„Niebieskie motyle” – Anna Sakowicz (#MamaDropsaCzyta)

Read More
niebieskie motyle

Anna Sakowicz, Niebieskie motyle, Wydawnictwo Edipresse 2020.
#MamaDropsaCzyta

Za nami 23 lutego – Dzień Walki z Depresją. To okazja do lektury artykułów, których tytuły w prasie kobiecej, w Internecie przykuwają naszą uwagę i nas wołają: „Epidemia depresji”, „Dajmy sobie prawo do przeżywania smutku”, „Depresja u nastolatków” czy też „Wiosenna depresja”. Jesteśmy „narodem smutasów” i zbyt często używamy zwrotu „Mam depresję”. A przecież w życiu człowieka „radość się z troską plecie”. Nie każdy smutek jest depresją, to emocja jak każda inna, nie unikniemy go w życiu, on nas ogarnia i niejedno ma imię. Trzeba go przyjąć, zaakceptować, przeżyć, nie wolno zamieść pod dywan, bo skumulowany wróci do nas i zamieni się w depresję. I tego też trzeba być świadomym, aby w porę poszukać dobrego specjalisty. Pisarka Anna Sakowicz, której pióro bardzo cenię za poruszanie ważnych i trudnych tematów, przy okazji tego dnia poleciła Czytelnikom bardzo mądrą i niełatwą powieść „Niebieskie motyle” (premiera 12 lutego). Książka przyciąga wzrok piękną okładką – śliczna dziewczyna o rozmarzonych oczach, z lekkim uśmiechem na twarzy, dookoła fruwają niebieskie, motyle, zieleń, białe kwiatki i intrygujące, kontrastujące słowa: „Nie wszystko jest tym, czym się wydaje”. Czy zatem pozory często nas mylą? Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Edipresse Książki przeczytałam książkę i pragnę się podzielić z Czytelnikami swoją opinią.

Bohaterkami powieści są trzy siostry Mazurówny: Ania, Gosia i Matylda, które w dzieciństwie zawarły tajne przymierze po obejrzeniu filmu o trzech muszkieterach. „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” – każda powtórzyła słowa przysięgi, Ania je zapisała a siostry przypieczętowały odciskiem palca umoczonym w farbie plakatowej. Następnie rotę zakopano w pudełku w ulubionym miejscu na podwórku. Siostry Mazur zawsze razem! Czy dotrzymały słowa, idąc już osobno przez dorosłe życie po założeniu swoich rodzin? Najmłodsza Matylda (stewardesa) uciekła i zamieszkała w Londynie, Gosia (malarka) w Chełmnie, a Ania (nauczycielka) w Szczecinie. Pewnego dnia Ania zadzwoniła do Matyldy, że zniknęła Gosia. Siostry natychmiast przyjechały do Chełmna i rozpoczęły poszukiwania. Okazało się, że niewiele wiedziały o swoim życiu mimo dobrego kontaktu. Tak im się przynajmniej wydawało. Podczas poszukiwań odkrywają wiele tajemnic z życia malarki. Wszyscy się zastanawiali, czy jej zniknięcie nie jest artystycznym happeningiem.  Dlaczego na ostatnich obrazach pojawiły się niebieskie motyle? Skąd i po co motyle przyszpilone w niewielkich gablotkach? Dlaczego ostatnio malowała wszystko na niebiesko? Czy Małgorzata żyje?

Do grona sióstr dołączyła przyjaciółka Michalina, też artystka. Często podczas rozmów, które przybierały postać werbalnej walki na ringu, obrzucania się błotem Michalina dowiadywała się czegoś nowego o przyjaciółce. A z kolei siostry podczas kłótni, gdy dochodziły do głosu nagromadzone przez lata emocje, uświadamiały sobie, jak wiele jest dziur w ich wzajemnych relacjach. Do tej pory tego nie dostrzegały, do czego doprowadziła zawiść, zazdrość, niedomówienia. Anna Sakowicz wprowadziła mnie do świata bohaterek, dołączyłam do ekipy poszukującej Gosi, błądziłam z nimi w labiryncie życia, uświadamiając sobie, jak niewiele wiemy o najbliższych a pozory często mylą. Pisarka niczego nie wyjaśnia, nie komentuje, czytelnik sam będzie musiał znaleźć odpowiedź na nurtujące go pytania podczas lektury. Niedomówienia, siostrzana zazdrość, tajemnice, sekrety, gra pozorów zniszczyły właściwe relacje. Żyjąc w świecie swoich problemów, bo życie wciąż zaskakuje nas swoim scenariuszem, nie dostrzegamy problemów innych. Czy taka postawa świadczy o egoizmie? A z drugiej strony czy możemy wchodzić z butami w życie prywatne, intymne innych ludzi, nawet nam bliskim. Czy to nie jest wścibstwo? Znalezione leki Gosi rzuciły inne światło na sytuację, sprowokowały do zwierzeń najstarszą siostrę. Przecież wszystkie miały problemy!

– Słuchaj, a jak to jest, kiedy ma się depresję? – spytałam.
– Nie wiem – odparła. – dopiero się poznajemy(…)
– Jak to możliwe, że dopadło właśnie ciebie? Nie leżysz przecież, jesteś aktywna.
– A co ty myślałaś, że depresje się ma od leżenia?
– Yhym – mruknęłam. – W filmach zawsze się wtedy leży.

(…) wydaje mi się, że depresja jest jak kameleon, nie wiem, jaką formę przybierze za chwilę, a dodatkowo ciągle towarzyszy jej niepokój, jakby ona nie mogła bez niego istnieć. To jest taki irracjonalny lęk, sama nie wiesz, dlaczego się boisz, choć to cię kompletnie paraliżuje. (…) a samotność? Masz takie poczucie, że ze wszystkim jesteś sama?- spytałam. – tak, nawet jak masz wokół siebie ludzi, to wewnątrz czujesz się samotna. Jesteś jak kamyk pośrodku oceanu. Leżysz na dnie i przez tafle wody oglądasz świat, a koło ciebie przepływa życie. I nawet czasami ani cię to grzeje, ani ziębi.(…) Masz poczucie, że nawaliłaś, że jesteś słaba i jeżeli nie dajesz rady, to znaczy, że jesteś do niczego. A inni jeszcze dołożą ci, że nie doceniasz tego, co masz, że użalasz się nad sobą i nie potrafisz wziąć się w garść(…) 

Jest to bardzo przytłaczające, tłamsi, gasi nawet małe promyki radości. Anna Sakowicz porusza trudny ale jakże ważny temat, na który odpowiedź usiłują znaleźć siostry. Czy im się to uda? Czy w końcu prawdziwa rozmowa i wzajemne wsparcie uzdrowią ich relacje? Jakie jeszcze tajemnice wyjdą na jaw? Zakończenie historii jest niezwykle zaskakujące. Anna Sakowicz napisała bardzo interesującą książkę, którą trudno zaszufladkować pod względem gatunkowym. Jest to powieść psychologiczna z elementami obyczajowej, kryminalnej, są sytuacje dramatyczne jak i opisane z humorem. Dlatego też czyta się z dreszczykiem emocji. Ukazała w niej ciekawe portrety psychologiczne bohaterów. Narratorką jest tu najmłodsza siostra Matylda. Początek i koniec jak klamra spina opis sytuacji z dzieciństwa – nocne spisywanie tekstu tajnej przysięgi, udokumentowanie tego „pieczęcią”. Powieść czyta się bardzo szybko, jak dobry kryminał, a chwilami nawet thriller. Jest podzielona na rozdziały, z których każdy rozpoczyna parafraza fragmentów „Boskiej komedii” Dantego, dodają one dramatyzmu. Myślę, że podzielę zdanie niejednej Czytelniczki, że we wzajemnych relacjach siostrzanych, małżeńskich, przyjacielskich czy partnerskich bardzo ważna jest szczera rozmowa, bo pozory mogą mylić, częsty kontakt, wzajemne wsparcie, pielęgnowanie więzi. Depresja nie powinna być tematem tabu, w porę zdiagnozowana daje ogromna szansę na wyleczenie. Tak jak do tanga trzeba dwojga, tak dwie strony musza wyrazić chęć do rozmowy, nie może ona być monologiem jednej strony, bo druga zbudowała mur, lub stwarza pozory.

Wydawnictwu Edipresse Książki dziękuję serdecznie za egzemplarz powieści do recenzji.

„Dogonić miłość” – Anna Sakowicz (#MamaDropsaCzyta)

Read More
 

 

Anna Sakowicz, Dogonić szczęście, Wydawnictwo Edipresse 2019.
#MamaDropsaCzyta
 
24 kwietnia 2019 roku miała swoją premierę wyczekiwana przeze mnie książka Anny Sakowicz „Dogonić szczęście”, 2. część „Planu Agaty”. Poznajemy w niej dalsze losy dwóch zwariowanych sióstr Żółtaszek.
 
Agata, starsza z nich, próbuje realizować kolejne punkty planu. Chce być jak Bridges Jones, czyli w ciągu trzech lat schudnąć, znaleźć księcia z bajki i urodzić dziecko. Ku jej wielkiemu zaskoczeniu a radości reszty rodziny już w kilka miesięcy zrealizowała dwa punkty planu. Spodziewała się dziecka, więc cały trud odchudzania poszedł na marne. Najgorzej było z księciem z bajki! Co prawda był ten jedyny, ale to nie on był ojcem dziecka tylko były chłopak, z którym poszła na wesele… Oczekiwanie na dziecko zbliża ich do siebie – przyszły tata staje na wysokości zadanie. Ale… Tu sytuacja się skomplikowała, ponieważ znowu między Emilem a Agatą ktoś się pojawił. Kim była ta osoba? Czy istotnie stanowiła zagrożenie dla związku? Wreszcie – co z miłością – realizacją ważnego punktu planu Agaty? O tym się dowiecie, sięgając po książkę.
 
Co słychać u młodszej siostry Poli? Dziewczyna jak zwykle wzięła sprawy w swoje ręce. Dopuściła się z koleżanką aktu wandalizmu, tj. przebiła gwoźdźmi opony w aucie byłego chłopaka Anety. Groźba kary jej nie przerażała. Okazało się, że sprawa została nagłośniona w gazecie. Nie ma tego złego, żeby na dobre nie wyszło. Incydent przyczynił się do tego, że Pola po burzliwej dyskusji z rodzicami uzyskała zgodę na usuniecie parasola ochronnego, przecięcie pępowiny, czyli na samodzielne zamieszkanie. A jak nie dam rady?, pomyślała. Zawsze przecież mogła liczyć na pomoc rodziców i siostry.
 
Zastanawiacie się, jak rozwinęła się znajomość Poli z Robertem? Chyba jednak nie zaiskrzyło między nimi… Natomiast wokół bohaterki zaczął pojawiać się policjant, który ją przesłuchiwał. Mało tego okazał się sąsiadem w nowym bloku. Znajomość zaczęła się rozwijać…
 

Pierwszy raz od śmierci Pawła poczuła, że to może być ktoś bardzo ważny w jej życiu, choć bała się coraz bardziej. Czy będzie dla niego wystarczająco atrakcyjna? Czy wózek nie zniekształci jej kobiecości? (…) Jestem kobietą. Jestem seksowną kobietą”.

 
Jak potoczą się dalsze losy sióstr? Czy dogonią miłość i znajdą szczęście, na które, zakładając się, postawiły aż całe trzy złote? Zachęcam do sięgnięcia po książkę!
 
Anna Sakowicz napisała fantastyczną powieść, którą się pochłania dzięki lekkiemu stylowi, świetnemu językowi z dużą dozą humoru. Bohaterki – zwariowane siostry Żółtaszek, wspaniale wykreowane. Pisarka pokazała nam siłę dwóch sióstr, mocną więź, miłość siostrzaną, która jest lekiem na doskwierające im problemy: samotność, tęsknotę za miłością, szczęściem. mimo lekkiego stylu książka porusza poważne problemy, skłaniające nas do pewnych przemyśleń, refleksji. Ze względów osobistych ujął mnie problem osób z niepełnosprawnością. Dziękuję Pisarce za postać Poli. Wózek inwalidzki nie jest przeszkodą do tego, żeby w życiu dogonić szczęście, miłość. Potrzebna jest mocna wiara, optymizm, wsparcie rodziny, przyjaciół, marzenia, pasje. Wtedy żyje się „normalnie”, ale są i chwile, kiedy dopada smutek, lęk. Pola żyła w świetnie usytuowanej rodzinie, mogła liczyć na pomoc rodziców w każdej sytuacji. Nie zaznała tego Basia, koleżanka Poli, też na wózku, bez pracy, bez żadnych szans na poprawę swojego losu. Ale od czego się ma przyjaciół? Agata napisała doskonały artykuł, dziewczyny postarały się o pomoc finansową w urzędzie, fundacji i los Basi się odmienił. Przestała być więźniem w swoim mieszkaniu na piętrze. Wózek także nie może być więzieniem, bo naturalną potrzebą człowieka jest poczucie wolności. W całej tej cholernej niepełnosprawności mamy cholerne szczęście. W realu nie jest tak różowo, ale powieść napełnia optymizmem. Przyjaciele mogą odmienić życie osoby z niepełnosprawnością. Poruszył mnie bardzo problem nadopiekuńczej mamy, bowiem i mnie on dotyczy. Ta nadopiekuńczość, moim skromnym zdaniem, wynika z miłości, troski, chęci pomocy dziecku, chęci stworzenia „normalnego” życia. Bo miłość może wszystko, może i góry przenosić, napełnić mocą w walce z trudnościami , ograniczeniami codziennymi. Bo niepełnosprawne nogi nie równają się niepełnosprawnemu mózgowi  – i my rodzice jesteśmy tego świadomi. A posiadaczki niepełnosprawnych nóg mają problemy ze znalezieniem pracy, rozwojem pasji, spełnianiem marzeń, pogonią za miłością i szczęściem, bo nie są świadomi tego ci, którzy mogą wpłynąć na poprawę ich sytuacji. Obraz strajkujących osób z niepełnosprawnością i ich rodziców mam wciąż pod powiekami. Nie można tych osób postrzegać przez pryzmat ich niepełnosprawności. Są to wspaniali ludzie, od których możemy się wiele nauczyć. Jako dumna mama wspaniałej Córki z niepełnosprawnością bardzo dziękuję Pisarce za rewelacyjną powieść.
 
I na koniec jeszcze cytat o sile miłości: 
 

A miłość chyba jednak czasami ma moc trotylu. -Zaśmiała się ze swojej metafory. – Wysadza w powietrze wszystkie przeszkody. (…) Miłość to najpiękniejsze, co się może w życiu przydarzyć. Bierz to uczucie pełnymi garściami i nie zastanawiaj się, co będzie jutro!

 
Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz powieści!

 

„Postawić na szczęście” – Anna Sakowicz (#MamaDropsaCzyta)

Read More
 

 

Anna Sakowicz, Postawić na szczęście, Wydawnictwo Edipresse 2018.
# MamaDropsaCzyta
 
Anna Sakowicz zachwyciła mnie książką Na dnie duszy. Niecierpliwie czekałam na  następną książkę Pisarki. A jest nią Postawić na szczęście, 1.t Planu Agaty. 
 
Tytułowa bohaterka, trzydziestosiedmioletnia dziennikarka, chce być jak Bridget Jones, ponieważ pełniejsza figura była jej utrapieniem od wielu lat. Nie udało się jej ukryć pod żadnymi workowatymi ubraniami. Nie wychodziło też  jej z facetami, ciągle trafiała na samych dupków. A ciotki ciągle jej przypominały, że zegar tyka… Ten cholerny zegar. Wymyśliła więc niezły plan: rok na schudnięcie, rok na złowienie faceta i rok na urodzenie dziecka, żeby wyrobić się do czterdziechy. Założyła się  z młodszą siostrą Polą, że w ciągu trzech lat to się jej  uda. Pola aż trzy złote postawiła na szczęście Agaty – złotówka za każdy zrealizowany punkt. Z powodu braku etatu w gazecie Agata zajmowała  się blogowaniem, pisząc o mało atrakcyjnych pracach. Była więc już babcią klozetową, operatorem karuzeli, petsitterką i woźną w szkole. Agata Żółtaszek chciała pokazać, że żadna praca nie hańbi a w każdej są wzloty i upadki. Jej popularność w sieci rosła, hejterów przybywało, stała się także rozpoznawalna. Pisała też dwa felietony w miesiącu do gazety.
 
Należy podkreślić, że Agatę łączy bardzo silna więź z Polą, lubią ze sobą spędzać czas. Pola po wypadku motocyklowym w wieku piętnastu lat porusza się na wózku inwalidzkim. Ale to zawzięta dziewczyna, więc po przełamaniu kryzysów i zwycięskiej walce z depresją była samodzielna, skończyła szkołę i studia, stała się wziętym grafikiem. Świetnie dawała sobie radę w życiu, zawsze aktywna – odkryła sport dla siebie, pełna pasji i życia. Żadnej taryfy ulgowej, żadnej litości! Agata dzięki siostrze nauczyła się większej empatii do osób niepełnosprawnych.
 
W chwili gdy poznajemy bohaterki, ich rodzice wybierają się za wielką wodę, do Kalifornii, świętować czterdziestą rocznicę ślubu a one postanawiają zorganizować jakiś kilkudniowy wypad do leśniczówki w Wirtach na Kociewiu, która okazała się istnym rajem. Dom pachniał drewnem i skórami. Podłogi przyjemnie skrzypiały, a wnętrze było urządzone w starym stylu.(…) Stary dom ewidentnie miał duszę i czuć ją było na każdym kroku. Agata odnosiła wrażenie, że słyszy westchnięcia i pomrukiwania historii. Dom do niej mówił, nie potrafiła tylko odczytać znaczenia tego przekazu. Dziewczyny aż zaniemówiły z wrażenia. Odpoczynek postanowiły połączyć z pracą, której efektem miał być album o arboteum ze zdjęciami Poli i opisami Agaty. Polę szczególnie zaintrygowała miejscowa legenda o założycielu arboteum  i jego synu do tego stopnia, że chciała koniecznie zwiedzić piwnicę leśniczówki, aby poszukać śladów z mrocznej przeszłości. Jak się skończyło nocne buszowanie Poli, miłośniczki tajemnic i niewyjaśnionych historii, po obcej piwnicy? Czy dokonała sensacyjnego odkrycia? Jak się zachował Andrzej, właściciel leśniczówki?
 
Agacie z kolei zakłócił odpoczynek Emil, eks chłopak, który zaczął do niej wydzwaniać, dręczony wyrzutami sumienia po ich rozstaniu. Postanowiła się więc z nim spotkać. Emil zaprosił Agatę jako osobę towarzyszącą na wesele brata. Chciał w ten sposób uniknąć lawiny pytań ze strony ciotek o dziewczynę. Agata doskonale go rozumiała, bo sama miała z tym problem. Nienawidziła tego wypytywania o życie prywatne. Postanowili zatem wybrać się jako kumple. I od tej decyzji sprawy mocno się zagmatwają… Siostry wpadną w tarapaty. Dlaczego wesele okaże się „totalnym absurdem”? Kto pojawił się w życiu Agaty?  Co wynikło z prowadzonego śledztwa dziennikarskiego? Jak udało się spotkanie Poli z Robertem? Skąd u Poli kac moralny? Agata chciała być jak Bridget, co z tego w końcu wyszło… Zachęcam gorąco do sięgnięcia po książkę Anny Sakowicz, którą czyta się lekko, pochłania wręcz błyskawicznie.
 
Postawić na szczęście to powieść napisana lekkim stylem, pięknym językiem zaprawionym humorem, dowcipem. Cudownie namalowane słowami Kociewie. Akcja książki toczy się wartko – przygody, perypetie bohaterek, tarapaty, tajemnica, niewyjaśniona historia do rozwikłania. Postaci świetnie wykreowane. To bardzo ciekawa opowieść o sile rodziny, jej ogromnej roli w życiu osoby z niepełnosprawnością. Tak mało się dzisiaj mówi o problemie niepełnosprawności, o marzeniach, pragnieniach osób z niepełnosprawnością. Pola, ładna dziewczyna o licznych pasjach, samodzielna marzy o miłości, o seksie. Kocha koszykówkę, uwielbia szybką jazdę autem, lubi fotografować, jest miłośniczką przyrody. Znała swoją wartość. Nienawidziła cholernej litości, z jaką obcy patrzyli na nią na wózku. Wózek był dla niej środkiem do przemieszczania się. Nie uważała się za chorą ani wybrakowaną. Siostry nie mogły bez siebie żyć, łączy je piękna więź. Każda z nich miała swojego bzika. Z powodów osobistych bardzo dziękuję Pisarce za postać Poli –  za oswojenie problemów, tęsknot osób z niepełnosprawnością, które pragną normalnie żyć. Tak po prostu. Od nich przecież możemy wiele czerpać. Autorka poruszyła w powieści problem hejtu , zmory naszych czasów. Podpowiedziała, jak sobie z nim radzić w życiu blogerskim i nie tylko.
 
Leśniczówka i arboteum w Wirtach istnieją naprawdę. Anna Sakowicz miała tam spotkanie z czytelnikami, czytałam relację i zachwycałam się zdjęciami.
 
Z niecierpliwością będę czekać na 2.t. powieści z serii Plan Agaty.
 

„Na dnie duszy” – Anna Sakowicz (#MamaDropsaCzyta)

Read More
 

 

Anna Sakowicz, Na dnie duszy, Wydawnictwo Edipresse 2018.
 
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Anny Sakowicz. Zainteresował mnie opis książki. Lubię powieści wielopokoleniowe, dzięki którym mogę odbyć podróż w głąb mojej rodziny, w głąb siebie. I już wiem, że wrócę do wcześniejszych powieści autorki.
 
Ta intrygująca opowieść pochłonie cię bez reszty i zadziwi niejeden raz! Bo dla każdego ta sama przeszłość wygląda inaczej…
 
Już sam tytuł intryguje, bowiem na dnie duszy zwykle skrywa się jakiś sekret, uczucia, coś, o czym nie chce się mówić głośno, rozpowiadać, rozgłaszać. Co zatem przechowują w najgłębszych wspomnieniach i co przeżywają w skrytości bohaterki powieści Rozalia-babka, Donata-matka i Inga – córka? Na końcu dodałabym jeszcze Ewę, córkę Ingi.
 
Ta pozornie zwyczajna historia zaczyna się, gdy do Ingi dotarła wiadomość o śmierci Babci Rozalii, która uruchomiła wspomnienia z dzieciństwa. Inga bowiem nigdy nie była zbyt emocjonalnie związana z babcią typem policjanta i dyktatora, ponieważ próbowała się wtrącać we wszystko, kontrolując życie rodzinne. Była zbyt oschła dla wnuków, wymagająca, nie lubiła się z córką. Obie miały bardzo trudną przeszłość. Podczas porządkowania rzeczy Rozalii znaleziono testament. Zmarła zapisała córce mieszkanie w ramach przeprosin, zaleciła jej zapisanie się na terapię z powodu nerwicy natręctw, a swoje dzienniki przekazała Indze. Wyznała też, że urodziła bliźnięta. Syna Adasia oddała do adopcji i obarczyła rodzinę zadaniem, aby go odnaleźć, by przekazać mu list. Inga każdą wolną chwilę poświęcała na lekturę zapisków babci, aby dowiedzieć się czegoś więcej o Adasiu. Sprawa ta przerosła wszystkich. Dlaczego Rozalia nie zabrała tej tajemnicy do grobu? Dlaczego nie ukryła jej na dnie swojej duszy? Do poszukiwań Adama pod presją chciwej żony Iwony włączył się Paweł, zawistny brat Ingi – postać świetnie wykreowana przez pisarkę. Rozalia wiedziała o tym i zza grobu zorganizowała podchody. Paweł przyprowadził do domu rzekomego Adama, z którym siostra bliźniaczka nie poczuła żadnej więzi i  uciekła się do sztuczki ze zdjęciem. Do listu dla Adama dołączony był …kluczyk do skrytki bankowej w Olsztynie. Jaki finał  miała historia z Adamem? Co znalazła Donata w tej skrytce? Co podczas poszukiwań bliźniaka udało się odnaleźć rodzinie? Odsyłam do powieści, aby poznać przeszłość i wszystkie mądrości życiowe Rozalii Zdunek z domu Więcek przekazane rodzinie.
 
Co tak naprawdę kryło się na dnie duszy Rozalii?
 
Rozalia została wychowana w patriarchacie, nauczono ją bezwzględnego posłuszeństwa, poddańczego wręcz stosunku wobec mężczyzn, mimo to zawsze stawiała na swoim, chociaż ojciec zmuszał ją do posłuszeństwa ciężką ręką i postronkiem. W dzieciństwie była świadkiem traumatycznego wydarzenia, które odbiło się na jej charakterze, życiu. Ojciec wydał ją za Juliana Konopkę – oszusta , cwaniaka, babiarza, który szybko znalazł się w więzieniu. A Rozalia była w ciąży. Nienawidziła go, całe życie mu złorzeczyła. Uważała, że wszystko zło dzieje się przez niego. Urodziła córkę Donatę, podjęła pracę a dziecko zawiozła do rodziców. Usiłowała wykrzesać z siebie choć odrobinę miłości do córki. Ale ciężko jej było, bo każdy we wsi gadał, że Rozalia bękarta urodziła, a panna z dzieckiem wstyd ściągała na rodzinę. Życie odmieniło się jej, gdy wyszła po raz drugi za mąż za Aleksandra Zdunka – który stał się prawdziwym, wymarzonym ojcem dla Donaty, zamieszkali na wsi, a po pewnym czasie przeprowadzili się do Stargardu. Przestała więc być czarną owcą w rodzinie jako mężatka. Przeżyła swojego męża a pod koniec życia postanowiła z pomocą nauczycielki spisać dzienniki, w których przekazała rodzinie to, co ukryła na dnie swojej duszy oraz pewne drogowskazy życiowe. Obawiała się, czy to aby nie za późno? Przecież płynie w nich krew tego skurczybyka Konopki. Przytoczę tylko jedną z nich: nie wszystko złoto, co się świeci, są ważniejsze i lepsze rzeczy. Na przykład dobra wodzianka. Przepis na tę zupę zamieszczony jest w powieści. Babcia Rozalia, jak to określił jej zięć, całkiem mądrze wymyśliła to wszystko. Rodzina musiała wyciągnąć z tego lekcję. Wszystkiego się dowiecie, sięgając po książkę.
 
Donata tak bardzo spragniona matczynej miłości, ciągle upokarzana przez matkę, bo była podobna do swojego ojca Juliana Konopki, jesteś jak ten skurczybyk Konopka, złodziejskie nasienie – dokuczano jej zewsząd. Przez cale życie miała żal do matki, żyła przeszłością. Jedynie przyjaźnie były nastawione do niej Żydówki siostry Gradowe, sąsiadki, ale wyjechały do Izraela. Marzyła o miłości matczynej i o kochającym ojcu. To drugie marzenie się spełniło, bowiem odnalazła ojca w osobie Aleksandra, którego rannego przyprowadziła do matki, by mu opatrzyła rany. Matka z Aleksandrem przeprowadzili się na wieś, a Donatę posłali do szkoły zawodowej z internatem. Ukończyła tez wieczorówkę i zdała maturę. Poznała Staszka, za którego później wyszła za mąż. Mieli dwoje dzieci Ingę i Pawła. Nadal w życiu dorosłym relacje matki z córką były trudne. Matka w Pawle dopatrzyła się podobieństwa do Konopki, to jest jak skaza, będzie się przewijać przez następne pokolenia. Donacie przez prawie całe życie dokuczała nerwica natręctw, miała bzika na punkcie czystych rąk. Miała też wyrzuty sumienia, że wychowana twardą ręką i bez miłości nie była dobrą matką. Dopiero po śmierci Rozalii Donata z Ingą wyjaśniły sobie wszystko. Szukały razem w przeszłości dobrych wspomnień, oglądały stare fotografie, spacerowały, rozmawiały i rozmawiały. Jak gdyby nadrabiały stracony czas. Wzruszyły mnie gesty miłości matki z córką i te słowa Ingi dodające matce otuchy: jestem pewna , że cię kochała. Nie umiała tylko tego okazać, pewnie wściekała się na wszystko wokół, a to odbijało się rykoszetem o ciebie. Wiesz, czasami myślę, że miłość składa się też z milczenia albo nawet przemilczenia. Oczywiście pod warunkiem, że wiemy, co chcemy przemilczeć i dlaczego. I ten niezmiernie wymowny gest wybaczenia matce Rozalii na jej grobem. Inga bowiem jako dorosła kobieta wciąż potrzebowała ciepła matki. Pragnęła, by odnalazła spokój i przestała z lękiem oglądać się za siebie, a wreszcie śmiało spojrzała w przyszłość.
 
Na dnie duszy to niezwykle interesująca i intrygująca powieść. Niesamowicie poruszyła struny mojej duszy. Skłoniła do refleksji, przemyśleń, do wspomnień, do podróży w głąb siebie, w głąb rodziny. Powieść jest podzielona na rozdziały zatytułowane: Współczesność i Donata (Przeszłość) – to wszystko się ze sobą splata, przenika, wywiera piętno na życiu bohaterów. Książka uświadomiła, że tak wiele możemy skrywać na dnie duszy. I każdy coś tam skrywa. Ale czy warto? Trzeba się z tym zmierzyć, chociaż nie jest to łatwe. Trudno bowiem uwolnić się od procesu sumieniowego. Najbardziej cenimy sobie święty spokój, bo po co się narażać na konflikt. I tworzy się takie zamknięte a czasem nawet kwadratowe koło. Trzeba to wszystko wydobyć na wierzch, pozbyć się, żeby zaznać spokoju. Wybaczanie jest szalenie trudną sztuką. Trzeba ją posiąść. I tu z pomocą przychodzą nam świetnie wykreowani przez Annę Sakowicz bohaterowie. Trzeba będzie czasu, by wszyscy ponownie nabrali do siebie zaufania, przypomnieli sobie o bezwarunkowej miłości, którą przecież się darzyli. Dobra wodzianka nie jest zła… O rodzinę zawsze trzeba walczyć!
 
Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!