„Dziewczyna z konspiracji” – Weronika Ilska

Weronika Ilska, Dziewczyna z konspiracji. Wydawnictwo Filia 2026.

Tekst powstał w ramach współpracy z Wydawcą. 

„Dziewczyna z konspiracji” to powieść, która jest ocaleniem od zapomnienia. Dowodem, że los ludzi, żołnierzy i cywilów z okresu II wojny światowej, nie poszedł w zapomnienie. Choć bohaterka książki to postać fikcyjna, jej losy utkane są z losów kobiet, którym przyszło żyć w Poznaniu po 1 września 1939 r. 

„Wojna miała to do siebie, że przeszłość stawała się luksusem, na który mało kto mógł sobie pozwolić”. 

Przed wojną Wanda miała wszystko. Dom i miłość. Uwagę ojca i poczucie bezpieczeństwa dawane przez ukochanego.

O relacji z tatą, który był kompletnym przeciwieństwem zdystansowanej, chłodnej matki, opowiadała tak:

„Pamiętam jego dłonie przesuwające pionki. Szorstkie od pracy, pachnące tytoniem i mydłem siarkowym. Wtedy świat byt prosty i spokojny. Dom pulsował miarowym rytmem, jakby wojna nie miała do niego wstępu. Ten obraz wciąż mam przed oczami. To wspomnienie trzyma mnie przy życiu, kiedy wszystko inne zgasło. To ciepło, które od niego dostałam, było pierwszą lekcją miłości”.

Wanda w trakcie wojny została sama. Sama ze swoimi wątpliwościami, chęcią walki i pragnieniem odzyskania wolności. I męża. Chce poznać prawdę o jego losie, choć ma świadomość, że prawda, która wyzwala, potrafi też ranić… W chwili beznadziei ukojenia szukała w modlitwie. Fragmenty opisujące chwile rozmowy z Bogiem zapisały się w moim sercu. Pozwólcie, że się nimi podzielę:

„Pchnięta dziwną siłą sięgnęłam po biały różaniec o paciorkach w kształcie małych serduszek. Gdy ujęłam go w dłonie, poczułam cos trudnego do nazwania. Jakby On czekał, aż wrócę. Cierpliwie. Cicho. A gdy wróciłam, wypełnił mnie swoją obecnością. Modliłam się zachłannie, klęcząc przy łóżku. Głowę miałam pochyloną, a różaniec w moich splecionych dłoniach przesuwał się w rytm szeptanych słów. Mówiłam Zdrowaś Maryjo raz po raz, a gdy kończyłam jedną, zaczynałam drugą, z nadzieją, że właśnie ta przyniesie odpowiedź”.

„Bóg dał mi coś innego. Siłę. Nie czułam niepokoju, lecz dziwny spokój, który otulał mnie od środka. Jakby stał przy mnie, dotykał dłonią i mówił bez słów: „jestem”. Emocje odpłynęły”.

Powieści dotyczące II wojny światowej? Warszawa – to moje pierwsze skojarzenie, kiedy ktoś pyta mnie o miejsce akcji takich książek. Weronika Ilska, Poznanianka, zaprasza nas do swojego miasta. Do Kraju Warty. Na poznańskie uliczki. Do słynnego Hotelu Bazar. Do codzienności zachodnich terenów. Liczne przypisy do źródeł i spacer organizowany kilka dni temu przez Wydawnictwo Filia oraz Autorkę to dla mnie gwarancja rzetelności. A ta, niestety, nie jest synonimem powieści z historią w tle w ostatnich czasach. 

Narratorką w książce jest Wanda, główna bohaterka. Dzięki temu poznajemy nie tylko wojenny Poznań z kobiecej perspektywy. Mamy dostęp do serca i głowy Wandy, które czasem mówią różnymi językami. A wybór może być tylko jeden… Tytułowa dziewczyna z konspiracji to nie tylko dziewczyna zaangażowana w działalność podziemia. To także córka, przyjaciółka, nauczycielka – każda rola wymaga od niej czegoś innego i od innej strony daje się poznać czytelnikowi. Wanda to tęskniąca żona, która mimo okrucieństwa wojny nie przestała być kobietą. Nie przestała być człowiekiem. A przynajmniej się stara. Gdy walczy. Gdy tęskni. Gdy kocha. Gdy na jej ramieniu siada motyl…

„Dziewczyna z konspiracji” to dopracowany, tkany czułością i szacunkiem debiut. Z szacunkiem do języka i wartości, które w trakcie wojny dawały namiastkę ocalenia, a w czasach pokoju budują poczucie bezpieczeństwa. To przede wszystkim debiut pisany z szacunkiem do Bohaterów, których nazwiska wszyscy znamy i do Bohaterów Bezimiennych, których personalia na zawsze pozostaną tajemnicą. To książka pisana w hołdzie dla wojennych dziewczyn Poznania, które każdego dnia walczyły. O to, by przeżyć. O to, by przeżyły ich bliscy. O to, by przeżyła Polska. 

„⁃ Za sto lat nikt nie będzie pamiętał o tym, co dzieje się dziś. Wyobrażasz sobie dwudziesty pierwszy wiek? I ludzi w postępie technologii i jakości życia, którzy poświęcają swój czas na pochylanie się nad zagazowanymi Żydami czy Polakami? Nie wydaje mi się.

⁃ A ja mam nadzieję, że tak właśnie będzie, Friedrichu. Ze los ludzi nie pójdzie w zapomnienie. Że będą czytać, zwiedzać, oglądać miejsca, w których kiedyś my byliśmy”.

„Kim jesteś, Saro?” – Agata Sawicka (patronat Mamy Dropsa)

Agata Sawicka, Kim jesteś, Saro?, Wydawnictwo Szara Godzina 2026.

#MamaDropsaCzyta – patronat medialny

Tekst powstał w ramach współpracy reklamowej z Wydawcą.

Dla Agaty Sawickiej niezwykle ważne są: tożsamość, rodzinna historia, pamięć o pochodzeniu i przodkach. Autorka dała temu wyraz w swoich powieściach. 10 lutego ukaże się kolejna – „Kim jesteś, Saro?”. Cieszę się ogromnie, że mogę być jej patronką.

Pisarka zapewne zaskoczy wielu czytelników swoim pomysłem na fabułę, na świetną kreację bohaterów i ich historii. Pojawi się tu bohaterka, która na skutek wypadku samochodowego straci pamięć, swoją tożsamość. Nie wie, kim była, jak żyła przed wypadkiem. Kobieta bez imienia. Obca dla siebie. Nikt jej nie szuka. Aby zacząć żyć od nowa, musi odnaleźć prawdę o sobie. Bohaterkę prześladuje koszmarny sen, w którym ucieka przed nieznajomym mężczyzną. Ogarnia ją paraliżujący strach, bezradność. Sara – to imię nadała bohaterce pielęgniarka. Po wyjściu ze szpitala trafiła do ośrodka dla bezdomnych. Jednak tam nie czuła się tam bezpiecznie i znalazła dla siebie schronienie w niezwykłym miejscu – starej chatce na terenie przepięknego ogrodu parafialnego w zamian za pielęgnowanie roślin. Los się jednak do niej uśmiechnął, bowiem Sara stopniowo zaczyna odzyskiwać tu spokój, znajduje ukojenie wśród bujnie rosnącej roślinności. Stara, drewniana chatka to klimatyczne miejsce z duszą, z frapującą historią. Kto mógł tam kiedyś mieszkać? 

Ogród, w którym mieszkam, codziennie odsłania przede mną inne oblicze. Niby obeszłam go już z każdej strony, a jednak za każdym razem coś innego przykuwa moją uwagę. Raz jest to roślina, która po nocy rozkwitła, innym razem gałęzie, które splatając się, tworzą niesamowitą kompozycję, albo słoneczne promienie padające na taflę stawu pod takim kątem, że sprawia to doprawdy magiczne wrażenie. Nazywam ten ogród „tajemniczym”, bo skrywa on wiele ciekawych zakątków. Moim ulubionym jest niepozorna ławeczka osłonięta częściowo gałęziami wierzby płaczącej, które tworzą nad nią naturalny baldachim. Mam wrażenie, że to nie ja panuję nad tym ogrodem, lecz to on wszystkim kieruje, codziennie zwracając moją uwagę na coś innego.

Agata Sawicka w wywiadzie wyznała, że wierzy w nieustanne przenikanie się ze sobą dwóch światów: teraźniejszości z przeszłością. Człowiek nie pojawia się na świecie znikąd, ma swoją przeszłość, przodków, tożsamość, jednocześnie kształtuje swoje życie i częściowo wpływa również na przyszłe pokolenia.

W chatce często towarzyszy Sarze zapach jaśminowca i nawiedzają kolejne dziwne sny, w których poznajemy niesamowitą historię znajomości i miłości Ziemowita oraz Anny. Opowieść o samotności, która potrafi być brzemieniem, o miłości, która potrafi odmienić życie mężczyzny – obudzić z letargu, by doświadczać życia i wreszcie o lękach o przyszłość. Ziemowit dla Anny był kimś, a ona stała się dla niego wszystkim. Aż pojawił się Piotr…Odtąd w powieści będą się przeplatać teraźniejszość z przeszłością (1946 rok), co ogromnie wzmaga ciekawość i lawinę emocji podczas lektury. Ten wątek romantycznej i zarazem tragicznej miłość skradł moje serce. Myślę, że każdej postaci czytelnik odnajdzie cząstkę siebie. Sara odnosiła wrażenie, że żyła na pograniczu dwóch światów. To było takie metafizyczne.

Znowu mi się to zdarzyło… Łapię się za głowę i masuję skronie. Pamiętam, że kiedy weszłam do domu, poczułam ten charakterystyczny zapach jaśminowca, a potem padłam na łóżko i straciłam nad sobą kontrolę. Nie wiem, czy to był sen, mara, czy cokolwiek innego, ale znowu widziałam Annę i Ziemowita. Słyszałam, o czym rozmawiali. Przeżywałam ich emocje jak własne. Rozglądam się po wnętrzu, szukając śladów przeszłości. Czy to tutaj mieszkali Anna i Ziemowit?

W życiu Sary pojawiło się dwóch bohaterów – najpierw Michał a potem br. Hubert, zakonnik. Obu dziewczyna z tajemniczą przeszłością dużo zawdzięcza. Jakie emocje w niej budzą”? Nie, nie zdradzę już nic więcej. Dodam tylko, że Michała nie polubiłam. Coś mi w nim nie pasowało… Natomiast br. Hubert, opiekun pawi w ogrodzie pojawiał się przy Sarze zawsze wtedy, gdy cos jej zagrażało. Zachowywał się tak, jakby jej strzegł. Czy tak się zachowuje zakonnik? Tajemniczy bohater, skomplikowany gość. Bohaterowie pojawili się w najbardziej mrocznym wątku powieści, którym Agata Sawicka niesamowicie mnie zaskoczyła. Nie znałam autorki od tej strony, ale było to konieczne przy pochyleniu się nad trudnym tematem przemocy, jej różnorodnych form. Toksyczne relacje między bohaterami wzbudzają lawinę emocji. Ich realistyczne opisy są przejmujące. Pisarka pokazała, że właśnie trauma może się stać naszą siłą. 

Agata Sawicka fenomenalnie połączyła w powieści elementy obyczajowe, psychologiczne i sensacyjne. Dała się poprowadzić bohaterom, swojej wyobraźni oraz całej palecie emocji i uczuć. Powstała najbardziej tajemnicza i mroczna z jej powieści, którą będziecie urzeczeni jak i ja. Do końca udało się autorce utrzymać mnie w niepewności, co tak naprawdę łączy Sarę i Annę? Czy na pewno Sarę i Annę? A może o inną relację tu chodzi?

Przekaz tej powieści jest jasny i napawa nadzieją.  Człowiek ma zawsze tyle siły, ile jest mu potrzebne, by stanąć na nogi i stawić czoło przeciwnościom losu. W miłości nie ma miejsca na zniewolenie. Niełatwo jest oddzielić prawdziwą miłość od tej, która krzywdzi. W życiu nie ma przypadków. Wszystko dzieje się po coś. Trzeba wierzyć w przeznaczenie. Każda rodzina ma jakieś tajemnice i duchy przeszłości. 

 Czasami przeszłość łączy się z teraźniejszością w tak niesamowity sposób, że z pozoru dwa niezależne elementy tworzą spójną całość układanki. Ale żeby ją zrozumieć, trzeba najpierw odnaleźć klucz, który każdy nosi w swoim sercu.

Atutem powieści jest także styl i język – obrazowy, emocjonalny, w opisach pełen środków poetyckich. W ogrodzie dzięki kreatywności Sary można odnaleźć wiele cennych drogowskazów życiowych zamieszczonych na tabliczkach. Kilka z nich zacytuję: 

Wszystkie drogi prowadzą do tego, czego szukasz całym sercem.

Nie ma co żałować przeszłości, trzeba łapać szanse teraźniejszości.

Każdy potrzebuje czasem odrobiny wolności, jak kwiat swobodnie rozkwitający w ogrodzie osoby, która go pielęgnuje.

Z całego serca dziękuję Agacie Sawickiej za poruszającą opowieść o pięknej dziewczynie z tajemniczego ogrodu. Spotkanie ze wszystkimi bohaterami to dla mnie niezapomniane przeżycie. Bardzo lubię, gdy akcja powieści toczy się dwutorowo. Autorka połączyła przeszłość z teraźniejszością po mistrzowsku. Dzięki zastosowaniu paralelizmu kompozycyjnego łatwiej czytelnikowi dostrzec analogie i kontrasty między postaciami połączonymi starą chatką z duszą – Ziemowit, Anna i Piotr oraz  Michał, Sara i Hubert. 

Cieszę się ogromnie, że mogę patronować powieści. Dziękuję Autorce i Wydawnictwu Szara Godzina za zaufanie.