z dzieciństwa również pokochał malownicze i wrócił tu z żoną, rezygnując z posady naukowca. Każdy z nas powinien odnaleźć właściwe miejsce w życiu – swoje „Malownicze”. Magdalena Kordel uświadamia nam też, że w życiu najważniejsze jest robić to, co się kocha.  Jak mówią mędrcy, to podobno jest gwarancją szczęścia. A że ja zamierzałam być szczęśliwa, nie miałam innego wyboru niż nadal podążać wyboistą, krętą ścieżką pracownika naukowego.

Pisarka nadała lekki, zabawny ton swojej powieści, aż skrzy się tu od śmiesznych sytuacji, dobrego humoru czasem zabarwionego nutką ironii. Powieść się wręcz pochłania, ciekawa fabuła, wartka akcja, pełna nagłych zwrotów, wyraziści bohaterowie. Poruszyła też poważne tematy, jak potrzeba przyjaźni, prawo do szczęścia, tęsknota za miłością, potrzeba odnalezienia swojego miejsca na ziemi – „Malowniczego”, domu lub pokoju, lub okna z widokiem na…

Życie to jedno wielkie pasmo niespodzianek, dzięki którym właśnie chce nam się krok za krokiem cały czas iść do przodu. I najważniejsze, by wciąż mieć do dyspozycji pokój z widokiem. Taki, który jeśli nawet czasami niknąłby w deszczu, to potem znów by się ukazywał w całej okazałości.

Polecam książkę do czytania na tę aurę wiosenno-jesienną, jaką mamy za oknem tej zimy. Wystarczy milutki koc, kubek ulubionej herbaty, jakieś zwierzę do głaskania i przenosimy się do Malowniczego.

„Saturn” – Agnieszka Lingas-Łoniewska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
saturn

Agnieszka Lingas-Łoniewska, Saturn, Wydawnictwo Burda 2020.
Seria: „Bezlitosna siła”
#MamaDropsaCzyta

 15 stycznia premierę miała najnowsza powieść Agnieszki Lingas-Łoniewskiej „Saturn”, trzeci tom serii „Bezlitosna siła”. To historia o kolejnej parze bohaterów, Konradzie Klajzerze, na ringu Saturnie, i czerwonowłosej dziewczynie, zawsze noszącej bluzki z długim rękawem i pachnącej jak owocowy sad – Inez. Dowiadujemy się także, jak potoczyły się losy bohaterów poprzednich tomów. Zgadzam się ze stwierdzeniem w opisie wydawcy, że powieść Pisarki to emocjonalna jazda bez trzymanki.

Kim jest Saturn?

„Bezlitosna siła” to cztery opowieści o mężczyznach uprawiających walki MMA, z mroczną przeszłością, od której chcą się uwolnić. To także historie kobiet, które doświadczyły przemocy, a pomoc znalazły w fundacji FemiHelp, wspierającej ofiary agresji ze strony mężczyzn. Konrad i Inez, podobnie jak bohaterowie wcześniejszych historii Konstanty i Anita czy Patryk i Martyna, przeszli przez piekło zgotowane im przez bliskich. Pisarka połączyła te dwa światy, wyzwalając w bohaterach bezlitosną siłę, której nikt nie pokona i nie zniszczy. Bohaterowie odnaleźli miłość, szczęście, odzyskali wiarę w drugiego człowieka. Mogli żyć, marzyć, robić plany na przyszłość, wyznaczać cele w życiu. Świetnie zbudowany i przystojny Konrad pracował w klubie, planował koncerty muzyczne, lubił swoją pracę. Dawała mu satysfakcję i kasę. Był także zawodnikiem uprawiającym walki MMA. Treningi i walki utrzymywały jego ciało w formie i wyłączały myślenie, powrót do przeszłości. Nie miał sercowych problemów, w podziemiu jako Saturn miał jedynie fanki oferujące swoje wdzięki. Aż wreszcie poznał dzięki siostrze piękną Inez, słodką landrynkę, makową panienkę, krasnala – po prostu utonął w jej pięknych, wielkich i niebieskich oczach. Obie pracowały w fundacji, Inez czuwała nad organizacją aukcji, której przedmiotem były obrazy i rzeźby wykonane przez mieszkanki Domu dla Mam założonego przez Martynę. Konrad w towarzystwie Inez zaczął odczuwać emocje, które do tej pory były mu obce. Dziewczynę również do niego ciągnęło, ale oboje nie chcieli się z tym zdradzić, więc się wkurzali na siebie i udawali, że z trudem znoszą swoje towarzystwo. Inez wiedziała, że jego i Anitę łączy coś dziwnego z przeszłości, ale nie więzy krwi, że był złym chłopcem, jakich ona unikała, że zaprzyjaźnił się z Kastorem i Polluksem. Zazdrościła im, że mają siebie, że mogą na siebie zawsze liczyć. Ona najlepiej czuła się w fundacji, gdzie uzyskała pomoc, dostała pracę i przyjaźń, która pomogła się jej podnieść z traumatycznych przejść. Zaczynała na nowo marzyć dzięki terapii u Liwii. Po tym, co przeszła w życiu potrzebowała spokoju i stabilności. A jak już wspomniałam, przeszła przez piekło, które zgotowali jej człowiek, którego kochała i miała na jego punkcie obsesję. Gdy się wyrwała z rąk bandyty, pomogły jej dziewczyny z fundacji FemiHelp. Lecz po latach przeszłość znowu ją dopadła i to w momencie, w którym poznała i pokochała Konrada i tak bardzo chciała żyć kolorowo. Nie była już sama. Patrząc na blizny Inez, chłopak chciał wziąć jej ciężar na siebie. Konrad od małego był karmiony nienawiścią, głównie do ojca, który zgotował mu piekło na ziemi. Matka wciąż nieobecna zamknęła się w swoim świecie. Nie liczył się z niczym i z nikim, szedł przez życie i niszczył. W sytuacjach ekstremalnych budził się w nim potwór. Pragnął wydostać  z bagna przyrodnią siostrę Anitę i siebie. I udało mu się to dzięki miłości do siostry i przyjaźni z jej facetem. A gdy zakochał się w Inez, tak bardzo chciał chodzić z nią na randki, do kina, na kolację, potańczyć. Ciągle o niej myślał i jej pragnął. Miłość sprawiła, że się zmienił i uwierzył w szansę na normalne życie.  Opowiedział dziewczynie o swojej przeszłości, jakim strasznym był gnojem. Udało się mu uwolnić od ojca oprawcy. O tym i o losie matki dowiecie się już z powieści. Na ringu Konrad zmieniał się w nieustraszonego i niezwyciężonego Saturna. Kiedyś nakręcała go nienawiść a teraz miłość. Pisarka stworzyła tak sugestywne i obrazowe opisy jego walk, że podczas czytania ogarniał mnie strach, który narastał z każdą sekundą. Słyszałam odgłosy ciosów, oddechy walczących, reakcję publiczności, jej szaleństwo. Widziałam też bladą Inez, która tak bardzo się o niego bała.  Demony przeszłości dopadły i Konrada. Czy tak potwornie okaleczeni przez życie, będą się mogli z nimi uporać? Czy są w stanie pomóc sobie wzajemnie zagoić wszystkie rany zwłaszcza te umiejscowione głęboko w sercu?

 Ty siedziałaś w recepcji, a kiedy wszedłem, spojrzałaś na mnie tymi cholernie wielkimi niebieskimi oczami, a w moim czarnym sercu coś drgnęło. Coś, czego nigdy nie czułem. W co nie wierzyłem, bo nie miałem powodów, aby wierzyć, aby w ogóle wiedzieć, że coś takiego istnieje. I już od tamtej chwili wiedziałem, ze nie będę się mógł uwolnić od twojego widoku. Zapadłaś mi w głowę, serce, miałem cię wszędzie, czułem cię. – ja tez cię czułam. I czuję. Wciąż, nieustannie. – Odwróciłam się, stanęłam na palcach, objęłam ramionami jego szyję. – Kocham cię.- Jesteś moim światem. Wprowadziłaś do mojego życia kolory. Kocham cię, Inez.

„Saturn” to kolejna świetna powieść z pazurem o sile miłości, która potrafi zatriumfować nad każdym złem, która może uleczyć wszystkie rany i blizny. To także opowieść o sile przyjaźni i o tęsknotach za kolorowym światem po przejściu przez piekło zgotowane przez bliskich.  Powieść wręcz pochłonęłam, wyzwoliła we mnie całą paletę emocji. Oj dzieje się tu, dzieje! Fabuła obfituje w wydarzenia, akcja trzyma w napięciu, mnóstwo zwrotów akcji, niesamowite emocje po zejściu do podziemia, by obserwować walki na ringu i walki z demonami przeszłości. Bohaterowie właściwie wykreowani, wyposażeni przez Pisarkę w cechy negatywne i pozytywne, podlegający przemianie dzięki sile miłości i przyjaźni. Nie są sami w walce ze złem po odbiciu się od dna. Dzięki indywidualizacji języka są autentyczni. Pisarka lubi łączyć wątki, więc i tu mamy do czynienia z wybuchową mieszanką: historia sensacyjna  pełna tajemnic świetnie współgrająca z wątkami obyczajowymi, miłosnymi, psychologicznymi. Seria „Bezlitosna siła” wymagała od Pisarki ogromnego nakładu pracy, rzetelnego przygotowania, profesjonalnego researchu. Dzięki temu udało się stworzyć wiarygodny świat z prawdziwymi bohaterami.

Wydawnictwu Burda Książki dziękuję za egzemplarz do recenzji.