„Sklep z tysiącem cudów” – Agnieszka Krawczyk (recenzja przedpremierowa!)

Read More
sklep z tysiącem cudów agnieszka krawczyk recenzja

– Kamera gotowa? Akcja! Musimy to dzisiaj nakręcić!
– Ale panie reżyserze, tego się nie da tak ze scenariuszem w dłoni…
– Ale to otwarcie sklepu musi być jedyne w swoim rodzaju!
– I będzie! W końcu najlepsze scenariusze pisze życie, a ten sklep tworzą… ludzie.
– Hau!
– I jamnik!

Agnieszka Krawczyk, Sklep z tysiącem cudów, Wydawnictwo Muza 2022.

Do rozwinięcia tekstu recenzji zabierałam się kilka razy. Nie wiedziałam od czego zacząć. Tyle myśli, wątków, refleksji zasługuje na zauważenie, a przecież nie sztuką jest znudzić czytelnika bloga. Sztuką jest zachęcić – do lektury dobrej książki. Bardzo dobrej. Prawdziwej. Zapraszającej do świata takiego jak nasz. Świata, gdzie siłą są przyjaźń, miłość i często naderwane, przypominające strzępek nici więzy rodzinne. Książki takiej jak nowa powieść Agnieszki Krawczyk.

Nie zaskoczy Was zapewne, jeśli napiszę, że tytułowy „Sklep z tysiącem cudów” to miejsce prawdziwych… cudów. Najważniejsi w sklepie są ludzie – jego pomysłodawcy, pracownicy i stali bywalcy, którzy dla drugiego człowieka są gotowi dokonać cudu i w niego uwierzyć.

Zabrzmię stereotypowo – przepraszam, ale powieści obyczajowe – zwłaszcza te pisane przez kobietę, kojarzą mi się z… główną bohaterką. W sensie kobietą po prostu. To zazwyczaj płeć żeńska gra pierwsze skrzypce w tego typu lekturach. A tu niespodzianka – Agnieszka Krawczyk zaprasza nas do męskiego świata dwóch przyjaciół – bezkompromisowego prawnika Juliusza i jego przyjaciela oraz wspólnika zarazem, Stefana, który mimo emerytury pozostaje aktywny zawodowo. Pierwsze skrzypce, a właściwie łapy gra też tutaj jamnik Kaprys – od razu zaznaczam, że imię jest mylące, to bardzo elegancki i dobrze wychowany psiak! Co z kobiecym pierwiastkiem? Oczywiście, że się pojawia – świeci intensywnie z daleka i to nie tylko ze względu na gwiazdorską pozycję Elizy. Znana aktorka, odtwórczyni głównej roli w popularnym serialu, wydaje się mieć wszystko. Tak naprawdę… nie ma nic. Rozwódka, bez dachu nad głową, rozpaczliwie pragnie miłości – przede wszystkim matczynej miłości…

Na krakowskich ulicach drogi bohaterów krzyżują się w bardziej i mniej oczywiste sposoby. Wszystkie drogi prowadzą jednak do sklepu ze starociami – miejsca, gdzie można doświadczyć cudu ludzkiej życzliwości, dobroci, a nawet zakochania. Miejsca, które jest jak port – daje schronienie życiowym rozbitkom i skarbom, które wypadają z ich bagażu. Obrazki, filiżanki, figurki – każda rzecz, która zostaje wystawiona na sprzedaż, ma swoją historię. Każdy właściciel ofiarowywanej na sprzedaż rzeczy nosi w sercu historię. Czasem to serce rozcięte jest na pół – przez żal, tęsknotę, samotność, a tamę może zbudować tylko drugi człowiek – obecnością, czułym gestem, dobrym słowem.

Jak przystało na czułą przewodniczkę po ukochanym mieście, Agnieszka Krawczyk kolejny raz zabiera swoich czytelników w podróż po Grodzie Kraka. Z dokładnością, której nie powstydziłby się lokalny geodeta, opisuje lokalizacje, uliczki, przedstawia zajezdnie a nawet trasy tramwajów. Z miłością prezentuje Kraków, który kocha i to z wzajemnością – czuje się to przez kartki tej książki. Myślę, że śmiało można zastąpić typowy przewodnik egzemplarzem powieści.

„Sklep z tysiącem cudów” przeczytałam w dwa dni. Tysiące wydarzeń – dużych i małych, tysiące cudów – ukrytych w codzienności i zapowiadanych fajerwerkami – sprawiły, że nie sposób było odłożyć tę historię tak po prostu na półkę. Rozpływałam się nad kreacją głównych bohaterów – zwłaszcza emerytowanego prawnika, Stefana. Jego spacery z jamnikiem według ustalonej trasy, codzienne rytuały i tradycje a przede wszystkim nienaganne maniery, dobroć i życzliwość sprawiły, że zamiast starszego pana miałam przed oczami anioła, który delikatnie unosił się ponad krakowskimi uliczkami.

Bo Agnieszka Krawczyk umie w anioły 😉 Potrafi jak nikt czarować codzienność i przypominać, że w tej codzienności, nie zawsze magicznej, często przecież szarej, poplamionej łzami, ociekającej samotnością czy bólem, kryją się cuda. Wystarczy szeroko otworzyć oczy, serce i wyciągnąć ręce. Albo łapki. Bo cudem może być wszystko – drobny gest, uśmiech, dobre słowo, szorstki dotyk psiego języka, gdy trzeba obetrzeć łzy… To od nas zależy czy i jak otworzymy się na cuda.

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Muza

W imieniu Agnieszki, Wydawnictwa i własnym serdecznie zapraszam na premierowe spotkanie na żywo – porozmawiamy o „Sklepie…”, Krakowie i literackich planach na 2022 r.

Widzimy się w dniu premiery – 9 lutego o godz. 20:00 – na fanpejdżu Dropsa Książkowego!

„To, czego pragniesz” – Katherine Center

Read More
to czego pragniesz

Katherine Center, To, czego pragniesz, Wydawnictwo Muza 2021.

Na tę książkę miałam ochotę od pierwszego wejrzenia okładki, a właściwie od przeczytania opisu wydawcy. Sami spójrzcie – historia, jak dla Dropsa szyta!

Samantha Casey jest młodą, pogodną kobietą. Pracuje jako szkolna bibliotekarka i kocha swoją pracę. Uwielbia wszystkich uczniów i nauczycieli, których traktuje jak swoją rodzinę. W przeszłości była jednak zupełnie inną osobą.
Duncan Carpenter jest nowym dyrektorem w jej szkole. Dla niego w życiu najważniejsza jest dyscyplina i przestrzeganie zasad. Duncan wie, że życie to nie przelewki, a niebezpieczeństwo zawsze czyha tuż za rogiem. W przeszłości był jednak zupełnie inną osobą.
Znają się z poprzedniej szkoły. Lata temu Sam szaleńczo kochała się w Duncanie. Była jednak niedostrzegalna ­– i to nie tylko dla niego. Dla wszystkich. Nawet dla samej siebie. Sam porzuciła dawne życie, znalazła nową szkołę i rozpoczęła wszystko od nowa.
Kiedy Duncan zostaje zatrudniony jako nowy dyrektor w szkole, w której bezpieczną przystań znalazła Sam, młoda bibliotekarka jest pełna obaw.
Wkrótce jednak okazuje się, że uroczy Duncan, jakiego znała, jest teraz nudnym, surowym służbistą, który za cel wziął sobie zwiększenie poziomu bezpieczeństwa w szkole, nie zważając zupełnie na to, że jego działania mogą zniszczyć lokalną sielankę.
Czy Sam i Duncan podejmą ryzyko i poddadzą się rodzącemu się między nimi uczuciu?

W towarzystwie „To, czego pragniesz” spędziłam majówkę – opowieść o Sam i Duncanie osłodziła mi wietrzne i deszczowe dni. Pochłonęłam ją z ogromną przyjemnością – gdy po otrzymaniu przesyłki usiadłam na chwilę, by poznać bohaterów i przedstawić się im, w okamgnieniu pochłonęłam 100 stron. To o czymś świadczy, prawda?

Sam od pierwszych stron zaprosiła mnie do swojego świata. Ugościła jak przyjaciółkę. Przedstawiła bliskich i obdarzyła mnie ogromnym zaufaniem. Zdradziła mi swoje najbardziej skrywane tajemnice. Wpuściła do serca, które do tej pory było zamknięte na klucz… Opowiadam jak wariatka? Nie, ja naprawdę czułam się, jakbym poznała Sam! To zasługa pierwszoosobowej narracji, dzięki której uczucia i emocje narratorki były dla mnie jasne. Towarzyszyłam jej chwilach uniesienia i lęku. Wspólnie przeżywałyśmy żałobę. Ramię w ramię walczyłyśmy o dobro szkoły i dzieciaków.

„To, czego pragniesz” to nie tylko opowieść o Sam. Na kartach książki znajdujemy przepiękny opis dwupoziomej biblioteki, której schody przypominają grzbiety książek. Ależ bym się chciała znaleźć w takim miejscu! Stąpać po książkowych stopniach, powoli, skoncentrowana zwiedzać półki, dotykać, wąchać, czytać… Jestem pewna, że podczas wizyty wpadłabym na Claya – wnuka przyjaciół Sam. Chłopak jest bardzo dojrzały jak na swój wiek. Uwielbia książki, interesuje się przyrodą. Jego wiedza ratuje życie wieloryba, a kilkulatek staje się dowódcą akcji ratowniczej. To jedna z najbardziej poruszających scen w tej powieści.

Katherine Center w bestsellerowej książce „Milion nowych chwil” udowodniła, że nie boi się trudnych, a zarazem życiowych tematów. Epilepsja, zespół stresu pourazowego – z tym przychodzi mierzyć się bohaterom nowej historii. To sprawia, że powieść nie jest „zwykłym romansidłem”, a opowieścią z głębszym przesłaniem. Pewnego rodzaju przypomnieniem, że każdy z nas nosi w sobie tajemnice, a za takimi czy innymi decyzjami często stoją traumy z przeszłości.

„To, czego pragniesz” to powieść dla romantycznych dusz. Z przesłaniem. Z przypomnieniem, że to, czego pragniemy, często jest na wyciągnięcie ręki i wcale nie trzeba przed tym uciekać. Więcej! Nie można uciekać! Przed miłością? Przyjaźnią? Bliskością drugiego człowieka?! Przecież to jest właśnie to, czego pragniemy!

„Miłość z widokiem na morze” – antologia Wydawnictwa Muza

Read More
miłość z widokiem na morze wydawnictwo muza

Miłość z widokiem na morze, Wydawnictwo Muza 2020.

Ilona Gołębiewska, Magda Knedler, Agnieszka Krawczyk, Agniesszka Lingas-Łoniewska, Katarzyna Misiołek, Natasza Socha, Małgorzata Warda, Magdalena Witkiewicz – tych nazwisk miłośniczkom literatury polskiej nie trzeba przedstawiać. Tym większa radość czytelników, że Wydawnictwo Muza zgromadziło je wszystkie w jednym miejscu, a właściwie tomie. Wymienione wyżej polskie pisarki, które od lat podbijają nasze (czytelnicze) serca, stworzyły zbiór wyjątkowych opowieści o miłości. Osiem autorek, osiem opowiadań. Co je łączy? Miejsce akcji – polskie wybrzeże. Polskie plaże, szum polskiego morza. Po prostu – Morze Bałtyckie.

Myślę, że nie ma sensu, bym rozpisała się o każdym z kilku opowiadań. Recenzja byłaby wtedy długa i zamiast zachęcić Was do sięgnięcia po ten zbiór, znudziłaby. Będzie więc krótko, zwięźle i na temat.

Jedna z czytelniczek mojego bloga napisała w komentarzu, że w tej antologii urzekł ją przede wszystkim dobór Autorek. Zgadzam się z Beatą w zupełności! Miłość z widokiem na morze tworzą aktualnie najgorętsze i najlepsze nazwiska na „literackiej scenie”. Każde z nich to gwarancja dobrego pióra, niebanalnej fabuły. Dawka śmiechu, ale i wzruszenia. Potrafią tak poprowadzić narrację, że brak happy endu jest tylko pozorny. Bo przecież szczęśliwe zakończenie nie zawsze musi oznaczać miłość do grobowej deski…

Autorki zafundowały nam wzruszające, pełne emocji, niezwykle życiowe historie kobiet. Historie pozbawione lukru i latających jednorożców. Historie prawdziwe – takie, jakie spotykamy w życiu lub same przeżywamy. Historie kobiet, które niosą na plecach różne życiowe bagaże. Matki, niespełnione żony, singielki poszukujące szczęścia. Przeżywają kryzysy w młodych związkach, wieloletnich małżeństwach, nie radzą sobie z samotnością… 20-,30, a nawet 50-latki. Łączy je tylko, albo aż, morze. To tam spotykają… swoje życie. To tam w okruchach piachu niczym bursztyny znajdują odpowiedzi na dręczące je pytania. To tam, zanurzając się w morskich falach, podejmują decyzje, które niekiedy zmieniają ich dotychczasowe życie. Spacery w świetle zachodzącego słońca skłaniają je do refleksji i wspomnień. Otwierają się na siebie, otwierają się (ponownie) na miłość. Z bałtyckich plaż wracają do tego, co na co dzień jest najważniejsze.

W antologii znajdziecie nie tylko miłosne rozterki bohaterek. Każde z opowiadań to szansa na podróż… nad morze. Piękne opisy wschodów i zachodów. Szum fal, gorący piach, wrzask mew… Dzięki plastycznym opisom Czytelniczka słyszy, czuje i widzi krajobraz, w jakim rozgrywa się akcja historii. Jako miłośniczka Morza Bałtyckiego byłam tym zachwycona!

Miłość z widokiem na morze polecam nie tylko na wakacje na plaży. To zbiór, który warto mieć pod ręką zwłaszcza wieczorami. Delektować się przed zaśnięciem jednym opowiadaniem. Dawkować przyjemność czytania, która pojawia się już od pierwszych stron. Jestem pewna, że ten zbiór opowieści przypadnie do gustu miłośniczkom antologii, zwłaszcza tych od Wydawnictwa Filia, które od kilku lat są nieodłącznym towarzyszem świąt Bożego Narodzenia czy sylwestra. Teraz mamy też wakacyjną propozycję! Gorąco polecam!

„Kochaj coraz mocniej” – Ilona Gołębiewska

Read More
kochaj coraz mocniej

Ilona Gołębiewska, Kochaj coraz mocniej, Wydawnictwo Muza 2020.
Seria: Dwór na Lipowym Wzgórzu

Nie lubię pożegnań – ani w realnym życiu, ani w sytuacjach, gdy muszę powiedzieć: „do widzenia” bohaterom ulubionych powieści. Dziś żegnam się z kobietami  rodziny Horczyńskich. Z Anielą, Sabiną, Klarą, Lilką i małą Helenką. Ilona Gołębiewska po raz ostatni zabrała swoje czytelniczki na Lipowe Wzgórze. Poprzednie tomy oceniałam pozytywnie i z entuzjazmem twierdziłam, że to moja ulubiona seria Autorki. Po lekturze „Kochaj coraz mniej” podtrzymuję swoją opinię.

W ostatnim tomie bestsellerowej serii poznajemy Liliannę Horczyńską – najmłodszą wnuczkę Anieli, właścicielki Dworu na Lipowym Wzgórzu. Jak określiłabym tę postać w kilku słowach? To młoda kobieta pełna pasji, szukająca szczęścia i miłości. Dziewczyna ma za sobą kilka semestrów studiów na prestiżowej Akademii Muzycznej w Wiedniu, wydaje się, że świat i kariera stoją przed nią otworem. Jest dumą całej rodziny, zwłaszcza ukochanej babci. Lilka postanawia spełnić marzenia o koncertach w różnych krańcach globu i nie ustaje w tytanicznej pracy. Na chwilę oddechu pozwala sobie dopiero w wakacje – postanawia spędzić kilka tygodni u babci, na Lipowym Wzgórzu. Planuje niespieszny urlop – pachnący lipami, smakujący miodem. Chce rozkoszować się widokami, wspierać doskonale rozwijającą się Akademię Sztuk Anielskich… Cóż, jeśli chce się rozśmieszyć Pana Boga, trzeba mu powiedzieć o swoich planach… Tak było też w przypadku Lilki…

Kliknij, by przeczytać opis wydawcy

Nagła choroba babci, poważne problemy ojca, rozterki miłosne… Wakacje, które miały być źródłem spokoju i wytchnienia, stają się źródłem… zmartwień. Lilka nie ma czasu na odpoczynek. Warto zaznaczyć, że podczas pobytu na Lipowym Wzgórzu troszczy się nie tylko o najbliższych, ale i o lokalną społeczność. Angażując się w prace miejscowego domu kultury, dostrzega problem alkoholizmu i nierównych szans utalentowanych uczniów. W dodatku, bardziej niż zamierzała, musi włączyć się w prace we dworze, który, jak co roku, przeżywa wakacyjne oblężenie turystów. Czy znajdzie czas na miłość i odzyska upragniony spokój? Czy zdoła odpowiedzieć na pytania dotyczące przyszłości? Czy dopuści do siebie myśl, że jej dorosłe życie wcale nie musi być związane z Wiedniem…?

Bohaterkami poprzednich tomów serii („Podaruj mi jutro”, Pozwól mi kochać”, „Zaczekaj na miłość”) były kolejno: babka, matka i starsza siostra Lilki. Teraz przyszedł czas na najmłodszą z rodu. Najmłodszą z familii silnych, zdecydowanych kobiet, które potrafią i chcą walczyć o swoje. Ambitnych, odważnych babek. Lilianna musi stawić czoła wielu problemom. Troszczy się o babcię, która do tej pory wydawała się być niezniszczalnym fundamentem rodziny. Martwi o ojca, który skrywa sekret i prowadzi niebezpieczne interesy. W dodatku marzy, by znajomość z Miłoszem, wnukiem odwiecznego wroga jej rodziny, była czymś więcej niż tylko wakacyjnym romansem. Ilona Gołębiewska nie jest łaskawa dla młodziutkiej bohaterki. Stawia Lillę w ogniu pytań, przed którymi ucieka wiele 30-latek, a nawet i starszych kobiet. Ale jednocześnie kreując jej postać, zmusza czytelniczki do refleksji i przypomina sytuacje, które być może dotknęły je tak samo jak Lilkę. Choroba bliskiej osoby, sekrety rodzica, nie do końca przejrzysty biznes, miłość, którą dzielą kilometry… Dla wielu z nas brzmi to znajomo, prawda? Jednak Dwór na Lipowym Wzgórzu ma w sobie tę moc, z której siły czerpie się nawet w najbardziej trudnych sytuacjach i tragicznych niekiedy wyborach. Tą siłą jest… miłość.

Pięknie żyć znaczy tyle, co podarować swój czas, uwagę, miłość, okazać wsparcie, szacunek i troskę tym, których kochamy.

Ilona Gołębiewska nie byłaby sobą, gdyby nie wplątała głównej bohaterki w tajemnicę z przeszłości. I Lilka jest na tropie sekretu zamkniętego w skrzyni na kilkadziesiąt lat. Trop wyblakłej fotografii i listów prowadzi do Warszawy i słynnej skrzypaczki. Czy to możliwe, by ze światową sławą początkującą pianistkę łączyły więzy krwi?! Lilianna, niczym rasowym detektyw, rozpoczyna prywatne śledztwo. Czy jego rezultat przewróci życie rodziny do góry nogami? Jedno jest pewne – zaskoczeń nie zabraknie!

Ścieżki, którymi podążały bohaterki serii „Dwór na Lipowym Wgórzu” nie były proste. Wręcz przeciwnie – za każdy zakrętem krył się kolejny, jeszcze bardziej ostry… Kłamstwa i sekrety omal nie doprowadziły do rozpadu rodziny Horczyńskich. A jednak Aniela, Sabina, a wraz z nimi Klara i Lilka przetrwały każdą burzę. Z kolejnych prób wychodziły silniejsze. Wiedziały, że zawsze mają do kogo i dokąd wrócić. Do matki, do babki, do siostry… Do dworu, który jest symbolem siły, uporu i wiary. Do azylu, w którym zawsze znajdą dobre słowo, poradę, uścisk dłoni, ciepło ramion… Symboliczna jest dla mnie ostatnia scena, w której wszystkie przedstawicielki rodu pozują do zdjęcia na tle dworu. Dla nich to zdjęcie jest symbolem nowego rozdziału w życiu rodziny. Dla mnie to moment pożegnania. Z trudem więc oddalam się do bramy i spoglądam na znikające sylwetki… Na szczęście, dzięki książkom Ilonki, zawsze mogę tam wrócić… Wrócić na Lipowe Wzgórze. By tak jak bohaterki w 200-letnich murach odnaleźć życiowe drogowskazy.

„Zaczekaj na miłość” – Ilona Gołębiewska (Dwór na Lipowym Wzgórzu)

Read More
zaczekaj na miłość

Ilona Gołębiewska, Zaczekaj na miłość, Wydawnictwo Muza 2020.
Saga: „Dwór na Lipowym Wzgórzu”

„Zaczekaj na miłość… Taką prawdziwą, która nie tylko uczyni z ciebie najszczęśliwszą kobietę na świecie, ale i pozwoli otworzyć serce na to, co piękne i dobre. Cierpliwie czekaj, a życie ci to sowicie wynagrodzi”.

Och, jak ja lubię wracać na Lipowe Wzgórze! Miejsce, gdzie czas płynie inaczej – wolniej, w duchu miłości, spokoju, poczucia bezpieczeństwa. W gronie życzliwych osób, które dopingują i trzymają kciuki; które bezinteresownie wyciągają pomocną dłoń. We dworze na Wzgórzu rządzą silne kobiety – trzy pokolenia rodu Horczyńskich. To ich niesamowita więź, ich troski, ich tęsknoty są tematem sagi. Mojej ulubionej sagi Ilony Gołębiewskiej.

„Zaczekaj na miłość” – historia Klary

Klara ma niecałe trzydzieści lat i świat u swoich stóp. Kariera modelki, apartament w z jednej z najlepszych dzielnic Paryża i czarujący partner – wydaje się, że wnuczka Anieli i córka Sabiny ma wszystko. To tylko pozory. Bańka mydlana – bańka złudzeń, pozorów pęka, a wraz z nią serce dziewczyny. Burzliwe rozstanie i osobisty dramat zmuszają Klarę do powrotu do Polski. Czuje, że jej poturbowana dusza tylko tam, pod czujnym okiem babci, znajdzie ukojenie – tylko na Lipowym Wzgórzu…

Niezwykły Dwór na Lipowym Wzgórzu

To miejsce, które łączy wszystkie bohaterki sagi i poszczególne tomy – to tam głównie rozgrywa się akcja powieści. Posiadłość należała do ojca Anieli. Po wojnie trafiła w ręce państwa, ale po latach walki Anieli udało się odzyskać dwór. Stworzyła w nim Akademię Sztuk Anielskich i… przystań. Starsza pani – utalentowana malarka ciesząca się międzynarodową sławą – jest niczym ratownik, lipowy anioł. Miód na serce poturbowanych rozbitków. W tej części koło ratunkowe rzuca starszej wnuczce, Klarze. Muszę przyznać, że uwielbiam czytać fragmenty, które dotyczą tego uroczego miejsca na Podlasiu. Tak jak napisałam we wstępie – tam odpoczywają bohaterowie, a wraz z nimi czytelnik. Dodatkowo Ilona Gołębiewska dba o język, o styl swoich książek. Czytając podlaskie fragmenty, faktycznie przenoszą się w tę część Polski. Widzę piękny ogród i zakamarki dworu, czuję zapach lipy oraz aromaty dochodzące z kuchni Basi, dotykam płótna i pędzli gospodyni… Wchodzę w tę historię wszystkimi zmysłami! Kompletnie zatracam się w świecie wykreowanym przez autorkę.

Czy złamane serce potrafi pokochać jeszcze raz?

Wróćmy jednak do Klary. Zaczekaj na miłość to jej opowieść. Opowieść o zaufaniu, które łatwo stracić, a trudno odbudować; o miłości, która, metaforycznie, potrafi zabić, ale i wskrzesić do życia; i oczywiście – jak to u Horczyńskich bywa – rodzinnych sekretach. Po paryskim, tragicznym w skutkach epizodzie, Klara buduje swoje życie na nowo. Zaczyna od początku – zarówno w sferze zawodowej, jak i osobistej. Rozlicza się z (bolesną) przeszłością i, podobnie jak to bywało w poprzednich tomach, przekonuje się o wartości oraz sile rodzinnych więzów.

„Człowiek nigdy nie dowie się, ile ma w sobie odwagi, dopóki nie odrzuci strachu. Zabija on więcej marzeń niż porażka. A od życia otrzymasz tyle, po ile odważysz się sięgnąć. Nie odkładaj tego na później”.

Tytuł powieści i cytat, od którego rozpoczęłam recenzję, wskazują, że Ilona Gołębiewska proponuje nam książkę o miłości. Zgadza się. Autorka jednak zdaje sobie sprawę z tego, jak delikatna to materia. Cieszę się, że nie ogranicza się tylko do jednego wymiaru tego najpiękniejszego uczucia. Zaczekaj na miłość dotyczy bowiem nie tylko relacji damsko-męskich. Owszem, one są ważne – Lipowe Wzgórze będzie świadkiem ślubu i wesela, a i w życiu Klary pojawi się pewien bogaty przedsiębiorca. Jednak miłość, i w wątkach podlaskich, i tych rozgrywających się w Warszawie czy Białymstoku, ma różne oblicza. Dotyczy relacji między matką a córką, babcią a wnuczką czy więzi rodzeństwa.  Tak jak i w życiu – miłości te tkane są z przeróżnych nici. Jedne trwają, inne się zrywają.

Polubiłam Klarę. Mamy kilka wspólnych cech. Jej historia, historia jej bliskich, przyjaciół, chwilami bawi, chwilami wzrusza do łez. Nie jest bajkowa, idylliczna. To nie kolejna komedia romantyczna z nierealnym zaskoczeniem. To powieść o prawdziwych ludziach. Prawdziwych problemach. Klara popełnia błędy, wskutek czego doświadcza bólu, cierpienia. Poznaje smak porażki zarówno na gruncie zawodowym, jak i prywatnym. Zraniona, przestaje wierzyć w miłość i szczerość drugiego człowieka. Wiarę tę odzyskuje stopniowo – dzięki obecności babci, matki, przyjaciółki czy poznanego przypadkowo Jakuba. Nie skupia się jednak tylko na swoich problemach – aktywnie uczestnicy w życiu pozostałych mieszkańców dworu, angażuje się w przygotowania do wesela. Stopniowo zamyka za sobą drzwi przeszłości i otwiera się na nowe rozdziały życia. Myślę, że w pewien sposób może inspirować młode dziewczyny, które zranione przez poprzednich partnerów znów czekają na miłość.

Miłość jest obecnością, zaufaniem, intymnością, emocjami, uwielbieniem, odwagą, siłą i wiarą w lepsze jutro. Ale żeby szczerze kogoś pokochać, trzeba najpierw wszystko sobie wybaczyć i zamknąć drzwi, za którymi chowa się przeszłość. I okazać zaufanie.

„Zaczekaj na miłość” – czy to koniec sagi?

Należy zaznaczyć, że na końcu książki znajdują się przepisy Basi – gospodyni z Lipowego Wzgórza, a także streszczenia poprzednich powieści Ilony Gołębiewskiej. Zastanawiacie się, czy by poznać losy Klary, musicie wpierw przeczytać poprzednie tomy sagi? Teoretycznie nie – Ilona subtelnie nawiązuje do poprzednich tomów, a rozgrywające się w nich ważne wydarzenia przypomina. Myślę jednak, że aby w pełni poczuć historię Klary, wejść w jej świat, warto przeczytać Podaruj mi jutro i Pozwól mi kochać. Klara to wnuczka i córka bohaterek cyklu. Decyzje Anieli i Sabiny miały często pośredni lub i bezpośredni wpływ na losy dziewczyny, a przeszłość babki i matki, jej relacje, ukształtowały modelkę. Polecam zatem lekturę poprzednich tomów, to będzie mile spędzony czas. Jeśli raz odwiedzicie Lipowe Wzgórze, z pewnością będziecie chcieli tam wrócić. Cieszę się, że i ja będę miała jeszcze jedną okazję – wiosną ukaże się kolejny tom – poświęcony siostrze Klary. Już nie mogę się doczekać spotkania z najmłodszą z Horczyńskich!

„PS Kocham Cię na zawsze” – Cecelia Ahern

Read More
ps kocham cię na zawsze

Cecelia Ahern, PS Kocham Cię na zawsze, Wydawnictwo Muza 2019.
#MamaDropsaCzyta

„PS kocham Cię na zawsze” to kontynuacja bestsellerowego debiutu Cecelii Ahern „PS Kocham Cię” z 2004 r., którą pisarka zadedykowała fanom z całego świata.

„Celuj w księżyc, a nawet jeśli chybisz, wylądujesz wśród gwiazd”– te słowa, które często powtarzał Gerry, zostały wyryte na jego nagrobku. Mężczyzna odszedł, umarł niespodziewanie na raka mózgu. Świat Holly, jego żony, się zawalił, bo przecież mieli być razem, byli sobie przeznaczeni. Została jedynie garść wspomnień i 10 listów, a w nich 10 poleceń, wskazówek, rad, które zrozpaczona żona musiała wykonać. W ostatnim mąż zachęcał żonę, aby się znów zakochała. A każdy z nich Gerry podpisał: „PS Kocham Cię”. Listy te odegrały w życiu załamanej, zrozpaczonej i pogrążonej w żałobie żony rolę terapeutyczną, mimo że każdy wywoływał listę pytań, na które nie poznała nigdy odpowiedzi. Pozwoliły jej się odnaleźć i odbudować siebie. Gerry jej naprawdę pomógł.

Akcja powieści „PS kocham Cię na zawsze” rozpoczyna się siedem lat po śmierci Gerry’ego. Holly poukładała sobie życie, ma pracę, grono przyjaciół, snuje plany, by zamieszkać z Gabrielem, swoim nowym partnerem. Uległa namowom swojej siostry Ciary i wzięła udział w jednym z odcinków Podcastu w Sroczce „Jak rozmawiać o śmierci?” Miała opowiedzieć, jaki wpływ na jej życie wywarła śmierć męża. Słuchaczy szczególnie zainteresowały listy, ich treść. Podcast ten odniósł sukces. Pewna kobieta z powstałego klubu „PS Kocham Cię” postanowiła skontaktować się z bohaterką, by zaprosić ją na spotkanie fanów, u których zdiagnozowano nieuleczalne choroby i których połączył wspólny cel: napisać listy do swoich bliskich, jak zrobił to Gerry. Potrzebowali pomocy Holly, której historia napełniła ich światłem i nadzieją. Bohaterka nie mogła od razu podjąć decyzji, bowiem obawiała się, że przeżycia traumatyczne powrócą. Listy zaiste miały moc terapii z jednej strony, ale z drugiej zaś powrót do nich po latach wciąż ewokował ból, tęsknotę, łzy, wspomnienia. A tego się po prostu bała. W końcu zwyciężył u niej odruch niesienia pomocy i zadecydowała o wizycie w klubie.

Dzięki decyzji Holly poznajemy czworo nowych bohaterów powieści oraz ich wzruszające do łez i zapadające głęboko w serce historie. Holly im pomogła a oni, jak się okazało, dużo ją też nauczyli. Uczynili ją od razu ich strażniczką po śmierci. Nie byli Gerrym, ale „go symbolizują: jego podróż, jego zmagania, jego intencje”. Najbardziej poruszyła moje serce i wyzwoliła całą feerię emocji historia chorej na raka Giniki – młodej, mądrej i niesamowitej dziewczyny, samotnej matki malutkiej córeczki Jewel, która nie będzie pamiętać matki. Wszystko, co po niej zostanie, to jeden list na resztę życia, który matka pragnie własnoręcznie napisać. Ale Ginika nie potrafi pisać! Poprosiła wiec Holly o lekcje pisania, podczas których między kobietami rodzi się ogromna więź. Ginika jest sama, rodzice ją wyrzucili z domu, ojciec dziecka nie ma zielonego pojęcia o jego istnieniu. A czas ucieka… Holly natomiast ma rodziców, rodzeństwo, pracuje na co dzień ze swoją siostrą, ma też przyjaciół, na których wsparcie może zawsze liczyć i ma Gabriela, z którym chce zamieszkać. Otrzymała od Gerry’ego listy – dar i ma możliwość przekazać go dalej. Ale wciąż ma obawy, czy się nie cofnie, czy nie wróci znów Gerry, a przecież w ciągu tych siedmiu lat zmieniła się, dojrzała.

Problemy to świetni łowcy o rozdętych nozdrzach i ostrych zębach; dzięki wyspecjalizowanym narządom zmysłów nie ma takiego miejsca, gdzie by cię nie znalazły. Niczego nie lubią bardziej niż panować nad sytuacją, być górą, być drapieżnikiem, podczas gdy ty jesteś ofiarą. Ukrywanie się przed nimi tylko dodaje im sił. Trzeba zmierzyć się z nimi twarzą w twarz, ale na własnych warunkach, na własnym terenie.(…) Wiem, że jedyną osobą, która może mnie uleczyć, jestem ja sama. To leży w naszej naturze. Mój udręczony umysł woła do moich korzeni, by wkopały się głębiej i mnie utrzymały.

„PS Kocham Cię na zawsze” to piękna i poruszająca powieść o życiu, o śmierci, o miłości „na zawsze”, bo silniejszej niż śmierć. To opowieść o życiu po stracie ukochanej osoby i o walce o odbudowanie siebie, o szczęście. „Śmierć nie może zatriumfować, życie toczy się dalej”. Pisarka w sposób niezwykle subtelny, plastyczny opisuje przeżycia i emocje bohaterów, snuje ich historie, że przesuwają się w naszej wyobraźni jak film. Akcja toczy się nieśpiesznie, jest przerywana opisami emocji, wspomnieniami, retrospekcjami, ale zwroty akcji nas zaskakują i dodają tempa. Powieść wywołała we mnie cały wachlarz emocji – od śmiechu, radości przez refleksję, współczucie, smutek, zadumę, rozpacz, ból, żałobę. Do znanych z poprzedniej części powieści bohaterów dołączają nowi, którzy są bardzo dobrze wykreowani, wyraziści, autentyczni. Wzruszyła mnie szczególnie historia niezwykłej Giniki i Paula, wspaniałego ojca. Powieść jest napisana lekkim stylem, pięknym, subtelnym językiem. Działa jak balsam – koi, oczyszcza, osusza łzy. Porusza bardzo trudne i bolesne tematy, ale daje też dużo światła i nadziei, co widać w życiu Holly. Pisarka zapewniła mi niezwykłą podróż emocjonalną. Miesiąc listopad poświęcony jest pamięci naszych bliskich zmarłych, stąd lektura powieści nabrała jeszcze większego ładunku emocjonalnego, skłaniając do refleksji o przemijaniu, nieuchronności śmierci, o bolesnym pożegnaniu, tęsknocie, którą koją wspomnienia. I też, podobnie jak bohaterowie, pragniemy pozostawić jakiś ślad w życiu bliskich. Na zakończenie mojej opinii o powieści pełnej mądrości o życiu, przemijaniu, śmierci i miłości przytoczę kilka cytatów:

Życie ma korzenie i podobnie jak u drzewa walczącego o przetrwanie, te korzenie rosną i rozgałęziają się w poszukiwaniu wody, mają dość siły, by podnosić fundamenty, rozsadzać wszystko, co stanie im na drodze. Maja nieskończony zasięg; sama ich obecność wywiera wpływ już na zawsze, w ten czy inny sposób. Można ściąć drzewo, ale nie da się zabić tego, czemu dało początek, ani całego tego życia, które się z niego zrodziło.

Życie jest światłem, umieranie jest mrokiem, śmierć jest znów światłem. Krąg się zamyka.

Śmierć jest zawsze z nami, nieustannie nam towarzyszy, jest partnerem życia obserwującym nas z boku. Kidy żyjemy, również umieramy; każda sekunda życia zbliża nas do końca naszych dni. Szala nieuchronnie się przechyla. Śmierć jest zawsze na wyciągniecie ręki; my decydujemy, by do niej nie pójść, a ona decyduje, że nas nie zabierze. Śmierć nas nie popycha, śmierć łapie nas, kiedy spadamy.

Śmierć rozdziela ludzi, ale ma też swoje sposoby, by połączyć tych, którzy pozostali.

Wydawnictwu Akurat bardzo dziękuje za egzemplarz „PS Kocham Cię na zawsze” do recenzji.

„Milion nowych chwil” – Katherine Center

Read More
 

 

Katherine Center, Milion nowych chwil, Wydawnictwo Muza 2019.
 
Jakiś czas temu w social mediach powiązanych z blogiem, prezentowałam krótką opinię na temat powieści Milion nowych chwil. Postanowiłam i tutaj wrzucić parę słów o książce, bo naprawdę je warta przeczytania!
 
Jest wiele rodzajów szczęśliwych zakończeń. Każdy bowiem ma własną definicję szczęścia i powody do wdzięczności. Tak w dwóch zdaniach podsumowałabym tę historię. Szczegóły? Poniżej!
 
Maggie wskutek wypadku traci władzę w nogach. Samolot rozpada się na kawałki, a wraz z nim jej dotychczasowe życie. Zamiast świętowania zaręczyn, jest szpital. Zamiast ślubu, rozstanie. Zamiast wymarzonej pracy, żmudna rehabilitacja. Dziewczyna musi na nowo poukładać swoje życie. Drugie życie. Zaczyna od początku. Skleja kawałki mozaiki zwanej codziennością. Walczy o zdrowie fizyczne i psychiczne. Prawda, że nic już nie będzie takie jak przed wypadkiem, z każdym dniem coraz mocniej do niej dociera.
 
Maggie nie jest sama. Ma u boku kochających rodziców – nieco apodyktyczną matkę i ojca, dla którego najważniejsze dobro ukochanych kobiet. Z siostrą, w niewyjaśnionych okolicznościach, straciła przed laty kontakt. Czy tragiczny wypadek sprawi, że spróbują naprawić relacje? Jak zakończy się walka Maggie – o sprawność, o równowagę psychiczną i poczucie bezpieczeństwa? Odpowiedź na to pytanie da Wam oczywiście lektura powieści.
 
Milion nowych chwil to powieść, którą się pochłania. Choć pisana lekkim językiem – to zapewne zasługa pierwszosobowej narracji, porusza trudne tematy. Niepełnosprawność, walka o zdrowie, skomplikowane relacje rodzinne i damsko-męskie…
 
Jak wspomniałam, powieść pochłonęłam na dwa podejścia. To historia o mocy, odwadze, determinacji. O wielkim trudzie i wielkiej miłości. Bawi, wzrusza. Daje nadzieję. Jest piękna, po prostu piękna. Nie idealna. Życiowa. Bo życie właśnie takie jest. Składa się z miliona chwil, które złączone dają mozaikę. Czy piękną? To w dużej mierze zależy od nas. Gorąco polecam!

 

„Więcej niż pocałunek” – Helen Hoagn (recenzja przedpremierowa!)

Read More
 

 

Helen Hoang, Więcej niż pocałunek, Wydawnictwo Muza 2019.
 
Według trzydziestoletniej Stelli świat powinien rządzić się jedynie prawami logiki. Tworzenie algorytmów wydaje jej się zdecydowanie prostsze niż relacje z mężczyznami. Wizja bliskości budzi w niej niechęć, a na myśl o całowaniu robi jej się niedobrze. Trochę pod wpływem matki, trochę dla samej siebie postanawia to zmienić. Na pewno nie pomagają jej chorobliwe trudności z nawiązywaniem relacji. Czy to wina objawów zespołu Aspergera, czy może Stella tak po prostu ma?
 
Do wprowadzenia zmian w swoim życiu Stella zabiera się nietypowo. Chce „nauczyć się współżyć”, potrzebuje dobrego treningu. Uznaje, że do ćwiczeń najlepiej nada się profesjonalista, czyli wynajęty mężczyzna do towarzystwa. Tak poznaje Michaela – przystojnego wrażliwca nierozpieszczanego przez życie. Chłopak podchodzi do swojej pracy bardzo poważnie. Plan lekcji, który wspólnie realizują, wychodzi znacznie poza całowanie. Ich biznesowy układ szybko zmienia swój charakter. Stella odkrywa, że w życiu najbardziej liczy się to, co wymyka się równaniom matematycznym.
 
Dla kogoś to tylko książka. A może nawet zlepek scen miłosnych z dialogami. Dziwna bohaterka i Pretty Woman w spodniach. Każdy ma swoje oczekiwania wobec powieści i opinię po jej przeczytaniu. Dla mnie to więcej niż książka. Brzmi patetycznie? Może, ale takie są moje odczucia.
 
„Więcej niż pocałunek” to brawurowy debiut Helen Hoang, która zainspirowana własnymi doświadczeniami, stworzyła historię miłosną z motywami psychologicznymi i dawką subtelnie rozegranych wątków erotycznych. To też opowieść o przemianie, walce z własnymi ułomnościami i swego rodzaju późnym dorastaniem. Prawa do ekranizacji książki – zaledwie kilka miesięcy od jej premiery – kupiła wytwórnia filmowa Lionsgate Motion Picture Group.
 
Ta książka to ukłon nie tylko w kierunku osób z Zespołem Aspergera. To ukłon wobec wszystkich, którzy skrycie lub też bez skrępowania marzą o wielkiej miłości. Nie takiej, że rycerz albo księżniczka, że koń, że konflikt rodzin czy co tam jeszcze znajdziemy w romantycznych historiach. Miłości, której synonimem jest poczucie bezpieczeństwa, spokój, zrozumienie i poczucie, że dla kogoś jest się po prostu najważniejszym.
 
Miłość to miłość. Niezależnie od tego, czy jest się całkowicie zdrowym, czy niepełnosprawnym, czy ma się jakieś zaburzenia. Wobec miłości wszyscy jesteśmy równi. Droga Stelli do poznania jej prawdziwego smaku nie była łatwa. Ale piękna. Czytając kolejne strony, na przemian śmiałam się i wzruszałam.
 
Książkę pochłonęłam w trzy dni. Bardzo mnie wciągnęła. Z utęsknieniem wyczekiwałam chwil, w których sięgnę po egzemplarz. Jaki jest język tej historii? Nie wyszukany, nie. Ale mimo to autorka zabrała mnie w fascynującą podróż – zarówno do psychiki Stelli, jak i Michaela. Sceny ich miłosnych zbliżeń są opisywane ze smakiem. Każdy szczegół ma znaczenie dla „terapii” bohaterka.
 
Czy polecam tę powieść? Oczywiście, że tak. Całym sercem. Już czekam na ekranizację. Mam nadzieje, że tego nie zepsują 😉
 
Premiera książki „Więcej niż pocałunek” 5 czerwca – zapamiętajcie tę datę!

 

„Podaruj mi jutro” – Ilona Gołębiewska

Read More
 

 

Ilona Gołębiewska, Podaruj mi jutro, Wydawnictwo Muza 2019.
 
Piękny język, historia chwytająca za serce, niejednoznaczni bohaterowie, z którymi mam ochotę się zaprzyjaźnić – tego oczekuję od dobrej powieści obyczajowej (tzw. literatury kobiecej). Ilona Gołębiewska już po raz szósty mi to zagwarantowała. Debiutowała serią o starym domu. Dziś premiera pierwszej części nowej sagi. Jak ja się cieszę, że przeczytałam to cudeńko!
 
Lipowe Wzgórze łączy ludzi w różnym wieku, o różnym statusie społecznym, z różnym bagażem doświadczeń.  Cudownie, że pierwsze spotkanie z Anielą i pozostałymi bohaterkami nie jest ostatnim. Początek jest obiecujący i chwyta za serce. Obok takiej historii – napisanej tak pięknym językiem, o ludziach z krwi i kości, z tajemnicą w tle nie można przejść obojętnie. Mam nadzieję, że, choć emocje po lekturze wciąż są żywe, uda mi się zachęcić Was do lektury książki, nie zanudzając i nie spojlerując za bardzo. Podaruj mi jutro zasługuje na to, by podarować jej czas.
 
Dwór na Lipowym Wzgórzu należy do rodziny Horczyńskich niemal od dwustu lat. Stanowi także wielką atrakcję dla turystów odwiedzających Podlasie. Jego właścicielką jest Aniela, słynna malarka. Zmęczona światowym życiem postanawia osiąść w rodzinnych stronach. Zakłada na Lipowym Wzgórzu Akademię Sztuk Anielskich, której pomysł narodził się dzięki lokalnej legendzie o aniołach. Czy zyska poparcie kobiet z rodziny Horczyńskich, czyli Sabiny, Klary i Lilianny?
 
Przyjazd redaktora prowadzącego program „Maluchem przez Polskę”, niesforna przyjaciółka podbijająca Internet motywującymi filmikami, odkrycie podziemnych korytarzy we dworze, poszukiwanie przez Anielę ukochanego Witka, który przed laty zniknął bez wieści… Wszystko to sprawia, że życie mieszkańców dworu pełne jest atrakcji, humoru, ale czasem także trosk.
 
Zmartwieniem Anieli jest również konflikt Horczyńskich i ich sąsiadów Gajowiczów. W czasie wojny na Czarnym Szańcu doszło do pogromu oddziału partyzantki, w którym zginęli członkowie obydwu rodzin. Czy odnalezienie dzienników z czasów wojny pozwoli Anieli oczyścić dobre imię ojca, którego podejrzewano o zdradę?*
 
Przyznam, że jako 26-letnia bezdzietna singielka troszkę bałam się tej fabuły. Dlaczego? Ze względu na bohaterkę. Tym razem Ilona Gołębiewska nie zaprasza czytelniczek do świata około 30-letnich kobiet doświadczonych przez los. Aniela – bo takie imię nosi postać-serce tej powieści, ma tych lat nieco więcej. To pani 60+. Matka, babcia, przyjaciółka. Dlaczego postać-serce? Po pierwsze – bo to główna bohaterka, a takie są sercem każdej książki – spoiwem wątków i pozostałych postaci. Po drugie, to ona jest sercem niezwykłego dworu na Lipowym Wzgórzu. Dworu z piękną, lecz trudną historią. Jest sercem, aniołem dla mieszkańców i stałych bywalców posiadłości – swoich przyjaciółek, ich dzieci i ludzi, którym podaje pomocną dłoń. Kobieta-anioł? Nie. Aniela, choć imię sugeruje co innego, nie jest bez skazy. Aniela jest człowiekiem jak każdy z nas. Ma na sumieniu większe i mniejsze grzeszki. Nie potrafi porozumieć się z córką Sabiną, tęsknota za wnuczkami ciąży jej każdego dnia. Pamięć o ukochanym z młodzieńczych lat kładzie się cieniem na jej relacjach z mężczyznami i całym dorosłym życiu. Artystka, malarka, poświęca się pracy, nie wypełniając przy tym należycie rodzicielskich obowiązków… Jej siły i myśli pochłania także próba oczyszczenia dobrego imienia ojca, który został oskarżony o zdradę kolegów z oddziału i wysłanie ich na pewną śmierć… Antoni Gajowicz, człowiek o zimnym jak lód sercu, który zamiast szacunku budzi wśród mieszkańców okolicy lęk, nie ułatwia jej tego zadania.
 
Dwór będący własnością Anieli to ukryta pośród lip przystań dla skrzywdzonych, samotnych, dotkniętych chorobą albo traumatycznym przeżyciem rozbitków. Znajdują oni spokój, poczucie bezpieczeństwa, miłość i opiekę, właśnie w posiadłości rodu Horczyńskich. Podaruj mi jutro to nie tylko historia Anieli. To także losy bliskich jej osób. Poznajemy przyjaciółki głównej bohaterki – dotkniętą chorobą nowotworową emerytowaną nauczycielkę, jej syna weterana wojny w Iraku, pobitą niemal na śmierć Julię, szukającego sensacji i łatwych pieniędzy dziennikarza… Nikt jednak nie opuszcza posiadłości bez plastra na sercu – także Czytelnik.
 
W tym domu nie tylko czuć zapach lip i innych roślin; potraw wybitnej kucharki Basi czy farb Anieli. To miejsce kojarzy się przede wszystkim z troską, oddaniem, bezinteresownością. I Czytelnik, choć wydaje się, że zajrzał tam tylko na chwilę, nie potrafi opuścić Lipowego Wzgórza. Myślę, że zachwyt tym miejscem potęgują przepiękne opisy. Ilona Gołębiewska przykłada ogromną wagę do języka – zarówno w narracji, jak i w dialogach. Metaforami, porównaniami, epitetami oddaje krajobraz Podlasia. Uruchamia każdy zakamarek wyobraźni, a zmysły wyostrza do granic czytelniczych możliwości. Sprawia, że czuje się zapach kwiatów, stąpa bosą stopą po zroszonej trawie, patrzy na dzieła sztuki czy słyszy gwar rozmów.
 
Podaruj mi jutro to przepiękna książka o miłości, przyjaźni. O wierze i nadziei, których nie zabija mijający czas. Bohaterka poszukuje prawdy, wspomina ukochanego z dawnych lat… Jak zakończą się jej poszukiwania? Czy odnajdzie spokój w sercu? Czy nawiąże nić porozumienia z córką i wnuczkami? Tego nie zdradzę – po odpowiedzi na te pytania odsyłam do powieści.
 
Siła jest kobietą. Także w historii Ilony Gołębiewskiej. W kolejnych tomach poznamy bliżej Sabinę i jej córki. Już nie mogę się doczekać tych literackich spotkań! A Was ponownie namawiam – podarujcie tej książce swój czas. Nie pożałujecie!
 
 
 

 

„Więcej niż pocałunek” – Helen Hoang (wersja z trzema rozdziałami)

Read More
 

 

Helen Hoang, Więcej niż pocałunek (trzy rozdziały), Wydawnictwo Muza 2019.
 
Więcej niż pocałunek to więcej niż tylko trzy promocyjne rozdziały. To zapowiedź historii innej niż wszystkie. To obietnica historii innej niż wszystkie. Pierwsze kilkadziesiąt stron powieści baaardzo mi się spodobało, z niecierpliwością czekam na więcej. 
 
Ciężko ocenić książkę po przeczytaniu trzech rozdziałów. Pozwólcie, że podzielę się jednak z Wami krótką refleksją po lekturze. 
 
Stella doskonale radzi sobie w pracy, jest mistrzynią w swoim fachu. Tworzenie algorytmów wydaje jej się prostsze niż relacje międzyludzkie; wydaje się prostsze niż tworzenie relacji z mężczyznami. Bliskość – przytulanie, całowanie, a co dopiero intymne zbliżenia, przerażają kobietę. Rodzice nie ułatwiają córce odkrywania damsko-męskiego świata. Marzą o wnuku, a pragnienie to nie spełni się bez zięcia… Stella postanawia dokonać zmian w swoim życiu. Zamierza… potrenować. Nie sama. Do pomocy, do ćwiczeń pocałunków wybiera profesjonalistę – pana do towarzystwa – przystojnego Michaela. Chłopak widząc opory swojej dość nietypowej klientki, podchodzi do pracy bardzo poważnie.
 
Trzy rozdziały które otrzymałam od Wydawnictwa Muza przeczytałam za jednym podejściem. Dlaczego? Z kilku powodów. Przede wszystkim ciekawi mnie główna bohaterka, jej psychika, sposób myślenia. Stella ma bowiem  Zespół Aspergera. Mam wrażenie, że to temat pomijany zarówno w literaturze, jak i produkcjach filmowych (przynajmniej ja się z nim spotykam bardzo rzadko). Zastanawiacie się, skąd ten pomysł? Autorka książki, zupełnie przez przypadek, odkryła u siebie ten zespół dopiero w wieku 34 lat! Została zdiagnozowana, podjęła terapię i przede wszystkim dowiedziała się że nie jest sama z tym, co kiedyś uważała za dziwactwo.
 
Wielkim plusem tych trzech rozdziałów jest także subtelność, z jaką autorka opisuje intymne chwile bohaterki, jej rozterki, wątpliwości, strach. To nie typowy erotyk, tam nie ma miejsca na wulgaryzmy czy potoczne słownictwo. Mam nadzieję, że ten styl został utrzymany w późniejszych partiach. Należy zaznaczyć, że narracja trzecioosobowa pomaga w zrozumieniu Stelli – czytelnik lepiej poznaję jej sposób myślenia, lęki i obawy.
 

 

Połknęłam historię jednym tchem i czekam na więcej. Czy tak samo entuzjastycznie ocenię całość? Zobaczymy! Jedno jest pewne – kibicuję Stelli – by otworzyła się na miłość i na drugiego człowieka. By poznała smak prawdziwej miłości. Czy jej się uda? Dowiemy się wkrótce – premiera 5 czerwca!