„Mikołaj z ulicy Świątecznej” – część 2.

Mikołaj z ulicy Świątecznej - okładka

– Wesołych Świąt!

– Wesołych Świąt!

Za Zuzanną trzasnęły drzwi od biblioteki. Agata przekręciła kluczyk w zamku i odetchnęła głęboko. Właśnie rozpoczęła świąteczną przerwę i urlop – do pracy miała wrócić dopiero po Nowym Roku. Wolne dni zamierzała spędzić z rodzicami i, chociaż to było zupełnie niemożliwe, nacieszyć się nimi na zapas. Co prawda planowała wyjazd do Londynu podczas ferii zimowych, ale na ten moment luty wydawał się dość odległym terminem. Do przylotu rodziców pozostało już niewiele czasu, Agata mogła zacząć odliczać godziny. Jutro, w wigilię, mieli być razem i wspólnie świętować Narodzenie Chrystusa.

Z uśmiechem na ustach owijała szyję chustą, którą dostała od dziadka na urodziny. Na głowę włożyła czapkę, zapięła płaszcz. Była gotowa do wyjścia.

Miejsce pracy opuściła kilka minut po osiemnastej. Zapowiadał się pracowity wieczór – zamierzała ubrać choinkę, którą przed rozpoczęciem zmiany sąsiad z parteru pomógł jej wnieść na górę i upiec sernik – ulubione ciasto taty. Mimo to się nie spieszyła . Celebrowała drogę do domu. Tak, celebrowała. Z radością pozwalała opadać śnieżnym płatkom na czapkę i obserwowała, jak śnieżynki tkają białe dywany na chodnikach i ulicach. Białe święta – marzenie wielu miało się spełnić. Agata sama siebie nie poznawała. Przecież początek adwentu, początek oczekiwania, był trudny. Wypełniony złością, smutkiem, tęsknotą. Wszystko się zmieniło, odkąd spotkała świętego Mikołaja…

Była wdzięczna, że pracownik agencji eventowej się rozchorował i wnuk pani Basi musiał go zastąpić. Od ich rozmowy w bibliotece, od wspólnego wykrawania pierniczków wszystko się zmieniło. Ona się zmieniła. Na nowo poczuła, że święta mogą przynieść coś dobrego. Cud. Przestała tylko oglądać się za siebie i z nieśmiałym uśmiechem patrzyła w przyszłość. Myślała nie tylko o tym, że to będą pierwsze święta bez ukochanego dziadka. Wyczekiwała chwili, w której spotka dawno niewidzianych rodziców i przełamie się z nimi opłatkiem, zmówi modlitwę, spożyje posiłek, a później wspólnie pójdą kolędować przed pasterką w parafialnym kościele. Mikołaj miał rację – puste miejsce przy stole będzie symbolizować brak babci i dziadka, ale jednocześnie będzie źródłem pamięci o dobrych chwilach, uśmiechach, drobnych gestach.

Pokrążona w myślach, dotarła pod kamienicę. Ulica Świąteczna – jakże mogłoby być inaczej – była gotowa na święta. Wejścia do poszczególnych klatek kamienicy oświetlono lampkami w kształcie gwiazdek, na dziedzińcu ustawiono sanie wypełnione prezentami. Pojazdu pilnowały renifery. Na środku zaś dumnie prezentowała się…

– Choinka! – szepnęła sama do siebie Agata, widząc przystrojone drzewko. No tak, przecież wczoraj przewodniczący wspólnoty mieszkaniowej pukał do każdego, by zaprosić do zbiorowego ubierania. Widocznie albo się spóźniła, albo chętnych do tworzenia nowej tradycji nie było wielu. Chociaż choinka była już praktycznie gotowa. Nawet lampki się świeciły, rozjaśniając przestrzeń dookoła. Do kompletu brakowało tylko gwiazdy na czubku, którą właśnie zawieszał stojący na drabinie… – Mikołaj? – Stanęła na placach, by lepiej widzieć ukrytą między gałęziami postać.

– Poznałaś po reniferach? – zapytał wnuk sąsiadki, schodząc ostrożnie w dół po szczebelkach.

– No jasne, bo stroju nie masz służbowego.

– Jestem Mikołajem z ulicy Świątecznej, a nie świętym – wyjaśnił, zeskakując na chodnik. – Wesołych Świąt, to już jutro – uśmiechnął się do Agaty.

– Nie mogę się doczekać. – Nie potrafiła ukryć swojej radości. – Jutro o tej porze będziemy z rodzicami jeść kolację i śpiewać kolędy.

– Cieszę się, że przestałaś się zamartwiać, a w Bożym Narodzeniu zobaczyłaś czas światła i nadziei – jego uśmiech był mniej promienny niż bibliotekarki. Agata od razu to wyłapała.

– Ty też potrzebujesz tej nadziei, prawda? – Bogiem a prawdą odkąd dowiedziała się o jego miesięcznym urlopie, chciała go zapytać o przyczyny tak nagłego i długiego zarazem przyjazdu do Polski. – Czy w Niemczech coś się stało? Jeżeli nie chcesz mówić, to nie mów, ale czasem dobrze się wygadać osobie, która nie zna nas zbyt dobrze. Patrzy na sprawę innym okiem i pomaga zobaczyć światło i nadzieję.

Mikołaj złożył drabinę.

– Dasz mi pięć minut? – zapytał poważnie.

***

Zgodziła się poczekać. Wrócił po kilku minutach – z kocem pod pachą i dwoma parującymi kubkami, których zawartość na kilkustopniowym mrozie niemal od razu wystygła. Koc rozłożył na stojącej pod choinką ławce, a przygotowanym napojem okazała się być czekolada.

– Prawda jest taka, że musiałem uciekać – przyznał Mikołaj po chwili ciszy. Agata zanurzyła usta w brązowym napoju i nie przerywała opowieści. – Zostałem oskarżony o coś, czego nie zrobiłem. Chodzi o pracę, długo by opowiadać o szczegółach. Przyjaciele okazali się wrogami, nie miałem nikogo, kto by mnie bronił, choć i tak nie powinienem – prawda leży po mojej stronie i każdy to wie. Jeśli dojdzie do sprawy, szef przegra i to z kretesem. Mści się za błędy własnego syna – westchnął. – Adwokat poradził, bym na razie usunął się w cień, nabrał do sprawy dystansu. Moja matka uważa, że nie mam się czym przejmować, skupia się na nowym związku, więc…

– Została ci babcia?

– Ona nic nie wie.

– Ode mnie się nie dowie.

– Dzięki – pokiwał głową Mikołaj, wpatrując się we wciąż pełen kubek. – Masz rację. Została mi tylko ona. Jest prawdziwa, czuła. Zależy jej na mnie.

– Na pewno widzi, że jest coś nie tak…

– Powiem jej, ale jeszcze nie teraz. Na pewno nie przed wigilią. Chcę, by te pierwsze od lat wspólne święta były dla niej pełne uśmiechu.

***

– Jest taki dzień, drodzy państwo. Żadnych łez, żadnych konfliktów. Dzień miłości, ciepła, światła. To właśnie dziś. Wigilia. Nasza audycja może się zacząć tylko od jednego utworu. „Dzień jeden w roku” zespołu Czer… – Agata w ostatniej chwili wyłączyła radio i znowu zalała się łzami. Tak, dziś był dla niej dzień łez i samotności. Z samego rana zadzwonił telefon. Mama. Odwołano wszystkie loty z Wielkiej Brytanii. Anglia nie pamiętała takiej śnieżycy. Ruch lotniczy był całkowicie sparaliżowany.

Pierwsza wigilia bez dziadka okazała się samotną wigilią. Agata przełknęła gorzkie łzy. Choć przez ostatnie miesiące mieszkała sama, nigdy nie czuła się tak samotna, jak w tej chwili. Przecież wszystko było gotowe – uszka i pierogi z kapustą zrobiła z wyprzedzeniem i zamroziła, piernik czekał od poniedziałku, a sernik wyjęła z piekarnika kilka minut po północy. Dziś razem z mamą miały kroić warzywa na sałatkę. Sama będzie… Nie… Po co miała obierać, kroić, mieszać? Sama przecież tego wszystkiego nie zje! Miała rację. Czuła, gdy zaczął się grudzień, że te święta nie przyniosą niczego dobrego. Że będą źródłem łez i tęsknoty. Pomyliła się tylko w jednym – płakała i tęskniła nie tyle za dziadkiem, co za rodzicami, którzy przecież mieli tu być i dbać o to, by na stole został tylko jeden pusty talerz.

Rozmyślania przerwał jej dzwonek do drzwi. Niedbale przetarła oczy i niechętnie przeszła do przedpokoju. Otworzyła. Na klatce stał Mikołaj z gałązką jemioły.

– Babcia powiedziała, że jak mężczyzna pierwszy wejdzie do… – umilkł, widząc zapłakaną twarz Agaty. – Co się stało?

Nie miała siły tego tłumaczyć. Po prostu znowu wybuchła płaczem.

***

– Lepiej?

– Tak, dziękuję.

Gdy Agata przestała płakać, posadził ją na kanapie i przykrył kocem, a sam zajął się przygotowaniem herbaty. Jemiołę rzucił niedbale na kuchenny blat.

– Kolację oczywiście zjesz u nas, babcia by mi nie wybaczyła, gdybym cię nie zaprosił. – Mikołaj usiadł obok niej. – Zaczynamy o 17:00.

– To nie tak miało być – pociągnęła nosem. – Nie miałam być sama.

– Ale nie będziesz sama! Będzie babcia, będę ja. Z góry będą na nas patrzeć twoi dziadkowie, a rodzice na pewno myślami będą z tobą.

Agata pokiwała głową z grzeczności. Nic nie było w stanie jej przekonać do tego, że puste miejsca zostaną wypełnione.

***

– Proszę.

– Dziękuję.

Agata drżącą dłonią wzięła z talerzyka opłatek. Stała między panią Basią a Mikołajem na środku dużego pokoju. Zerkała na ubraną przez sąsiadów choinkę i walczyła ze sobą, by się nie rozpłakać. Z jednej strony czuła ogromną wdzięczność za zaproszenie, z drugiej wciąż obwiniała w sercu pogodę, linie lotnicze…

– Moje dziecko, nie zamartwiaj się. Wolałabyś, by lecieli w taką pogodę? To by było skrajne niebezpieczeństwo, katastrofa gotowa! A tak przylecą cali i zdrowi jutro lub najdalej pojutrze. Najważniejsze, że mają kogo odwiedzić i ty masz na kogo czekać. – Starsza pani uścisnęła jej dłoń. – Mimo smutku, który wypełnia twoje serce, życzę ci, byś otworzyła się na radość, którą niesie On – zerknęła wymownie na szopkę ustawioną na wigilijnym stole obok świecy Caritasu. Figurki stały nierówno, tuż pod nie podłożono sianko. – Na miłość, którą On jest. Na światło, które wraz z Jego nadejściem wypełniło mrok. Uwierz w cud Bożego Narodzenia i pozwól, by dokonało się w tobie. – Pani Basia ułamała kawałek opłatka.

– Wesołych świąt – powiedziała cicho Agata, dzieląc się również opłatkiem.

– Włączę gaz pod barszczem. – Sąsiadka przeszła do kuchni. Agata i Mikołaj zostali sami w pokoju. Stanęli naprzeciwko siebie, przy choince, z opłatkami w dłoni.

– Pamiętaj, że to miejsce – chłopak wymownie spojrzał na dodatkowe nakrycie – będzie puste tylko do momentu zakończenia śnieżycy. Oni tu będą, przytulą cię.

– Dziękuję.

– I uśmiechnij się, proszę. Nie jesteś sama.

– Wiem…

– Twój czas oczekiwania jeszcze trwa, ale proszę, weź głęboki oddech, bo ta noc zdarza się raz do roku. Nie możesz przegapić swojego cudu. Oni naprawdę przylecą, kto wie, może już są w drodze, sama mówiłaś, że nie zamierzają ruszać się z lotniska.

– Masz rację, po prostu…

– Każdy z nas czasem czuje się samotny, ale ty nie zostałaś sama. Masz moją babcię i swojego prywatnego świątecznego Mikołaja – uśmiechnął się. Nie mogła tego nie odwzajemnić. – Co więcej, prywatny Mikołaj zostaje na dłużej, nie wracam po Nowym Roku do Niemiec, przynajmniej nie tak od razu. Okazało się, że matka wszystko powiedziała babci i razem stwierdziły, że nie ma sensu, żebym jechał przed wyjaśnieniem tego wszystkiego.

– Czyli wiedziała od początku?

– Miłość zawsze wie, kiedy drugie serce potrzebuje przytulenia. Życzę ci, by nigdy nie zabrakło w twoim życiu kogoś, kto cię przytuli. Słowem, uśmiechem czy gestem. I by światło w twoim sercu nigdy nie zgasło. Nawet w śnieżną noc. Ta noc jest przede wszystkim cicha. I święta. I na tym się skup. – Przełamali się opłatkiem.

– Dziękuję ci za wszystko. – Agata pocałowała sąsiada w policzek. – A ja tobie życzę, żeby wszystko, co złe, wypełniło dobro i byś już nie musiał uciekać.

– Mam nadzieję, że się spełni – uśmiechnął się.

– Barszcz zaraz będzie gotowy! – Do pokoju wróciła pani Basia. – Siadajcie, dzieci!

***

Ten wieczór nie mógł mieć innego finału. We troje zajęli miejsca na drewnianej ławce w głównej nawie. Agata z zachwytem przyglądała się choinkom ustawionym po obu stronach głównej nawy i z uśmiechem spoglądała na szopkę. Nad żłóbkiem z figurą Pana Jezusa intensywnie świeciła gwiazda. Jasno pokazywała drogę, nie tylko pasterzom czy mędrcom ze wschodu. Wlewała i w jej serce światło. Nadzieję. Kolacja upłynęła w bardzo miłej atmosferze. Po smutku, który towarzyszył życzeniom, przyszedł śmiech, wspomnienia i anegdoty. Nie było czasu na łzy. Był czas na obecność. Na uśmiech, na oczy, w których radość przeplatała się z odbitym płomieniem świecy. Było dobre jedzenie, byli dobrzy ludzie. Agata nie była sama. Tego wigilijnego wieczoru na własnej skórze się przekonała, że prawdziwych sąsiadów poznaje się w śnieżnej biedzie. Przecież to sam Mikołaj zapukał do jej drzwi, by spełnić świąteczne marzenia. Śniła o rodzinnej wigilii. I taką dostała, choć z ludźmi, którzy towarzyszyli jej przy stole, nie była spokrewniona.

Cicha noc

Święta noc

Organista zaintonował kolędę. Przez rękawiczki poczuła, jak jej dłoń dotyka dłoń Mikołaja. Mężczyzna tak jak ona patrzył na gwiazdę. Wyglądał światła. Nie wiedziała, że przez dłuższą chwilę patrzył na nią, na jej zamyśloną twarz. I ona też stała się dla niego źródłem światła. Pozostawało mieć nadzieję, że jemioła nie zwiędnie na blacie przy ulicy Świątecznej, zanim wypełni swoją świąteczną misję…

Koniec…

Część 1.


One thought on “„Mikołaj z ulicy Świątecznej” – część 2.”

Comments are closed.