„Świąteczny sekret” – Krystyna Mirek (#MamaDropsaCzyta)

Read More
świąteczny sekret

Krystyna Mirek, Świąteczny sekret, Wydawnictwo Edipresse 2019.
#MamaDropsaCzyta

Książki w świątecznym klimacie pojawiają się już jesienią i przygotowują nas do intensywniejszego odczuwania świąt. W naszej rodzinie są najmilszym prezentem mikołajkowym czy gwiazdkowym. Dzięki nim możemy także przedłużyć  ten cudowny czas. Dzisiaj zamiast zimy aura wiosenno-jesienna za oknem, przyroda szaleje. Spacerując w deszczu z psem, ślizgałam się i patrzyłam na kwitnące leszczyny, bazie. By umilić sobie czas w domu, wystarczyło usiąść przy choince z herbatą w świątecznym kubku, otulić się kocem w świąteczne gwiazdki i przenieść się do zimowego, magicznego świata przedstawionego książki.

Powieść Krysi Mirek „Świąteczny sekret” ukazała się 30 października 2019 roku, a przeczytałam ją w czasie świątecznym – w Sylwestra i Nowy Rok. Dzisiaj pragnę się podzielić swoją opinią.

Bohaterką powieści jest dziewiętnastoletnia Zosia. W jej rodzinie od pokoleń kobiety zakochiwały się w przystojnych, czarujących, ale niezdolnych do prawdziwej miłości i odpowiedzialności za rodzinę mężczyznach. Bohaterka postanowiła, że nie powtórzy ich losu. Nie szukała więc miłości, bała się nawet o niej marzyć. Nie miała chłopaka, ale przyjaźniła się z Jaśkiem, pochodzącym z dobrej rodziny, uzdolnionym matematycznie i marzącym o zawodzie pilota. Był najjaśniejszym punktem jej życia. Zosia z uwagi na atmosferę panującą w jej domu nie lubiła świąt (relacje z matką były bardzo trudne i napięte, a siostry wpadały na krótko). Marzyła więc tylko o przeżyciu dobrych świąt… Podjęła więc samodzielną decyzję o przyjęciu spadku po babci w postaci starego domu na wsi…

Tuż przed świętami Bożego Narodzenia, wbrew woli matki, się tam przeprowadziła. Nie było jej łatwo na wsi, ale drewniane kredensy, stare komody, spiżarnia, piwnica były pełne przetworów domowych przygotowanych na zimę przez babcię. Bohaterka, dzięki aurze domu, poczuła się silniejsza. Miała świadomość, że ktoś „przygotował dom na przybycie nowego właściciela”. Znalazła list od babci z przesłaniem, podziękowaniem i pewna kwotą pieniędzy na zagospodarowanie, na przetrwanie pierwszych trudnych chwil. Utwierdziło ją to w przekonaniu, że mimo wyrzutów sumienia podjęła właściwą decyzję. Zaopiekuje się domem, a on ją otuli życzliwością. Mogła liczyć na pomoc sąsiada Wojciecha Łąckiego, który sam wychowywał przystojnego i czarującego syna. Maks miał zapisaną w genach po matce katastrofę, a wysiłki uczciwego ojca nie wywierały żadnego wpływu na lekkoducha. Czy Maks pojawi się na drodze Zosi? Czy bohaterce uda się uchronić przed powtórzeniem błędów babci i mamy? Czy los można odwrócić?

Krystyna Mirek poruszyła w powieści dość istotny problem nieuchronności losu, przeznaczenia. Czy można przed nim uciec? Historia Zosi zmusza też i Czytelnika do zastanowienia się nad rzeczywistością. Świąteczny, magiczny czas sprzyja przecież snuciu marzeń kojących nasze tęsknoty i refleksjom nad życiem, często zbyt wyidealizowanym. Bo przecież pragniemy, by ono się toczyło niebywale gładko. Ale Pisarka pokazała też, że owa gładkość życia może być dla niektórych nieco przerażająca. A w przypadku prawdziwej miłości nie ma łatwych rozwiązań.  Czy w tym tkwi świąteczny sekret? I jak tu nie lubić powieści świątecznych za ich niepowtarzalny klimat? Bardzo dziękuję Krysi Mirek za kolejną, mądrą powieść z przesłaniem. Gorąco zachęcam do lektury.

„Światło gwiazd” – Krystyna Mirek (#MamaDropsaCzyta)

Read More
Krystyna Mirek, Światło gwiazd, Wydawnictwo Edipresse 2019.
Seria „Willa pod Kasztanem”
#MamaDropsaCzyta
Droga do szczęścia czasem bywa krucha, ale zawsze warto jej szukać.
Mój pobyt w Willi pod Kasztanem dobiegł końca. Ostatnia część bestsellerowej sagi Krystyny Mirek „Światło gwiazd” już przeczytana, a właściwie pochłonięta. Z żalem rozstaję się z bohaterami, mając nadzieję, że po pewnym czasie pisarka zajrzy do Willi, żeby nam znowu opowiedzieć o życiu jej mieszkańców. Zawsze marzyłam, żeby zamieszkać w pięknym domu ze wspaniałym ogrodem. Jednak to marzenie się nie spełniło, bowiem inne sprawy, wartości stały się ważniejsze. Lektura tej znakomitej sagi potwierdziła słuszność moich, a właściwie naszych wyborów, że „sztuka polega na tym, żeby znaleźć własną willę pod kasztanem. Każdy ją gdzieś ma”. I moja rodzina – Mąż, dorosłe Dzieci – też ją znalazła i o nią dba. A nie było łatwo! Zapraszam więc do lektury recenzji ostatniej już części serii. Czy zawikłane rodzinne relacje udało się wyprostować babci Kalinie – Strażniczce domowego ogniska? Kto zostanie w willi pod kasztanem? Czy i tym razem Kalina sobie poradzi?
Kalina zatrzymała się. Dzień był wyjątkowo piękny. Jeden z nielicznych i słonecznych w ostatnim tygodniu. Lato się skończyło i coraz częściej niebo zasnuwało się chmurami, a na ogród spadały strugi deszczu. Przyłożyła na chwilę jabłko do twarzy. Wspaniale pachniało, choć było szorstkie i dużo mniej atrakcyjne niż te, które – idealnie równe i okrągłe – można teraz kupić na targu.
W ogrodzie babci Kaliny nawet jesienią jest pięknie. Pachnie jabłkami, różami a w domu pyszną szarlotką z cynamonem, która jest dobra na wszystko. To doskonałe miejsce na refleksje o życiu, o bliskich  i kochanych osobach, których dobro stawiała zawsze ponad swoje. Kalina zawsze była do tego skłonna.  
W tej części powieści pisarka rozbudowała wątek Doroty Mirskiej, wdowy po Mariuszu, matki trojga dorosłych dzieci, która zawsze była gotowa, aby z troski, miłości wyrzec się czegoś, a nawet się poświęcić.  Syn Konstanty był kiedyś zaręczony z Magdą, przyszywaną wnuczką Kaliny. Małżeństwo Doroty nie było szczęśliwe, czuła się niekochana, wręcz wykorzystywana przez męża i dzieci jako zwykła gospodyni domowa, narzędzie do osiągania celu, „jak dobra aplikacja do obliczania podatku”. Kontrahenci męża bardzo lubili przygotowane na domowe spotkania niezwykle smaczne i zdrowe kolacje. Z czasem przestała walczyć o szczęście. Czuła się samotna i nieszczęśliwa. Nikt już nie potrzebował jej kolacji, dzieci nie pomyślały o pracy dla matki w firmie rodzinnej, bowiem kojarzyła się im tylko i wyłącznie z domem. Dorota podporządkowała swoje życie jednemu celowi: wychować dzieci na bardzo dobrych ludzi. Ceniła sobie znajomość a potem przyjaźń z Kaliną. Podczas podróży pociągiem do Warszawy poznała przystojnego naukowca, astrofizyka, który ją zauroczył i pragnął kontynuować znajomość. Fajnie się im rozmawiało. Tomasz, patrzący na świat z kosmicznej perspektywy, okazał się bardzo uczuciowym mężczyzną, za którym Dorota tęskniła. Ale decyzja matki o pozostaniu w Warszawie doprowadziła do kłótni z synem Kajetanem a z czasem i z córką. A kolacja z miłym mężczyzną wywołała ogromne niezadowolenie i awanturę z dziećmi. To był dopiero początek piekła, jakie Kajetan, jakże podobny do ojca,  zgotował matce. Jak potoczą się dalej losy Doroty i Tomasza? Czy rady Kaliny i Tomasza pomogą Dorocie podjąć życiową decyzję ? Jakie problemy Kajetana ujrzą światło dzienne? Czy dzieci wyciągną właściwą lekcję ze swoich błędów życiowych?
A w życiu innych bohaterów powieści  pojawi się też wiele zawirowań. Bartek, ulubiony przyszywany wnuk Kaliny, poluje na miłość. W zdobywaniu serca Ani będzie przekraczać kolejne granice. Babcia była jego najlepszą powiernicą. Uczyła go, że w miłości nacisk szkodzi, ale szkodzi też brak starania. Posłuchał jej i przestał już skakać z kwiatka na kwiatek. I nie mógł już znieść dystansowania przez Anię. Jakże trudna była ta miłość. Wymagała cierpliwości, taktu, czasu. Na szczęście praca w salonie dawała mu dużo satysfakcji, przyniosła sukcesy, przyuczał młodych sprzedawców, zyskując ich przychylność. Z czasem przekonał się, że nie jest obojętny Ani, lubiła rozmawiać z nim, zaczęła mu ufać, dobrze się czuła w jego towarzystwie, uwielbiała niespodzianki, wyprawy, ekscytujące przygody. Ale zawsze coś lub ktoś im przeszkadzał w najważniejszej rozmowie życia. Czy Bartek zdobył się wreszcie na odwagę i oświadczył się Ani?
Bianka i Michał, szczęśliwi małżonkowie, są gośćmi w domu, ponieważ odkąd zamieszkały w nim ich matki, zniknął spokój. Patrycja i Iwona dawały się wszystkim we znaki. Kalina miała dość ich kłótni i obietnic o wyprowadzce. Babcia marzyła, żeby wnuczka przejęła stery w domu. Jak dobrze, że mogła się schronić u Ludwika, uwielbiali spędzać wspólnie czas w ogrodzie. jakże pięknie, subtelnie pisarka opisała ich miłość. Gdy młodzi zaskoczyli ją decyzją o wyprowadzce do Krakowa, Kalina postanowiła poważnie porozmawiać  z synowymi. I osiągnęła swój cel.  W domu zapanował spokój i słychać było tykanie zegara. Od czasu do czasu sielską atmosferę zakłócał płacz kota przygarniętego przez Antka, który zamieszkał na piętrze.
A co u Magdy? Postanowiła już nie ukrywać się ze swoimi uczuciami i dopisać „piękny happy end”, jak w komediach romantycznych, do historii jej i Antka. Od dzieciństwa pokochała willę pod kasztanem, babcię Kalinę i marzyła o zamieszkaniu w niej z Antkiem. Czy pozostało w Antku coś jeszcze z miłości do niej?
Dodam tylko, że zakończenie powieści mocno mnie zaskoczyło. Może kiedyś pojawi się jej kolejna część? Kto wie? Krystyna Mirek tak  poprowadziła fabułę, że byłam razem z bohaterami, przeżywałam ich różnorodne emocje, udzielały mi się ich nastroje, rozterki. Pisarka uświadomiła mi również, że wszyscy popełniamy błędy. Ważne, aby je zauważyć, naprawić i wyciągnąć z nich wnioski na przyszłość. w budowaniu relacji rodzinnych ogromną rolę odgrywa szczera rozmowa. Każdy człowiek ma prawo do miłości, bo ona ma moc.
Dziękuję pisarce za kreacje Babci Kaliny, do której w powieści każdy w potrzebie może przyjść, rozgościć się w przytulnej i pełnej ciepła kuchni, przy dobrym cieście i herbacie porozmawiać, wypłakać się, podzielić radością a nawet się pośmiać. Młodzi ludzie, i nie tylko, potrzebują dziś autorytetów. Mnie ta postać koiła tęsknotę za Mamą, z którą zawsze i o wszystkim mogłam porozmawiać. Jej drożdżowiec czy szarlotka z cynamonem też były pyszne.
Powieść jest napisana lekkim piórem, pięknym językiem pełnym emocji, zaprawionym humorem. Akcja toczy się wartko i zwroty akcji dodają jej tempa.
I na koniec powtórzę za Konstantym, że „sztuka polega na tym, żeby znaleźć własną willę pod kasztanem. Każdy ją gdzieś ma”. To świetna jesienna opowieść na coraz dłuższe wieczory. Z całego serca polecam.
Wydawnictwu Edipresse bardzo dziękuję za egzemplarz do recenzji.
Tych, którzy marzą o własnym egzemplarzu, zapraszam do udziału w konkursie. Wystarczy mieć konto na Facebooku – szczegóły znajdziecie TUTAJ.

„Na strunach światła” – Krystyna Mirek (#MamaDropsaCzyta)

Read More
 

 

Krystyna Mirek, Na strunach światła, Wydawnictwo Edipresse 2019.
#MamaDropsaCzyta
 
Krystyna Mirek, mistrzyni lekkiego pióra, w powieści Na strunach światła zaprosiła czytelników tym razem wiosną do Willi pod kasztanem na obrzeżach Krakowa – pachnącego drożdżowym ciastem królestwa babci Kaliny. „Piękna willa pod kasztanem w ostatnich miesiącach ożyła i rozkwitała jak ogród, który ją otaczał”. Aromat ciasta zwabiał bowiem do domu miłość. Co słychać u bohaterów?
 
Babci, w domu pełnym gwaru młodych ludzi, jakby ubyło lat a przybyło energii i wigoru. Miała się dla kogo krzątać, gotować i ze wszystkim świetnie dawała sobie radę. Wizytówką posesji był piękny i zadbany ogród, w pielęgnacji którego chętnie pomagali chłopcy. W willi zadomowił się już Antek, szczęśliwy z posiadania przyrodniej siostry Bianki, oddał młodym małżonkom piętro. Byli na etapie meblowania nowego mieszkania. Antek, cierpiący na samotność w dzieciństwie i po przejściach miłosnych w młodości, cieszył się szczęściem siostry. „Bianka była jedynym jasnym punktem, struną światła w otaczającym go mroku. Ona i babcia”. Bianka – „kobieta. Absolutnie fascynująca i równie zagadkowa […]”- ta delikatna dziewczyna o łagodnych oczach i miłym uśmiechu błyskawicznie pokazała Michałowi, czym jest prawdziwe szczęście. Michał , sąsiad babci Kaliny, był typem samotnika, opiekował się młodszym rodzeństwem, jego dzień wypełniały obowiązki domowe i praca komputerowca. Nie wierzył absolutnie w miłość, towarzyszący mu strach odebrał mu pełnię szczęścia. Mimo wysiłków nie potrafił go pokonać. Udało się to ślicznej Biance. Czy małżonkowie będą szczęśliwi w nowym mieszkaniu pod dachem babci Kaliny?
 
Moją szczególną sympatię wzbudziła w powieści nieśmiała Magda, żyjąca na życiowym zakręcie, ciesząca się szczęściem brata i jego ślicznej żony. Bała się wyprowadzki, potrzebowała bowiem w swoim dorosłym życiu zaopiekowania. Była przecież ukochaną siostrzyczką Michała do chwili pojawienia się Bianki. Była również kobietą po przejściach miłosnych i nic nie zapowiadało miłych zwrotów akcji w jej samotnym życiu. Potrzebowała przyjaciela, żeby przegonić smutek i strach ze swojego życia. Czy udało się jej spełnić to marzenie? Ciekawie skonstruowaną postacią w powieści jest Bartek, młodszy brat Magdy i Michała. Pragnął stabilizacji, ale nie mógł usiedzieć na miejscu. Miał piękne marzenia: pogodzić pracę, obowiązki domowe i wskrzesić do życia zaniedbany od lat ogród, który miał mu zapewnić tak potrzebny spokój i symbolizować piękne życie. Lubił trudne wyzwania i podchodził do nich ambicjonalnie. Bartek zakochał się nieszczęśliwie , lecz to była zakazana miłość i nie mógł się z nią zdradzić. Dlatego rzucił się w wir pracy. Oczywiście nie był z tym wszystkim sam, w pracach ogrodowych wspierała go silna grupa przyjaciół, bliskich. A najbardziej babcia Kalina, której złote myśli miały charakter wręcz uzdrawiający. Chorujesz. Można to tak porównać, bo czasem miłość bardzo przypomina lotny wirus. Bywa prawdziwie niebezpieczna. Ale ty dzielnie walczysz i czas przyniesie ci uzdrowienie. Tylko na to pozwól. To babcia, podchodząca do wszystkiego spokojnie,  dostrzegła w tym skrzywdzonym przez życie chłopcu ogromny potencjał. Nie spodziewała się po nim ani nieetycznych czynów, ani niewierności. I też uwierzyła jak on, że piękno ogrodu przyciągnie do niego inne piękno. Bartek musiał odnaleźć swoją własną drogę. Czy ziściły się marzenia  bohatera? Czy ogród spełnił swoją symboliczną funkcję? Jakie nie lada wyzwanie przygotowało mu życie? W pełnej ciepła i pachnącej ciastem drożdżowym kuchni babci Kaliny pojawił się po latach niespodziewany gość, nazywana Królową Śniegu, matka Antka. „Wizyta Iwony była jak powiew przymrozku w wiosenny dzień”. „Niczym kobra polująca na swój łup hipnotyzowała wzrokiem wyłącznie Kalinę”. I od razu bez żadnych skrupułów, w obecności syna, weszła na ścieżkę wojenną z Kaliną, domagając się jako wdowa praw do majątku. Antek, który już zapuścił na dobre korzenie w willi pod kasztanem, pokochał swoją siostrę i polubił jej matkę, uświadomił sobie, że przed nim bardzo trudne zadanie – rozmowa z matką. „To kobieta, która najczęściej myśli o sobie. Pielęgnuje swoje żale i krzywdy, nie umie wybaczać i nigdy nie ma sobie nic do zarzucenia. Zawsze tylko innym. Potrafi też być mściwa”. W domu pojawiła się Bianka, miała tu zamieszkać ze swoim mężem, a Iwona nie mogła tego zaakceptować: córka kochanki męża w wili pod kasztanem! Poczuła się też zdradzona jako matka – syn zamieszkał u babci. Wizyta Iwony u Patrycji, kochanki, również bojowo nastawiła matkę Bianki do stoczenia kolejnej bitwy w trwającej od lat wojnie kobiet. Tylko dlaczego za ten konflikt miały zapłacić najwyższą cenę dorosłe dzieci? Bianka i Antek stali się kartą przetargową w walce dwóch skłóconych kobiet! Ta sytuacja przysparzała babci Kalinie zmartwień, żalu i cierpień. Ale jednak znalazł się ktoś, kto przejrzał Iwonę na wylot i udzielił jej życiowej lekcji. Czy wyciągnęła z niej właściwe wnioski? Do willi pod kasztanem przyjechała w odwiedziny do Bianki matka. I podjęła decyzję o zamieszkaniu, by móc zaopiekować się córką. Co ją zmusiło do pozostania w willi? Dlaczego Patrycja wprawiła w zdumienie Kalinę? Mimo modlitw Kaliny, by dom znów tętnił życiem, obfitość gości w domu była nieco przerażająca. Bohaterka nie spodziewała się, czym życie ją znowu zaskoczy i jakie przygotuje dla niej wyzwanie. Ale czego się nie robi dla domowego miru! Ponadto Kalina przeczuwała, że czeka ją coś wyjątkowego, a raczej ktoś wyjątkowy, dla kogo i ona stanie się struną światła wśród ciemności. Kto okazał się bratnią duszą dla Kaliny? Czy w willi pod kasztanem znowu zamieszkają: szczęście, spokój, życzliwość i miłość? Jak bohaterowie poradzą sobie z nowymi wyzwaniami? I jak wreszcie potoczą się dalej ich losy? Zapraszam serdecznie do sięgnięcia po książkę. Ja z niecierpliwością czekam na kolejny tom serii. Mam nadzieję, że może w życiu Magdy i Antka też pojawi się ktoś, kto diametralnie odmieni ich życie.
 
Jak każdą książkę Pisarki i tę pochłonęłam. W 3. części serii „Willa pod Kasztanem” emocje bohaterów są najważniejsze. Właśnie o nich  Pisarka tak ciekawie opowiedziała w jednym z wywiadów na Niestatystyczny.pl: „Emocje to wielka potęga, zwłaszcza miłość”(…) Piszę o miłości, bo to wielka siła, a także fundament, na którym można zbudować każde marzenie”. Na strunach światła to powieść o miłości, szczęściu, przyjaźni, tęsknocie za marzeniami. Każdy człowiek, bez względu na wiek, ma przecież do nich prawo. Stąd w powieści pojawiła się cała plejada bohaterów w młodym, średnim i starszym wieku. A wśród nich na plan pierwszy wysunęła się Babcia Kalina – autorytet i skarb w rodzinie, dobra dusza, kobieta z niezwykle cenną misją. Każdy może wejść do jej cieplej kuchni, dostać kawałek drożdżowego placka i kubek pysznej herbaty, by sprzyjającej atmosferze wypłakać się, wyżalić, wygadać , poprosić o pomoc, o radę. Ona cierpliwie wysłucha i udzieli cennych wskazówek. Pomoże przywrócić ład i porządek w życiu w sercach bliskich ludzi. A kiedy wydaje się, że trochę ją to wszystko zaczyna przerastać, znajdzie i dla siebie bratnią duszę, która ją doenergetyzuje i także udzieli wsparcia. Powieść jest napisana lekkim stylem, pięknym językiem są opisane przeżycia wewnętrzne bohaterów. Ich emocje i mnie się udzielały podczas lektury. Atutem tej książki bez wątpienia są: wciągająca fabuła, zwroty akcji, ciekawie skonstruowani bohaterowie, którzy budzą wiele emocji. Wydawało mi się, że jestem wśród nich i razem z babcią pijemy herbatę w zaciszu jej pięknego ogrodu. Polecam książkę na wakacyjny czas. Pamiętaj Czytelniczko: „Stąpaj ostrożnie, wszędzie są emocje!” – przeczytała gdzieś Kalina.
 
Wydawnictwu bardzo dziękuje za egzemplarz do recenzji.

 

„Tam, gdzie serce twoje” – Krystyna Mirek

Read More
 

 

Krystyna Mirek, Tam, gdzie serce twoje, Wydawnictwo Filia 2019.
 
Mistrzyni kompromisu, która w końcu krzyczy: „dość”. Niewierny mąż, wyrodny ojciec, zgorzkniały, zamknięty na świat. Te dwie postaci łączy polskie wybrzeże. I klimatyczna powieść o sztormach ludzkich uczuć – Tam, gdzie serce twoje.
 
Laura ma dość. Ma dość męża, znanego i cenionego lekarza. Teściów, którzy wydają się reżyserami jej życia. Ma dość jednej kreski na teście ciążowym, wyrzutów pełnych spojrzeń i niewypowiedzianych oskarżeń. W środku nocy postanawia zmienić swoje życie. Zostawić za sobą to, co stare – niepewność, brak zrozumienia, miłości… Wyrusza w podróż z sąsiadem. Docierają nad morze. Czy pobyt nad Bałtykiem okaże się dla Laury łaskawy? Czy odzyska dawną radość życia i dopuści do głosu własne serce? Czy jej mąż zdecyduje się zrzucić ojcowski klosz w imię miłości, zanim będzie za późno? Odpowiedzi na te pytania da Wam lektura powieści.
 
Krystyna Mirek kolejny raz wykreowała bohaterkę, z którą mogą się identyfikować setki czytelniczek. Samotność w tłumie, przytłoczenie, brak poczucia własnej wartości… Laura straciła własną osobowość. Stała się ozdobą męża, który przez lata, z pomocą swoich rodziców, skutecznie ją tłamsił i poniżał. Na szczęście przyszedł moment, w którym wewnętrzny krzyk był zbyt głośny, zbyt silny. Laura zdobyła się na odwagę. Opuściła elegancki dom, zostawiła męża. Zrezygnowała z pozornie idealnego życia. Och, jak my ludzie uwielbiamy oceniać po pozorach. Żona doktora – pewnie jej nic nie brakuje? Ma piękny dom, pieniądze, weszła do wpływowej rodziny… A przecież w życiu nie chodzi o nazwisko, liczbę zer na koncie czy wyposażenie salonu. Tego, o co w życiu chodzi, Laurze zabrakło. I brakuje wielu kobietom, którym z punktu widzenia sąsiadów czy znajomych można tylko zazdrościć.
 
Na uwagę czytelnika zasługuje również postać Alfreda, łowcy bursztynu. W imię honoru, dumy, źle pojmowanych zasad i wartości poświęcił rodzinne szczęście w imię… No właśnie, czy jest coś, co powinno być ważniejsze od kochającej żony i rosnących dzieci? Czy mężczyzna naprawi błędy młodości zanim będzie za późno?
 
Uwielbiam Bałtyk, dlatego cieszę się, że w tej powieści Autorka zabrała i bohaterów, i czytelników właśnie nad polskie morze. Podążając na postaciami, słyszałam szum morza, rozkoszowałam się miękkim piachem. Podziwiałam zachody słońca i bursztyny. Morze koiło serce Laury. Powieść pisana jest prostym, jednak poruszającym wyobraźnię językiem. Kolejne strony przewraca się niespostrzeżenie.
 
Historie Krystyny Mirek zawsze zostawiają ślad w moim sercu. Bo Pisarka kreuje bohaterów z krwi i kości, ludzi takich jak my. Kobiety borykające się z problemami codzienności. Mężczyzn, dla których opinia społeczeństwa, honor i duma są ważniejsze od najbliższych… Czytając kolejne powieści, mam wrażenie, że każda z kobiecych postaci stworzonych przez Panią Krysię ma w sobie cząstkę mnie. Autorka za każdym razem daje nadzieję – na to, że coś może się zmienić, na to, że będzie lepiej. Wiara, nadzieja i miłość – te cnoty są także słowami kluczowymi twórczości Mirek. Bohaterom dają je inne postaci – aniołowie, którzy stają na ich drodze. Błażej, Orzeszek, właściciel pensjonatu, nowa szefowa – aniołowie czekali na Laurę tuż za płotem i pomogli jej dotrzeć do przystani serca. Laura z ich pomocą dobiła do bezpiecznego portu.
 
Jeszcze nie znałam daty premiery, a już czułam, że ta powieść będzie wyjątkowa i bliska mojemu sercu. Przypadek? Nie! Krystyna Mirek sprawiła mi prawdziwą niespodziankę. Jeden z bohaterów powieści – psiak głównej postaci – nosi imię Drops. I tak jak mój szczekający towarzysz w życie naszej rodziny, wnosi w życie bohaterki miłość, bezinteresowne oddanie, wierność. Miękka sierść i szorstki język pomagają ukoić smutki, a merdający ogon rozwiewa troski. To bardzo, bardzo miłe, zwłaszcza, że jak zaznaczyła Autorka w podziękowaniach, to właśnie imię mojego psa i moje pseudonim w internetowym książkowym świecie, było dla niej inspiracją. Drops&Drops kłaniają się w pas (ewentualnie w ogon 😉 )!
 
Tęsknota za miłością, zrozumieniem, ciepłem. Za słowem otuchy, za roziskrzonym spojrzeniem, za poczuciem, że jest się dla kogoś całym światem. Na drugim brzegu czeka prawdziwa przyjaźń, zainteresowanie, wyciągnięta dłoń, chęć zmian i zadośćuczynienia. Zachęcam Was do wybrania się w niezwykłą podróż z Krystyną Mirek i jej bohaterami. Wspólnie dobijecie do portu. Tam, gdzie Wasze serca…
 
Autorce i Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz!

 

„Miłość z błękitnego nieba” – Krystyna Mirek (recenzja przedpremierowa!)

Read More
 

 

Krystyna Mirek, Miłość z błękitnego nieba, Wydawnictwo Edipresse 2019.
 
Miłość z błękitnego nieba to powieść jednej z moich ulubionych pisarek – Krystyny Mirek. Autorka ma na swoim koncie kilka bestsellerów, Polki uwielbiają jej pełne ciepła i miłości historie. Najbliższa premiera to idealna propozycja na Walentynki (i nie tylko) dla romantyczek i marzycielek, wielbicielek filmów o miłości i historii, przy których można się uśmiechnąć, wzruszyć i… zatrzymać. By pomyśleć nad własnym życiem i dokonanymi wyborami.
 
Motyw stary jak świat? Schemat wykorzystywany w tysiącach powieści? Nie! Krystyna Mirek to pisarka, która maluje słowem. W jej książkach nie ma więc mowy o nudzie czy przewidywalności. Nie oszczędza bohaterów, nakładając na ich barki bolesne wspomnienia czy ciężkie przeżycia. Tak jest i tym razem.
 
Angelika wraca do Krakowa po kilkunastu latach nieobecności. Pewna siebie profesjonalistka, przedstawicielka niemieckiej firmy ma dokończyć pozornie proste negocjacje z klientem – polską firmą informatyczną. Wydaje się, że rozmowy i podpisanie umowy to formalność. Dziewczyna nie wie, że trafiła na godnego siebie przeciwnika. Daniel, szef przedsiębiorstwa, z łatwością owija sobie dziewczyny wokół palca, zostawiając po sobie przyjemne wspomnienia, biżuterię z bursztynowym drobiazgiem i złamane serce. Negocjatorka ma dołączyć do jego długiej listy, a krótki romans wydaje się szansą na negocjację warunków. I ona, i on nie wiedzą, że los i magiczna lutowa noc szykują  dla nich coś wyjątkowego…
 
 Miłość z błękitnego nieba to nie tylko miłość damsko-męska. Bardzo ważną rolę w powieści odgrywa dzieciństwo głównej bohaterki – to wydarzenia rozgrywające się w krakowskiej kamienicy ukształtowały ją i skłoniły do podjęcia takich a nie innych wyborów. Ojca nie znała, a matka była uzależniona od alkoholu i mężczyzn. Angelika od najmłodszych lat odpowiadała więc nie tylko za siebie, ale i za dwójkę młodszego rodzeństwa – Małgosię i Piotra. Stypendium za zachodnią granicą wydaje się szansą jedną na milion. Jakie konsekwencje dla relacji z matką i rodzeństwem będzie miał wybór Angeliki? Czy zerwane więzi da się odbudować? Czy mimo traumatycznych przeżyć otworzy się na miłość i bliskość?
 
Ciekawy jest również wątek Mateusza – najlepszego przyjaciela i nieoficjalnego wspólnika Daniela. Rozwodnik, ojciec dwójki dzieci nie ma kontaktu z pociechami, a intrygi żony zmuszają go (i jego szefa przy okazji) do zatajania dochodów. Mateusz o wszystko wini byłą żonę, ale i tym razem wina leży po obu stronach… Jak bardzo w rodzinnym konflikcie, w którym cierpią przede wszystkim kilkuletnie dzieci, zawinił przystojny informatyk? Czy odważy się schować dumę do kieszeni, zanim będzie za późno?
 
Krystyna Mirek kolejny raz uwiodła mnie językiem. Na kartach powieści próżno szukać kleconych na kolanie dialog. Czytelnik dostaje piękną polszczyznę – zarówno w opisach, jak i w rozmowach bohaterów. Rozbudowane opisy – wspomnienia i chwile zadumy postaci, skłaniają do refleksji i wykonania rachunku sumienia. Każde zdanie jest dopracowane. Szkoda, że to nie norma we współczesnych powieściach obyczajowych.
 
Miłość z błękitnego nieba… Muszę przyznać, że jeszcze przed rozpoczęciem lektury moją uwagę, oprócz pięknej okładki, przykuł właśnie, a może przede wszystkim tytuł. Myślałam, że nawiązuje do popularnej piosenki. Fragmentów przeboju w książce nie znalazłam. Za to, razem z bohaterami, dużo latałam. Co błękitne niebo ma wspólnego z tą historią? Przekonajcie się sami!
 
Jeśli lubicie książki o miłości, ta powieść jest dla Was! Pochłania się ją jednym tchem – mnie wystarczyła sobota i niedzielny poranek. Wciąga jak film, jak dobry serial. Nie pożałujecie!
 
 
Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

 

„Tylko jeden wieczór” – Krystyna Mirek (#MamaDropsaCzyta)

Read More
 

 

Krystyna Mirek, Tylko jeden wieczór, Wydawnictwo Edipresse 2018.
#MamaDropsaCzyta
 
 
Od dawna jestem wierną fanką powieści Krystyny Mirek, którą poznałam na spotkaniu autorskim w Nisku. Bardzo mnie ucieszyła jej najnowsza , świąteczna powieść, która ukazała się na zakończenie roku pisarskiego. Podobnie jak Autorka lubię je czytać tuż przed Świętami  i zaraz po – przy choince z kubkiem dobrej herbaty czy kawy i kawałkiem pysznego ciasta. Wprawdzie ten jeden wyjątkowy, wigilijny wieczór już za nami, ale problematyka powieści , wyjątkowa historia pełna emocji i ciepła sprawia, że ona długo żyje w nas. Można ją czytać przecież i teraz, kiedy za oknem pada śnieg, prawdziwa zima przed nami a choinka zaprasza, by usiąść przy niej i w jej blasku się zaczytać.
 
Bohaterką powieści Tylko jeden wieczór jest znana aktorka Amelia Diamond, a prywatnie Sylwia Nowak, uwielbiana przez tysiące kobiet, które zazdrościły jej urody, sławy, kochającego męża, wspaniałych dzieci, bogactwa. Do świata medialnego weszła przebojem i cieszyła się ogromną popularnością. To główna rola w serialu Trzecia miłość wyniosła ją na szczyty popularności i przyniosła wielki sukces finansowy. Amelia wcieliła się w  rolę mocno wyidealizowanej kobiety, wymyślonej przez scenarzystów i budowała swój wizerunek zgodnie z wizją z serialu. Zresztą taką postać i piękną, medialną bajkę pokochali widzowie. Zbliżające się Święta Bożego Narodzenia to dla Amelii piękny i ważny, rodzinny czas. Bohaterkę poznajemy w chwili, gdy przygotowuje się z niezwykła starannością do ważnego wywiadu, na który czekała dwa lata. w dniu nagrania dołączył do Amelii mąż z dziećmi, którzy dekorowali pierniki zamówione w pobliskiej piekarni. Udawali, że je upiekli, wspólnie ozdabiali i świetnie się przy tym bawili, sprawiając wrażenie cudownej rodziny. Dla aktorki bowiem najważniejsza była rodzina: mąż i dzieci. Opowiadała więc z pasją o tym, jak rodzina przygotowuje się do Świąt. To szczególny czas wypełniony miłością. Sesja udała się świetnie. A co się działo po jej zakończeniu, gdy tylko zgasły światła…?
 
W prawdziwym życiu Sylwia Nowak nie miała scenariusza, nie była bowiem doskonałą Anią Janeczko z serialu. W prawdziwym życiu nic nie było takie proste – ani relacje z dziećmi, do których serc nie znalazła odpowiedniej drogi, ani relacje z mężem Wojciechem, który jej już nie wspierał. Na co dzień dziećmi zajmowała się opiekunka, zresztą bardzo dyskretna. „Życie rozdawało karty na swoich warunkach, gotowe zaskoczyć każdego. Pieniądze nie zawsze pomogą. Zwłaszcza jeśli się nie ma wokół bliskich ludzi”. Niespodziewanie zmarła  siostra Sylwii, z którą na co dzień nie utrzymywała kontaktu i wyniknął problem ze znalezieniem pustego miejsca w planie dnia aktorki, aby ustalić godzinę pogrzebu. Amelii zależało jedynie na tym, aby dziennikarze się o tym nie dowiedzieli. Nikt nic nie wie – to jedyna dobra wiadomość. Aktorka bowiem nigdy za dużo nie opowiadała o rodzinie. Nie potrzebowała rysy na wizerunku silnej kobiety i rewelacyjnej aktorki. Po śmierci Marty miała się zaopiekować jej córką Julią, którą zaraz po Świętach planowała wysłać do dyskretnej szkoły z internatem i poszukać jej ojca. Od pięciu lat Sylwia nie kontaktowała się ze swoją siostrą Martą, pokłóciły się, nie miała pojęcia o jej śmiertelnej chorobie. I chociaż bardzo ją dręczyły wyrzuty sumienia, nie zdradziła się  przed pracownikami i asystentką. Czy dziennikarze mimo wszystko dowiedzieli się o pogrzebie Marty? A przed nimi  to tylko jeden wieczór, wigilia (…) to tylko zwykłe rodzinne święta. Czy ta rodzina jeszcze istniała? Czy Sylwia słusznie obawiała się pobytu Julki w jej domu podczas świąt? Jedyną osobą w pracy, przed którą się otwierała i oczekiwała wsparcia i porad była pani Zosia, niesamowicie ciepła osoba, sprzątaczka. Wszyscy  bardzo ją lubili za  ciepłe słowa, szczerość, otwartość, mądrość, pociechę.  W jej rodzinie od początku wszyscy wszystkiego uczyli się razem: miłości, życia, rodzicielstwa. Wychowali razem z mężem troje dzieci. Zosia znajdowała zawsze ciepłe słowa i pocieszenie w domu, gdzie od lat gościł spokój, wewnętrzne zadowolenie, miłość. Przez lata celebrowali z mężem codzienne zwyczaje. To zwyczajna rodzina ze zwyczajnymi problemami, które zawsze wspólnie rozwiązywali, kierując się mądrym sercem. i dlatego byli tak niezwykłymi bohaterami. Gdy syn Marcin znalazł się w poważnych tarapatach, Zosia odpowiednio zareagowała – do miłości włączyła mądrość, żeby wyzwolić w synu siłę do wyjścia z kłopotów, do walki o rodzinę. Każde doświadczenie mogło czegoś nauczyć. A rozwaga zawsze wskazana. „Na zaufaniu i szacunku opierają się wszystkie związki, każdy ich aspekt. Kiedy braknie tych dwóch wartości, relacja sypie się bardzo szybko”.
 
Przed bohaterami obydwu wątków Wigilia, Boże Narodzenie – ten szczególny czas pełen magii, radości, miłości, wybaczenia, wzajemnego zrozumienia, refleksji, przemyśleń. To najbardziej rodzinne święta w roku. A przecież cuda się zdarzają. Jak przebiegła kolacja wigilijna u bohaterów powieści? Czy aktorka zrozumiała wreszcie, co w życiu jest najważniejsze a czego należy się wystrzegać? Czy poczuła prawdziwą magię świąt? A czy Marcin uratował swoją rodzinę?  Czy udało mu się rozwiązać problem z Jurkiem? Czego nauczyło go to doświadczenie? A jakiego ważnego odkrycia dokonała Zosia?
 

„W ciągu życia istnieje wiele nowych początków. Ile się chce. człowiek sam ustala ich liczbę. zawsze można się podnieść i zacząć od nowa. Nawet kilka razy w ciągu jednego dnia. Zawrócić ze złej drogi, zmienić zdanie, zawód, miejsce zamieszkania, przyjaciół, nawyki. Nikt nie może człowiekowi tego zabronić. Tylko on sam”.

 
Powieść bardzo mi się podobała. Czytało się ją lekko i szybko. Wiem, że z uwagi na jej przesłanie, będę do niej wracać, kiedy zabraknie mi siły do rozwiązywania problemów. To magia Świat sprawiła, że żal mi było Sylwii i  znalazłam usprawiedliwienie dla jej postępowania jako Amelii Diamond.  Tylko jeden wieczór stał się aż jednym wieczorem wigilijnym, w którym bohaterowie uświadamiają sobie, co jest w życiu najważniejsze i że każdy błąd można naprawić.
 

„Ale nie każdemu jest łatwo w ten piękny czas. Problemy stają się bardziej widoczne, a braki mocniej bolą. na każda ranę jest jednak plasterek, trzeba tylko dobrze zaopatrzonej apteki, jaką jest mądre serce”.  

 
Nie można stawać szczęściu na drodze. Zawsze trzeba mieć nadzieję.  I na tym polega swoisty fenomen tej świątecznej opowieści    wyjątkowej, pełnej miłości i ciepła.
 
Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

 

„Szczęście za horyzontem” – Krystyna Mirek (#MamaDropsaCzyta)

Read More
 

 Krystyna Mirek, Szczęście za horyzontem, Wydawnictwo Edipresse 2018.

 
Spalone mosty to najlepszy w życiu start.
Za horyzontem wielka korona gór…
 
Uwielbiamy rodzinnie piosenki Budki Suflera, towarzyszą nam we wspólnej drodze przez życie już 34. rok a nawet dłużej. Wers piosenki zamieszczony w opisie sprawił, że niecierpliwie czekałam na książkę, aby przekonać się, czy czasem spalone mosty to najlepszy początek… Jak zawsze każda nowa książka Krystyny Mirek bardzo mnie cieszy.
 
Główni bohaterowie Justyna i Janek pochodzą z dwóch światów. Justyna żyła w luksusach, miała świetną pracę, towarzystwo, pasje, marzenia, ulubione rozrywki. Była szczęśliwa, miała partnera Sławka, z którym wynajmowali apartament. Niczego im nie brakowało. Czekali na narodziny bliźniąt. Właściwie to ona pragnęła dziecka. I nagle, w ułamku sekundy zawalił się jej świat. Justyna wracała do domu ze spotkania z koleżankami. Jechała szybko, cała w skowronkach po udanej imprezie, na której wypiła dwie lampki wina, by zapomnieć o znoszonej z ogromnym trudem ciąży. Doszło do tragedii, a ogromne poczucie winy rozrywało serce zrozpaczonej kobiety. Wpadła w depresję, zobojętniała dla świata, Sławek się wyprowadził, bo miał dość. Postanowił zacząć nowe życie. Justyna chciała wyjechać, odwiedzić po 10 latach babcię, opowiedzieć jej o wszystkim. Była skłócona z rodzicami, zawsze najlepiej się dogadywała z babcią. Uważała mamę za zimną kobietę pozbawioną uczuć marzeń, pasji, ambicji. Jak można się cieszyć z siedzenia w domu, gotowania, sprzątania, prania? To zbyt monotonne dla Justyny. Wyprowadziła się więc z Warszawy. Dobrze, ze jesteś – powitała ją babcia. Wysłuchała zrozpaczonej wnuczki, ale cuda to nie jej działka. Poradziła, że poczucie winy może zmniejszyć tylko zadośćuczynienie – pokuta, kara, która komuś przyniesie coś wartościowego, wielkie dobro. Wybór padł na rodzinę – zaniedbanego mężczyznę z trojgiem biednych dzieci, którą przypadkiem spotkała po drodze w sklepie. Należało ją tylko odnaleźć.
 
Janek Małecki po śmierci żony sam zajmował się wychowaniem trojga dzieci. Nie zawsze mu to wychodziło, ponieważ od rana do nocy pracował. Mimo to znajdował się w niezwykle trudnej sytuacji finansowej, większość pensji pochłaniały  długi z przeszłości. Stąd też w biednym domu często gościł głód. Rodzina żyła bardzo skromnie. Dzieci sprawiały wrażenie bardzo zaniedbanych. Same sobą się opiekowały. Najstarszy Wiktor miał za dużo obowiązków domowych, często zaniedbywał szkołę. Wieczorem padał na twarz zmęczony. Bardzo chciał, by ktoś im pomógł. By zdarzył się cud. Sam przecież był dzieckiem. Babcia niechętnie im pomagała. Zresztą dzieci nie czuły się z nią bezpieczne. Tę rodzinę w sklepie spotkała Justyna. Los sam postawił na jej drodze rozwiązanie, zdobyła wiec adres od ekspedientki i postanowiła być przez dwa lata służącą, pokorną, pracowitą, wyrozumiałą i serdeczną. Każda z tych cech kojarzyła się jej z najgorszymi aspektami codzienności. Z kurami domowymi, straconym życiem i przegraną. Rodzina ta była dla niej tylko pokutą, lekiem, aby zagłuszyć skowyt duszy, nieugaszoną tęsknotę. Udało się jej dzięki dzieciom przekonać Janka, aby zgodził się na jej pomoc w opiece nad dziećmi i prowadzeniu domu. Najmłodszy Leoś był chory i szczególnie potrzebował kogoś. I odtąd każdy dzień Justyny wypełniony był ciężką, fizyczną pracą związaną z zaprowadzeniem ładu w domu, nakarmieniem dzieci, zajęciem się nimi w bardzo trudnych warunkach. Jedynym bonusem były dla niej piękne wschody i zachody słońca i zapierająca dech w piersiach panorama rozciągająca się wokół domu. Góry mieniły się najpiękniejszymi kolorami jesieni. W trudnych momentach sięgała wzrokiem za horyzont, bowiem znalazła się po jego drugiej stronie. A nie było to łatwe. Znalazła też ulubione miejsce w zapuszczonym ogrodzie – kamienną ławeczkę, skąd mogła patrzeć na góry. Z czasem poczuła, że to miejsce ją pociągało. Zaczęła marzyć o pięknym owocowym sadzie, w którym drzewa będą rosnąć i owocować zgodnie ze swoją naturą.  Justyna i Janek spotkali się w momencie, w którym każde z nich sięgnęło dna i nie wiedziało, jak się od niego odbić. Czy to tylko przypadek sprawił, że się spotkali? Z czasem ten najgorszy ojciec świata z okropną i odpychającą miną potrafi odczuwać i mówić o swoich marzeniach. To kłopoty, zmartwienia go przytłaczały. Dzięki Justynie nie stracił dzieci, ale bał się, że któregoś dnia ona odejdzie. Dzieliło ich wszystko, pochodzili z innych światów. A zderzenie tych odmiennych światów sprawiło, że  ich życie na zawsze się odmieniło. Dla Justyny do niedawna szczęściem było błogie lenistwo na egzotycznej plaży, zawodowe wyzwania, rozwój osobisty. A teraz ta ławeczka kamienna zarośnięta chwastami to dla niej najlepsza terapia, czuła satysfakcję ze spełnionej pracy i w jej sercu pojawiło się uczucie, że znajduje się we właściwym miejscu. Szczęście wśród chwastów!             
 
Czuła się bardzo dobrze. Dzięki niej rodzina Janka najtrudniejsze chwile miała już za sobą. Za rodzeństwem ciągnęła się zła opinia, bo dzieci chodziły do szkoły zaniedbane, nieprzygotowane, najstarszy syn Wiktor z trudem uzyskiwał promocję do następnej klasy, córka Emilka miała kłopoty z nauką, ojciec rzadko pojawiał się na wywiadówkach, czteroletni Leoś nie lubił przedszkola, był chorowity. Wiele zmieniły rozmowy z Jankiem, który w pełni był świadom swojej biedy – głodnych, brudnych, zaniedbanych dzieci, mających ogromne problemy z nauką. Nie mógł rzucić pracy. Był wykończony, poddał się. A gdyby jeszcze stracił dzieci, już nigdy by się nie odbił od dna. Rozmowa z Justyną go oczyściła, zmieniła. Okazał się wrażliwym, kochającym i mądrym życiowo mężczyzną, mimo że cierpiał z miłości do dzieci. Podczas tych wspólnych rozmów można było dostrzec między bohaterami podobieństwo dusz.
 
Wieczór był piękny. Ostatnie tchnienie ciepłej jesieni. pachniały zioła. Księżyc jasno oświetlał łagodne zbocza gór. Natura robiła wszystko, co w jej mocy, by dwoje młodych ludzi poczuło naturalny instynkt, który nakazuje łączyć się, kochać, czasem nawet nie znosić nawzajem, ale być razem. ta magia wciąż działała całkiem sprawnie.
 
Justynę cieszyła pełna zadań matczyna rzeczywistość, odzyskała równowagę psychiczną, pojawiły się nawet motyle w brzuchu. Czy to właśnie była miłość? Janek był pełen podziwu dla Justyny, widząc uśmiechnięte i szczęśliwe dzieci. a one odpłacały jej wdzięcznością.  To, że nie krytykowała go, nie oceniała, potrafiła wysłuchać, dać szansę , sprawiło, że i on odważył się zmienić pracę. Postanowił przestać żyć byle jak, bo czasem spalone mosty to najlepszy w życiu start, jak w piosence jego ulubionej Budki Suflera. Czy udało mu się znaleźć nową pracę? Kto pojawił się we wsi, by zburzyć spokój Justyny? czy spełnią się marzenia Justyny? Czy w  domu Janka pojawi się wreszcie to obiecywane tyle razy szczęście ?
 
Życie jest niczym górska rzeka. Potrafi się toczyć leniwie i przewidywalnie, łagodnie błyskając w słońcu gładką powierzchnią wody, ale  umie też nieźle przyspieszyć z powodu gwałtownych opadów i tworzyć głębokie wiry, o jakie nikt jej nie podejrzewał. Podobnie jest z codziennością. Czasem w ciągu kilku dni dzieje się więcej niż przez lata. (…) Cisza górskiej okolicy sprzyjała refleksji…
 
Oto garść moich refleksji po lekturze. To istotnie niezwykła historia, w której Pisarka pokazuje, jak bardzo można się pomylić, sądząc po pozorach. Warto też marzyć, aby nasze życie nabrało blasku. Należy też odważnie ruszyć za horyzont, wytężyć wzrok, by dostrzec to, czego nam najbardziej brakuje. W związku ważna jest rozmowa. Nie należy oceniać, krytykować, ale słuchać i dawać szansę.   Akceptacja i zrozumienie dodaje każdej ze stron skrzydeł. I nad tym muszę popracować! Są takie chwile, że nie można odpuścić, ale trzeba reagować błyskawicznie i mądrze. Krystyna Mirek nie ocenia bohaterów, przedstawia ich trudny los, zmuszając nas do refleksji, przeżywania feerii uczuć i emocji. A lekki styl mimo trudnego problemu sprawia, że powieść się pochłania. Człowieka może zrozumieć tylko drugi człowiek – to ważne przesłanie.
 
Ratujmy, co się da
Obróćmy jeszcze raz
Kalejdoskop
 

 

„Obca w świecie singli” – Krystyna Mirek (#MamaDropsaCzyta)

Read More
 

 

Krystyna Mirek, Obca w świecie singli, Wydawnictwo Edipresse, 2018.
#MamaDropsaCzyta
 
Z lubością sięgnęłam po najnowszą powieść Krystyny Mirek. To mistrzyni lekkiego pióra, ponieważ jej książki lekko się czyta, mimo że w każdej powieści pisarka porusza ważne problemy. „Obca w świecie singli” pomaga uporać się z problemem samotności, która ma wiele twarzy. Czytelnik znajdzie tu odpowiedź na pytanie: Czy można znaleźć szczęście i fajnie żyć na planecie singli? Czy można jednak czuć się , mimo wszystko, zupełnie obco w świecie singli? Często słyszy się o samotności w związku, w rodzinie, w tłumie. Zapędzeni ludzie nie mają czasu na pielęgnowanie więzi, na proste gesty, chwilę rozmowy. O co tak naprawdę chodzi w życiu? Czy można znaleźć złoty środek na dręcząca samotność?
 
Na początku powieści poznajemy Karolinę Mazur – dość atrakcyjna zadbaną kobietę, która z wykształcenia jest florystką, mamą 5-letniej córeczki Lenki, kobietą zafascynowaną swoim partnerem. Patryk to wesoły, namiętny energiczny facet, ale ciągle nieobecny w domu z uwagi na pracę. Od czterech lat prowadził bowiem restaurację Lawendowy Zakątek, którą babcia zapisała w spadku Karolinie. Zakochana bohaterka ciągle tęskniła, żyjąc na co dzień wspomnieniami ich wyjątkowej miłości, a najbardziej nieobecność taty odczuwała Lenka. Partnerzy nie mieli nawet czasu na ślub. A przecież podejmując decyzje o wspólnym życiu, pragnęli razem przeżywać szczęście. Karolina pielęgnowała w głębi serca marzenie, że ukochany jej się oświadczy. Chciała mieć poczucie, że jest dla Patryka kimś wyjątkowym, jedyną miłością. Kobietą, z którą on chce być przez całe życie. Brakowało jej bardzo tej jednej romantycznej deklaracji ; „wyznania uczuć”. Marzenie Patryka z kolei zrealizowało się, marzył i prowadził własną restaurację. Miał jej wizję: „minimalne koszty, maksymalny zysk”. Do czego go to doprowadziło? Co stanowiło jego odskocznię od problemów? Jak to przeżyła Karolina, znalazłszy się nagle w świecie singli? Czy znalazła w kimś wsparcie?    
 
         Splot wydarzeń spowodował pojawienie się obok niej Jakuba, też singla, który w krótkim czasie wiele stracił i zawiódł się na najbliższych. Jego partnerka to Agnieszka Michalska, architekt krajobrazu, wywodząca się  z tych „Michalskich obok Wawelu”, którzy zasłynęli najlepszą restauracją w Krakowie. To największa miłość jej ojca Zygmunta. Agnieszkę poznajemy w chwili, w której zdesperowana postanowiła rozpocząć nowe życie z Martynką, pięcioletnią córeczką. Podjęła decyzję o wyjeździe nad morze, zostawiając przeszłość w Krakowie. Chciała w ten sposób zrobić na złość, ukarać Jakuba, kochającego ojca. Martynka była dla niego najcenniejszym skarbem. Za dużo pracował, ponieważ przyszły teść uczynił go swoją prawą ręką w restauracji i stale podwyższał poprzeczkę, jeżeli chodzi o wymagania. Agnieszka czuła się skrzywdzona przez swojego ojca pracoholika, za którym tęskniła w dzieciństwie, bowiem bardzo potrzebowała ojca. Nie chciała, by Martynka znalazła się w podobnej sytuacji. A była świadoma, że i tata, i dziadek szaleli za małą. Termin ślubu też był ciągle przekładany pod różnymi pretekstami. Jakie wydarzenie spowodowało, że Jakub przejrzał na oczy i postanowił walczyć może bardziej o córkę niż partnerkę? Jak zareagował w tej sytuacji przyszły teść? I wreszcie jaką lawinę wydarzeń to spowodowało? Czy Karolina i Jakub uwierzą kiedyś w miłość i odzyskają wiarę, ufność w drugiego człowieka? Na wszystkie pytania czytelnicy znajdą odpowiedź w powieści.
 
         Z galerii barwnych postaci na uwagę zasługuje Malwina, przyjaciółka Karoliny- pragmatyczna, zawsze twardo stąpająca po ziemi, udzielała przyjaciółce tylko dobrych, mądrych rad. Mimo że różniły się diametralnie pod względem charakteru, to wychowane na jednym podwórku, po sąsiedzku, bardzo dobrze się poznały, zaprzyjaźniły, rozstały się dopiero na studiach. Wciąż bardzo często się spotykały i zawsze wspierały. „Być singlem to fajna rzecz[…]”. Wolność, niezależność, czas tylko dla siebie, przyjemność, zabawa” – uważała Malwa. Ale czy naprawdę w życiu chodzi o to by być silną i niezależną? Jakie emocje ujawniła w końcu Malwina?
 
Karolina mogła też zawsze liczyć na pomoc Janki, matki Mikołaja, kolegi Lenki z przedszkola. Jej mąż pracował w Anglii, a Janka całymi dniami była z synem w domu. Matki nawzajem się wspierały, zajmowały się dziećmi, zabierały jedna do drugiej, żeby móc też i odpocząć, mieć chwilę dla siebie. Problemy sprawiły, ze stawały się sobie coraz bliższe.
 
„Czasem tak to jest, że człowiek, choć sprawia wrażenie bardzo niepewnego, gdzieś w głębi serca doskonale wie, czego chce, tylko boi się nawet sam przed sobą przyznać. Chodzi i prosi o radę tak długo, aż ktoś powie mu to, co od początku chciał usłyszeć”. 
 
Bohaterowie ze swojego pogmatwanego życia dzięki wzajemnemu wsparciu, pomocy dokonali pewnych dość istotnych zmian i wyciągnęli budujące wnioski na przyszłość.  Już wiedzieli, że „na swoje marzenia każdy musi pracować sam, a coś, co wydaje się czasem życiową szansą, może się okazać życiową pułapką”. Nie można iść, pędzić przed siebie, gonić przez życie bez cienia refleksji!
 
 I jeszcze na koniec: „Ponoć nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki, bo woda szybko odpływa. Ale czasem los daje ludziom kolejną szansę”. Kto ją otrzymał? Czy wszystkie sprawy ułożyły się gładko? Tego dowiecie się , biorąc książkę do ręki. Gorąco zachęcam. To książka na jeden, najwyżej dwa wieczory. Akcja bowiem toczy się wartko, świetnie wykreowane postaci, dużo mądrości życiowych, refleksji. Powieść jest napisana subtelnym, pełnym emocji językiem. Pochłania się ją, a nie czyta.      
 
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Edipresse!

 

„Światło o poranku” – Krystyna Mirek

Read More
 

 

tytuł: „Światło o poranku”
autor: Krystyna Mirek
seria: „Willa pod Kasztanem” (część 2.)
Wydawnictwo Edipresse cykl: #MamaDropsaCzyta

 

 
Światło o poranku – Krystyna Mirek
 
Bardzo chętnie sięgam po książki Krysi Mirek, „Mistrzyni lekkiego pióra”, ponieważ odpowiada mi ich bardzo ciepły klimat, kreacja bohaterów, wartka akcja i zawsze przyświeca  im jakaś głębsza refleksja, która powoduje, że się zatrzymujemy na chwilę. W czasie świątecznym wzruszyło i rozgrzało nasze serca Światło w cichą noc. Lektura uświadomiła nam, że miłość i bliskość są ważne nie tylko w Święta, ale i przez cały rok. A my żyjemy w pośpiechu, dziwimy się, że czas galopuje i nie możemy się w tym pędzie zatrzymać. Książka pomogła. Myślę, że wielu czytelników chciałoby się znaleźć w Willi Pod Kasztanem, by przy herbacie i cieście drożdżowym z jagodami w blasku świec porozmawiać o wszystkim z Babcią Kaliną, posłuchać jej rad, wskazówek, mądrych myśli-drogowskazów. ”Człowiek opoka. Osoba, która dla każdego ma dobrą radę i celne spostrzeżenie”. Wysoką cenę zapłaciła za życiową mądrość.
 
Wyjątkowa seria powraca
 
28 lutego Pisarka wraz z gronem Czytelników świętowała premierę cudnej książki Światło o Poranku, której okładka jest iście wiosenna. Zatęskniłam za klimatem, światłem, zapachami willi pod kasztanem, a przede wszystkim za babcią Kaliną. A książkę pochłonęłam!
 

„Każda nieszczęśliwa miłość jest inna. A jednak ludzie, którzy doświadczyli tego uczucia, dobrze się nawzajem rozumieją. Opowieści są różne, ale ból ten sam”.

 
Magda Łaniewska bardzo przeżywa rozstanie z wiarołomnym narzeczonym Konstantym, który zostawił ją , zawiódł, boleśnie zranił  w wigilijny wieczór. Bolało, bo dla narzeczonego i jego miłującej tradycję rodziny przygotowała wspaniałą kolację wigilijną. Tęskniła za nim i była w stanie mu przebaczyć, zapomnieć, bo był uosobieniem wymarzonego mężczyzny. Nie sprawdziła się jako kobieta. Po wykorzystanym zaległym urlopie musiała otrzeć łzy i wrócić do pracy w banku, w którym pracuje Konstanty, jego nowa wybranka serca Luiza Jarząbek, szefowa i gdzie wszyscy znali historię ich biurowej miłości. Szefowa dała się poznać załodze jako kobieta oschła, surowa, intrygantka, pozorantka, pełna zawiści. Wsparcie kochających braci, babci Kaliny i jej wnuków pomogło Magdzie zachować swoją godność. Wiedziała, że Konstanty nie dostanie od niej drugiej szansy, przecież nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Postanowiła włączyć sygnał ostrzegawczy, delikatnie jarzące się światełko, aby nie popełnić tego samego błędu. Podczas spotkań w kuchni babci Kaliny szczególnie polubiła wnuka Antka Milewskiego, życiowego rozbitka, za którego wszyscy trzymali kciuki, aby udało mu się znaleźć pracę i zakotwiczyć w willi. Czy zraniona Magda znajdzie w Antku kogoś bliskiego? Czy mu zaufa? Czy pomoże mu odnaleźć spokój, miłość i szczęście ? Czy sama otworzy się na miłość?
 
Siła braterskiej miłości
 
Michał i Bartek Łaniewscy to kochający bracia. Michał, jako najstarszy, był po tragicznej śmierci rodziców jednocześnie ojcem i matką dla siostry i brata. Z czasem stał się opiekunem, niańką, starszym bratem. Rzadziej bywał po prostu kumplem. Kocha ich bardzo, troszczy i  oczywiście bardzo się martwi. Bracia różnią się pod każdym względem, jednak… Obaj zakochują się w tej samej kobiecie. Michał nie potrafi o nią rywalizować z młodszym bratem, dla którego pragnie szczęścia. Strzała Amora okazuje się niezwykle ostra…
 

Miłość, raz zaproszona do domu, rozpanoszyła się na dobre i zaczęła dyktować warunki. nikt nie zakochiwał się w tym, w kim powinien. Z każdym dniem sprawy komplikowały się coraz bardziej, a pytania mnożyły”.

 
Kim jest ta dziewczyna? Jakie rozterki nosi w swoim sercu?  Dokąd ją to zaprowadzi? Jak dalej potoczy się ten miłosny wątek? Sięgnijcie po książkę, żeby znaleźć odpowiedzi na te pytania.
 
„Trzeba być odważnym i iść za głosem serca”.
 
W powieści zainteresowały mnie jakże różne pod każdym względem postacie dwóch matek. Dorota Mirska to matka Konstantego, żona despotycznego męża i ojca, który przygotował szczegółowy plan na życie rodzinie, aby nie potrafiła samodzielnie myśleć. I udało mu się, bo syn boi się zatrzymać i pomyśleć. Matka natomiast uważa, że Magda była życiową szansą dla syna, mogła mu dać wiele pozytywnych uczuć. Ale on pędził na szalonej karuzeli życia uruchomionej przez ojca i nie wiedział, czego tak naprawdę chce. Aż energetyczny związek z Magdą spowodował, że zaczął czuć się sobą. Ale to zaprzepaścił. Dorota, która zawsze stała po stronie męża, próbuje uświadomić synowi, że dokonał złego wyboru. Powinien kierować się głosem serca, czego i ona się dość późno nauczyła.  Najwyższy czas wyzwolić się spod jarzma bezdusznego ojca i męża – cynika i twardziela. Poczyniła ku temu pierwsze kroki, próbując się dogadać. Dorota – świetna kucharka, strażniczka domowego ogniska, robot kuchenny, automat do prania – w takich kobietach nie zakochują się mężczyźni. Wybierają natomiast pełne uroku, wdzięku, tajemnicy. Lecz Mariusz Mirski nie miał pojęcia, gdzie się kupuje towar pod tytułem miłość! Dorota po prostu pasowała mu do jego planu na życie. Nie wyobrażał sobie jej odejścia. Czy Dorocie i Konstantemu uda się zbuntować i wyzwolić? Czy życie rodziny zmieniło się na lepsze? Czy Mariusz Mirski znalazł drogę do uczuć, którymi mógłby obdarować najbliższych?
 
Różne kreacje matczynej miłości
 
Pisarka ciekawie wykreowała postać Patrycji – drugiej matki, kobiety, która rozbiła małżeństwo, sama prowokowała niezbyt pochlebne opinie o sobie, wyzywająco się ubierając i przywiązując  zbytnią wagę do wyglądu. Potrafiła korzystać z życia pełnymi garściami. Miała zbyt lekką rękę do wydawania pieniędzy. Sąsiedzi znali ją tylko ze złej strony. Nigdy nie skalała się pracą, zaniedbywała obowiązki domowe. Główne jej zajęcie to oglądanie seriali i rozpamiętywanie przeszłości. Aż wreszcie powrót córki po dłuższej nieobecności i szczera rozmowa, krok po kroku, pozwalają znaleźć klucz do wnętrza Patrycji, do tego, co tak naprawdę czuje. Czy Patrycja podejmie decyzję o  lepszym życiu? Kto ją do tego namówi i przekona?
 

„Nigdy nie oceniaj ludzi po pozorach”. „(…) wydaje mi się, że miłość do tego się właśnie sprowadza. Zwłaszcza macierzyńska. Do troski w małych codziennych sprawach, tych nudnych i niepowtarzalnych. Nie do wielkich słów od czasu do czasu”.

 
Sięgnijcie po książkę! Naprawdę warto, tyle w niej różnych uczuć i emocji, mądrości życiowych. Nie wspomniałam tu nawet o bohaterce z okładki i o jej przeżyciach, poszukiwaniu szczęścia i miłości – musicie ją poznać!  Jestem przekonana, że pojawi się trzecia część serii Willi pod Kasztanem.
 
Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

 

„Światło w cichą noc” – Krystyna Mirek

Read More
 
tytuł: „Światło w cichą noc”
autor: Krystyna Mirek
seria: „Willa pod Kasztanem”
Wydawnictwo Edipresse

 

liczba stron: 352
 
 
Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!
 
 
 
 
 
 
Światło, które przychodzi nocą
 

Bożonarodzeniowa gorączka jest równie groźną chorobą, jak ta, która opanowywała kiedyś poszukiwaczy złota. Skutkuje takim samym oszołomieniem, niezdolnością do podejmowania racjonalnych decyzji i stadnym pędem nie wiadomo właściwie za czym (s. 23).

 
Mam wrażenie, że opisywana przez Krystynę Mirek gorączka zaczyna rosnąć już na początku listopada. Znicze i kwiaty idealne na cmentarz na sklepowych półkach zastępują Mikołaje, bombki i choinki. Rozpoczyna się wyścig, wielkie odliczanie. I obowiązkowa nerwówka – czy zdążę z porządkami? Czy na pewno kupiłam prezenty dla wszystkich członków rodziny? Czy ilość potraw okaże się wystarczająca? W rytm Last Christmas i Jingle Bells pędzimy. Za czym? Niestety, czasem nie do końca wiemy… Światło w cichą noc pomaga się zatrzymać. Zmusza do refleksji. To idealna lektura nie tylko na okres Bożego Narodzenia. Autorka, dzięki bohaterom, przypomina, że to miłość i bliskość są najważniejsze – i w Święta, i przez cały rok.
 
Wyzwanie pachnące choinką i piernikami
 
Magda Łaniewska i  jej dwaj bracia stają przed naprawdę wielkim wyzwaniem. Po zaręczynach dziewczyny z przystojnym, bajecznie bogatym i pochodzącym z domu z tradycjami Konstantym, postanawiają złamać tradycję i nie spędzać Świąt w ciepłych krajach. Palmy, piasek i słońce wyjątkowo zamieniają na mroźny Kraków, mały jednorodzinny dom i tradycyjną wieczerzę. Na wigilię muszą przygotować nie tylko potrawy czy wystrój, ale przede wszystkim własne serca. Wracają do dzieciństwa, do tragicznego wieczoru, który na zawsze zmienił ich życie. Pytanie tylko, czy Konstanty jest warty tak diametralnych zmian? A może zmiany są konieczne nie tylko ze względu na zaręczyny, ale po to, by pójść dalej??
 
Nie wierz nigdy kobiecie…
 
Wokalista Budki Suflera miał rację, ale Antek Milewski przekonał się o tym zdecydowanie za późno. Po latach, z podkulonym ogonem i dosłownie z jedną parą skarpetek w plecaku, wraca z wielkiej stolicy do rodzinnej Willi pod Kasztanem. Babcia Kalina – skarbnica dobrego słowa, życiowych rad i pełnego miłości uśmiechu, przyjmuje wnuka marnotrawnego z otwartymi ramionami. Choć Antek uparcie chce zacząć wszystko od nowa, by zamknąć pewien rozdział życia, musi zmierzyć się z przeszłością. Dorosły nie potrafi wybaczyć zmarłemu ojcu pewnej decyzji – wyboru, który zaważył na losie wielu ludzi. Czy z pomocą babci i uroczej młodej damy rozwiąże tajemnice z przeszłości i zazna odrobinę upragnionego spokoju?
 
Mistrzyni drugiego planu
 
O tej bohaterce wydawca nie wspomina w nocie. Uznałam jednak, że zasługuje na krótkie przedstawienie. Bo takich kobiet jak ona jest wiele. Kobiet skupionych na wypełnianiu codziennych obowiązków, które zapominają o własnych potrzebach, marzeniach i uczuciach. Zapominają, a czasem wręcz nie mogą ich realizować. Dorota ma wszystko – troje zdrowych dzieci, bogatego męża, dom i ogród jak z bajki. Nie musi pracować, na wszystko ją stać. Królowa? Tylko pozornie. Tak naprawdę dla domowników jest służącą, która nie zasługuje nawet na „dziękuję”. Cierpliwie dba o podniebienia domowników, serwując wystawne kolacje i kilkudaniowe obiady. Do czasu. Nie jest w stanie ignorować wewnętrznego krzyku i tęsknoty za miłością. Tylko co na to mąż – pan domu i reżyser spektaklu, w którym Dorota gra fundamentalną wręcz rolę?
 
Bestsellerowa autorka znowu w akcji!
 
Światło w cichą noc to powieść nie tylko o świętach. To przede wszystkim historia ludzi, którzy robią rachunek sumienia. Wracają do przeszłości, by rozpocząć kolejne etapy życia. Pragną katharsis – dla siebie i dla swoich bliskich. Zrzucają maski, pokazują prawdziwe twarze. Twarze wystraszone, tęskniące, pragnące prawdziwej miłości i ciepła.
 
Mistrzyni lekkiego pióra
 
Chcecie poznać cechy charakterystyczne tej powieści Krystyny Mirek? Na pewno wartka akcja, ciepły humor, życiowe obserwacje i zapadające w pamięć cytaty. Autorka o sprawach poważnych pisze lekko. Dzięki temu książka nie jest przytłaczająca – czyta się ją, a właściwie pochłania w dwa popołudnia. Rozbudowane, także świąteczne opisy nie nużą czytelnika. Wręcz przeciwnie – wprowadzają w magiczny czas Bożego Narodzenia. Czuć zapach pierników i choinki, słychać trzask drewna w kominku… Cieszę się, że Światło w cichą noc to dopiero początek serii Willa pod Kasztanem. Z niecierpliwością oczekuję kolejnej premiery. Na szczęście luty i Światło o poranku są już blisko!
 
Światło w cichą noc – zapal je w sobie!
 

 

 

Tą książką rozpoczęłam sezon na czytanie tzw. świątecznych powieści. To był bardzo dobry początek! Gorąco polecam Wam Światło w cichą noc. Historie Magdy i Antka poruszają i wzruszają. Grzeją serca w zimowe wieczory. Chwilami bawią i przede wszystkim uczą – miłości i wybaczania. Sobie i innym. To zawsze trudna, ale warta odrobienia lekcja.