„Zanim przekwitną wiśnie” – Natalia Przeździk (#MamaDropsaCzyta)

Natalia Przeździk, Zanim przekwitną wiśnie, Wydawnictwo Dobre Strony 2026.
#MamaDropsaCzyta

Natalia Przeździk należy do grona moich ulubionych Pisarek, po których książki sięgam w ciemno. Nie mogłam się doczekać jej najnowszej powieści „Zanim przekwitną wiśnie” z uwagi na japoński klimat. A wniosła go w sposób bardzo prosty – małe, niepozorne drzewko wiśni rosnące na podwórku kamienicy na krakowskim Podgórzu. Wyrosło z pestki wyrzuconej przez małą dziewczynkę. Zachwycało szczególnie w okresie kwitnienia. Etapy jego cyklu wywoływały garść refleksji o zwyczajnym życiu, jego przemijaniu kruchości, wręcz znikomości. Uczyły też wrażliwości, uważności, dostrzegania detali w codziennym życiu.

Bohaterkami powieści są Hanna, matka i Majka, córka. Są różne jak ogień i woda, ale łączy je miłość do Kraju Kwitnącej Wiśni. Nigdy nie były w Japonii, otaczały się japońskimi gadżetami, czytały książki azjatyckich autorów, słuchały muzyki inspirowanej Dalekim Wschodem, jadły japońskie potrawy, piły z czarek herbatę wiśniową zaparzaną w pękatym czajniczku. Hanna to spełniona kobieta, pracująca w bibliotece, ceniła nade wszystko spokój i obecność książek. Ceniła je bardziej niż bliskość ludzi, bo przedstawiały świat o wiele lepszym niż był. Irytowało mnie jej poczucie wyższości, pogardliwe, z sarkazmem, ironią wręcz spoglądanie na innych. Liczyła się tylko ona i jej skomplikowany skład zasad, którego się w życiu trzymała. Uderzał mnie brak właściwej relacji z córką opartej na miłości, szacunku. Gdyby nie wspólna pasja, ich drogi by się nie stykały ze sobą. Jej skarbami były cztery drzewka bonsai, z którymi rozmawiała i dbała o nie. Dopiero wyniki badań sprawiły, że Hanna zaczęła się zmieniać. Tak bardzo chciała żyć! Nic nie powiedziała o chorobie córce. Chciałaby umrzeć z godnością, zanim przekwitną wiśnie. Jak będzie wyglądał świat bez niej? Jeszcze kurczowo się trzymała nadziei… Zmieniła swój stosunek do ludzi, których zbyt pochopnie, powierzchownie oceniała. Każdy z nich dźwigał ze sobą bagaż różnorodnych doświadczeń – Mieciu, bezdomny i Janeczka, opiekująca się córką z niepełnosprawnością, i starsza kobieta czy matka z dzieckiem w wózeczku.  Hanna uczyła się, jak być w pełni człowiekiem. Była szczęśliwa i wolna jedynie w sennych majakach. Mogła nawet latać!

Majka lubiła spędzać czas wolny z chomikiem, książkami i dobrą herbatą przy zapalonym kadzidełku czy świecy. Kochała mamę, mimo że miała dość na co dzień jej kąśliwych uwag, dziwactw, rytuałów Polubiłam codzienne spacery bohaterek po Krakowie. Majka odkryła całkiem przypadkiem (a może nie) Księgarnię pod Uciętym Księżycem, gdzie przy kawie mogła czytać książki o Japonii. To był jej piękny czas. Zacieśniła relacje z Tomkiem i jego siostrą – sąsiadami z kamienicy i właścicielami księgarni. Miała ogromny żal do mamy, że zataiła chorobę. Pomimo to właśnie Hanna przygotowała córkę do życia po jej odejściu, wskazując, jak odnaleźć szczęście zgodnie z japońską filozofią i nie tylko. Doświadczenie choroby i cierpienia nauczyło bohaterkę człowieczeństwa, pokory, właściwie ustawić życiowe priorytety jak relacja z Bogiem czy z drugim człowiekiem.

Czas kwitnących wiśni jest krótki i powoli się skończył. „Jak życie” – pomyślała majka. Kruche i ulotne, choć bywa równie piękne, jak kwiaty.

Natalia Przeździk fenomenalnie namalowała słowami świat przeżyć wewnętrznych bohaterek powieści. Z jednej strony książka otula jak ciepły kocyk, ale z drugiej skłania do refleksji nad życiem, wywołuje ogrom wzruszenia aż do łez, porusza serce. Tak trudno się z nią rozstać! Będę do niej wracać. Nieśpieszność narracji jest niewątpliwie atutem powieści. Czytelnik może się zatrzymać, pomyśleć, przepracować swoje lęki, obawy. Dopiero pod koniec powieści zrozumiałam, że Hanna chciała chronić córkę przed strachem i bólem związanym z jej nieuchronnym odejściem, bo świadomie zrezygnowała z leczenia szpitalnego. I wtedy ją polubiłam, współczułam jej bardzo. To była jakże trudna miłość między bohaterkami. Hanna pozostawiła córce niejako w testamencie nadzieję, życzyła jej szczęścia. Pokazała swoim życiem, że nie ma takiej ciemności, której nie można pokonać. Majka potrafiła zaopiekować się sobą, co było niezwykle ważne dla mamy. Spełniła ich marzenie o podróży do Japonii. Bądźmy zatem uważni, łapmy ulotne chwile, kochajmy i spełniajmy marzenia, bo życie jest takie kruche.

Z całego serca polecam Wam powieść na zimowe wieczory. A ja dziękuję  Pisarce za ogrom wrażeń towarzyszących podczas lektury.

„Resztka ciepła” – Ilona Ciepał-Jaranowska

Ilona Ciepał-Jaranowska, Resztka ciepła, Wydawnictwo Na Szczęście 2025.

Tekst powstał w ramach współpracy reklamowej z Wydawcą.

Zauważyłyście, że my kobiety często nie umiemy odpowiedzieć na proste pytanie: „co słychać?”. Bo boimy się prawdziwej odpowiedzi? Kryjemy ją przed sobą i przed światem?

Drogie Panie, czy macie świadomość, że nie umiemy słuchać odpowiedzi na to pytanie?

– Co u ciebie? 

– W porządku… 

– A bo ty to masz dobrze… Tak się fajnie dobraliście! Twój mąż pomaga ci w domu, przy dzieciach.. A mój…

I się zaczyna opowieść. Do tamtej nie ma powrotu. Zostajemy przy „wszystko w porządku”… Nie drążymy, nie dopytujemy. Rozpoczyna się licytacja JA MAM GORZEJ – ulubiona licytacja kobiet, przynajmniej niektórych. Do tamtej odpowiedzi nie ma powrotu. Bo skoro jest w porządku, to w porządku. Po co pytać? Gdyby chciała, toby powiedziała. Przecież bije od niej takie ciepło! A może warto się zatrzymać i zauważyć, że to tylko resztka tego ciepła?

Bardzo, bardzo się cieszę, że Wydawnictwo Na Szczęście zaproponowało mi współpracę reklamową przy tym tytule. Dzięki temu szybciej niż później mogłam sięgnąć po powieść Ilony Ciepał-Jaranowskiej. Powieść „Resztka ciepła” przeczytałam w jeden dzień. To historia nieodkładana. Musiałam, musiałam wiedzieć, czy Agata rozpali w sobie iskrę. Czy znajdzie odwagę. Czy znajdzie miłość – do samej siebie. Powieść jest pisana pięknym językiem. To, co dzieje się aktualnie w życiu bohaterki, przeplata się z jej wspomnieniami. Dzięki temu łatwiej nam się odnaleźć w gąszczu jej myśli, emocji oraz zrozumieć motywację do działania, a właściwie jej brak… 

Agata czuła się niesłyszana i niewidzialna. Jakby zasypała ją zaspa obojętności i powinności. Dzieci, mąż, praca – wszyscy i wszystko było ważniejsze. Jej kobiecość, poczucie własnej wartości? Wewnętrzny krzyk palił ją od środka. A resztka ciepła noszonego w sercu gasła z każdym dniem. Była królową udawania, podczas gdy jej ciało i dusza żebrały o uwagę. Walczyła o rodzinę, zapominając, że tak jak w samolocie, ratunek musi zacząć od siebie. Na szczęście los stawia na jej drodze ludzi, którzy podają jej pomocną dłoń. Dosłownie i w przenośni. Łapią w ramiona, gdy upada. posyłają uśmiech, trwają w milczeniu podczas górskiej wędrówki i zapraszają do rozmowy. Szczerej rozmowy. 

Ilona Ciepał-Jaranowska napisała książkę o kobiecie dla kobiet. Szczególnie dla tych kobiet, które czują się samotne w codzienności. W domu, w pracy, w kręgu znajomych. Dla kobiet, które krzyczą, ale świat nie słyszy ich szeptu. Takich kobiet jest wiele. Może Ty też należysz do tego grona? Nie bój się. Zacznij działać, dopóki czujesz w sercu tytułową resztkę ciepła. Zacznij od tej książki, podążaj ścieżką Agaty. Ta historia jest pełna nadziei. 

Niech ta nadzieja znowu wypełni Twoje serce, jeśli tego potrzebujesz. 

Wróćmy na moment do dialogu z początku mojego posta. Gdy ktoś na nasze pytanie o samopoczucie, odpowiada, że jest okej, a wydaje nam się to niezgodne z prawdą, warto drążyć. Może ktoś chce milczeć i nic nie powie. A może przebijemy się przez lód, który kryje morze wylanych łez? Kobiety, bądźmy uważne na siebie wzajemne! Kobiety, słuchajmy się i obserwujmy. I pomagajmy rozpalać w sobie iskry. Na koniec zostawiam szczególny cytat z powieści:

„Czasem ta resztka ciepła to początek nowej drogi, to iskra, która jest zalążkiem zmiany, trzeba umieć ją w sobie dostrzec i nauczyć się w nią dmuchać, by rozpalić piękny, jasny płomień”.